Sześćdziesiąt lat w jednej rodzinie
Kiedy pytam, skąd bierze się jego pewność, że rozwój infrastruktury technicznej w budynkach „się nie zatrzyma", Łukasz Żbikowski nie sięga po raporty rynkowe, ale po historię własnej rodziny.
– Zajmuję się okablowaniem z dziada pradziada. Dziadek pracował w telekomunikacji i budował infrastrukturę napowietrzną. Ojciec przez trzydzieści pięć lat budował sieci podziemne, mówiąc wprost: neostradę pod ziemią. Ja jestem trzecim pokoleniem i buduję infrastrukturę wewnątrz budynku. Przeszedłem drogę od miedzianego kabelka, przez duże serwerownie, aż do zintegrowanego Wi-Fi. Patrząc tylko na własną historię, to rozwija się nieprzerwanie od sześćdziesięciu lat i ani razu się nie zatrzymało.
W branży zdominowanej dziś przez medialne opowieści o sztucznej inteligencji, on przypomina o fundamentach. AI jest w tym obrazie kolejnym etapem, a nie rewolucją, która pozwala zapomnieć o kablach.
– Sztuczna inteligencja to kolejny element automatyzacji i zmian w chmurze. Kolejna orbita. Następne będą jeszcze trudniejsze technologie, może z czasem nawet pełne zasilanie bezprzewodowe. Nie wiem, czy tak będzie, ale wiem, że to na pewno nie stanie w miejscu – tłumaczy.
To zdanie dobrze opisuje sposób, w jaki myśli nowa generacja inżynierów na rynku komercyjnym. Żbikowski nie zachwyca się technologią bezkrytycznie i nie boi się jej. Traktuje ją jak kolejną warstwę do ułożenia, mając pełną świadomość, że pod każdą nową wirtualną warstwą leży stara, fizyczna baza: zasilanie, przewód i serwerownia.
Ta pierwsza warstwa
Firmę PCT (Power Connect Tech) założył ze wspólnikiem w marcu 2026 r. Spółka projektuje, buduje i wspiera infrastrukturę teletechniczną, skupiając się przede wszystkim na IT i zasilaniu elektrycznym. Nazwa to jednocześnie program operacyjny: energia, połączenia, wsparcie techniczne.
– Rewolucja AI nam pomaga, bo naturalnie rośnie zapotrzebowanie na usługi technologiczne. Ale AI nie jest w pierwszym rzędzie. Ona jest w kolejnym, a wszystkie warstwy poniżej potrzebują pilnego wsparcia: budowy infrastruktury, bezpiecznych centrów danych, redundantnego zasilania, doboru komponentów. Kiedy rozmawiam z dużymi producentami, słyszę, że sprzedają sprzęt głównie do wielkich data center. My z kolei opiekujemy się tą pierwszą warstwą po stronie najemcy: technologią w biurze, w samym budynku, w lokalnej serwerowni. Dopiero na tak przygotowany grunt przychodzą informatycy, podłączają swoje serwery i uruchamiają wszystko to, co działa wyżej – podkreśla.
Żbikowski uważnie śledzi, jak na jego oczach zmienia się geografia mocy obliczeniowej. Edge computing (przetwarzanie brzegowe), które jeszcze pięć lat temu miało być absolutną przyszłością, dziś wchodzi w fazę weryfikacji. Małe lokalne klastry często przegrywają z wielkimi ośrodkami, bo, jak zauważa inżynier, „my jako użytkownicy tak szybko przestawiliśmy się na gigantyczną liczbę zapytań i promptów, że małe klastry nie zdążą już odpowiedzieć”.
Jednocześnie dostrzega u swoich klientów z sektora finansowego nowy, bardzo silny trend: własne, dedykowane klastry obliczeniowe budowane wyłącznie do jednego zadania, np. do oceny ryzyka.
– Zaczyna się profilowanie klastrów pod kątem tego, co dokładnie mają zbierać. Jeżeli klaster zbiera za dużo przypadkowych danych, ma mniejszą moc obliczeniową i generuje więcej błędów – wyjaśnia.
Dla dużego najemcy oznacza to jedno: infrastruktura w jego własnych ścianach przestaje być tylko tłem technicznym. Staje się strategicznym elementem budowania przewagi rynkowej. A wtedy kluczowe pytanie brzmi: kto ją dla niego rzetelnie zaprojektuje i zbuduje.
Dlaczego bez pośredników?
PCT pracuje wyłącznie bezpośrednio dla najemców, konsekwentnie omijając firmy pośrednie. Żbikowski tłumaczy ten wybór językiem, który doskonale zdradza jego technologiczne pokolenie:
– To jak z pisaniem promptów dla sztucznej inteligencji. Musisz dokładnie wiedzieć i zapytać o to, czego naprawdę chcesz. Rzeczywiste potrzeby najemcy najlepiej dogrywa się bez pośrednika. Jeżeli nie zadamy bezpośrednich pytań, niemal na pewno przewymiarujemy projekt: zaplanujemy za dużo prądu, za dużo kabli, za dużo wszystkiego, czego użytkownik docelowo wcale nie będzie potrzebował.
Optymalizacja jest w jego słowniku słowem kluczem.
– Nie stawiamy dziś ogromnych serwerowni ani wielkich, energochłonnych biur. Potrafimy zaprojektować jedną serwerownię na trzy piętra tak, żeby zoptymalizować zasilanie, klimatyzację i całą instalację, a uwolnione w ten sposób zasoby oddać najemcy tam, gdzie ich faktycznie brakuje – na przestrzeń do pracy albo na dodatkową moc w innym miejscu budynku.
Czy to oznacza, że PCT bezpośrednio konkuruje z firmami oferującymi techniczny Facility Management?
– Jesteśmy w zupełnie innym wymiarze – prostuje od razu. – Dziś realizujemy projekty i inwestycje, a nie bieżące utrzymanie usterek. Przedrostek FM w naszej domenie to wciąż pieśń przyszłości. Oczywiście wiemy, że to, co teraz budujemy, za kilka lat trzeba będzie profesjonalnie serwisować i przygotowujemy się na ten moment. Ale dzisiaj jesteśmy wyspecjalizowaną warstwą pomiędzy samym najemcą a infrastrukturą.
Wnioski z wyjścia z korporacji
Nowa fala niezależnych ekspertów ma wspólny rys biograficzny: przeszła przez duże, rynkowe organizacje i wyszła z nich z wnioskami. Żbikowski nie ukrywa swoich motywacji.
– Nie obrażając się na korporacje, wyszedłem z nich właśnie dlatego, że rynek rozpaczliwie oczekuje dziś elastyczności, prędkości i jednej, maksymalnie dwóch decyzyjnych osób, które się nie zmieniają, tak żeby dało się zbudować prawdziwe zaufanie. W dużych firmach odpowiedzialność szybko się rozmywa. U nas jest bardzo konkretna i spójna; potrafimy zarządzić kryzysem z dnia na dzień. W korporacji to proces, w którym każdą decyzję musi zaakceptować nawet dziesięć osób.
Do tego dochodzi chłodna obserwacja obecnego rynku pracy.
– W dużych organizacjach jest teraz bardzo dużo zmian i zwolnień. Klient, do którego na spotkania przychodzą coraz to nowi ludzie, chce mieć wreszcie kogoś stałego, kto już zna jego biznes albo przynajmniej potrafi się go szybko nauczyć.
Żbikowski nie pali jednak za sobą mostów. Współpracuje ze swoją poprzednią firmą, określając to jako „współpracę trójstronną, w której wszyscy są zadowoleni”. Duże instytucje, po pierwszych, mniejszych i testowych zleceniach, nabrały zaufania i dziś przekazują PCT kolejne projekty. Nazw podać nie może ze względu na surowe umowy o poufności. Zdradza tylko sektor, w którym operuje najczęściej: finanse.
Procesy w nowej firmie ułożył razem ze wspólnikiem całkowicie od zera.
– Zrobiliśmy to na bazie tego, czego nauczyliśmy się w poprzednich firmach, ale wyciągnęliśmy wnioski i poprawiliśmy błędy. Bazę postawiliśmy od razu bardzo mocną. Wiele firm myśli dziś o ucinaniu kosztów, my patrzymy w drugą stronę. Musimy zainwestować teraz, żeby za 5, 10 lat w ogóle móc mówić o oszczędnościach. Technologia rzadko daje oszczędności na samym starcie.
Dwadzieścia osób na callu
Kluczowa diagnoza Żbikowskiego nie dotyczy jednak samej technologii, lecz sposobu, w jaki dzisiejszy rynek podejmuje decyzje biznesowe.
– Najemcy tracą cierpliwość do długich, przegadanych procesów. Potrzebują firm, które przyjdą i od razu powiedzą: robimy koncepcję, robimy projekt, budujemy. Presja finansowa i presja czasu w organizacjach najemców są dziś po prostu ogromne.
Dorzuca do tego zmianę pokoleniową i coś, co celnie nazywa nieprzystawalnością dwóch rynkowych narracji.
– Wszyscy pięknie mówimy o workplace, o wellbeingu, o czasie wolnym dla pracownika. Ale to w ogóle się nie łączy z tym, że projekt ma powstać szybko, bezpiecznie i na wysokim poziomie koncepcyjnym. Rynek potrzebuje partnerów, którzy mają kompetencje, żeby przyjść z problemem i od razu wyjść z rozwiązaniem.
Jego własna metoda pracy jest prosta do zdefiniowania, choć trudna do wykonania w rynkowej praktyce: problem, koncept, rozwiązanie, decyzja.
– Klienci widzą, że kiedy pojawia się problem, robi się jeden call, drugi, trzeci i nagle na spotkaniu jest dwadzieścia osób. Dwadzieścia osób na callu nigdy się nie porozumie. Po to na rynku są project managerowie: żeby moderowali ten chaos. Dzisiaj muszą być bardzo asertywni, konkretni i ekstremalnie szybcy.
W tym właśnie miejscu powraca kluczowa rola inżyniera. Nie jako wykonawcy, który dostaje do rąk gotowy, narzucony z góry projekt, lecz jako osoby, która od samego początku bierze na siebie pełną odpowiedzialność za to, żeby najemca w poniedziałek rano usiadł do działającego biurka.
Weekend, w którym wszystko musi zadziałać
To podejście najlepiej widać na przykładzie zadania, które rynkowi często wydaje się trywialne: przeprowadzce biura.
– Robimy to od A do Z. Łączymy nową technologię, budujemy serwerownię od podstaw, dopasowujemy rozwiązania, podłączamy komputery. Nie mamy problemu, żeby wziąć pod siebie też część czysto biurową, czyli samo przeniesienie mebli, bo to cały proces logistyczny jest u nas podyktowany technologią. To infrastruktura dyktuje flow, a reszta działa pod nią.
Opieka PCT zaczyna się jeszcze w starym biurze. Dobre meble trafiają do fundacji albo szkół, a zespół Żbikowskiego doskonale zna rozwiązania podatkowe przy tego typu darowiznach.
– Klient zwykle się tego boi i płaci ogromne pieniądze za utylizację sprzętu, którego nie potrafi już wykorzystać. My sprawdzamy sprzęt, żeby przedłużyć mu życie albo dostosować go do nowych warunków operacyjnych.
Zwracają uwagę na drobiazgi, które w ostatecznym rozrachunku decydują o komforcie pracownika:
– Zostawiamy jeden kabel USB, żeby podłączyć wszystkie urządzenia. Ludzie nie chcą już klikać w dziesiątki ustawień, chcą od razu pracować.
Absolutnym priorytetem pozostaje jednak ciągłość biznesowa najemcy.
– Klient pyta, czy zdążymy to spiąć w weekend. Zawsze zdążymy. Na miejsce przyjdzie dokładnie tyle osób, ile trzeba i będą to ludzie tak doświadczeni, że kiedy w locie nie zadziała sieć albo prąd, naprawimy to własnymi rękami. Mamy swoich informatyków, ludzi od sieci, ludzi od infrastruktury biurowej, podpisane umowy z firmami utylizacyjnymi. Na koniec bazujemy na ścisłych checklistach. Klient nie musi w poniedziałek rano dzwonić z pretensjami, że nie działa Wi-Fi, nie ma prądu albo padł switch, bo my to wszystko sprawdziliśmy sami, zanim fizycznie wyszliśmy z budynku.
Taka usługa, oparta na całkowitym zdjęciu ryzyka z klienta, ma swoją cenę i Żbikowski stawia tu sprawę jasno.
– Kiedy ktoś przychodzi do nas z hasłem „cena czyni cuda”, odpowiadam wprost, że my cudów nie robimy. Płacimy ludziom o najwyższych kompetencjach, mamy profesjonalne narzędzia i potrafimy przygotować się do operacji co do godziny. Cenowo odbiegamy o 5, 10% od standardowych stawek rynkowych, ale poziom ryzyka u klienta jest za to zminimalizowany do zera. To usługa uszyta dla świadomego najemcy. Świadomy najemca potrafi powiedzieć „okej” i potrafi za ten święty spokój zapłacić.
Kabel, który podłącza pół Warszawy
Żbikowski z wykształcenia jest inżynierem cyberbezpieczeństwa. Ten rygor widać w całej firmie: szyfrowana poczta, zabezpieczone urządzenia, własne serwery i licencje, logowanie dwuetapowe.
– Nawet nasza księgowa była początkowo zdziwiona, że tak mocno do tego podchodzimy i musiała się nauczyć zupełnie nowego sposobu pracy ze stowarzyszonymi danymi.
Na samej budowie bezpieczeństwo przybiera jednak wymiar bardzo fizyczny.
– Rygorystycznie realizujemy standardy klientów: budujemy w zabezpieczonych powierzchniach, a jeżeli musimy wyjść poza nie, prowadzimy trasy w zamkniętych, metalowych elementach, żeby nikt tego kabla przypadkiem nie przeciął ani się do niego nie podłączył. Do oprogramowania klienta nie wchodzimy, to zostaje po jego stronie. Ale doskonale wiemy, co się dzieje na warstwie fizycznej. Klient może nam w pełni zaufać, że w gąszczu przewodów odłączymy właściwą rzecz. Bo w infrastrukturze często jest tak, że wisi dwadzieścia pięć luźnych kabli, a ten jeden, jedyny podłącza do sieci pół Warszawy.
Na dowód opowiada historię z Krakowa. Piątek, jedenasta wieczorem, jeden niefortunnie odłączony przewód i natychmiastowy telefon: „Wyłączyliście mi coś na mieście”.
– Podłączenie tego z powrotem to nie jest kwestia samego włożenia wtyczki do gniazda. Tyle urządzeń jest ze sobą krytycznie powiązanych, że trzeba błyskawicznie wykonać szereg telefonów. Różnica w podejściu polega na tym, że my jesteśmy tego świadomi od początku. Nie stajemy bezradnie i nie mówimy „o Boże”, tylko natychmiast dzwonimy do odpowiednich osób z precyzyjnymi komunikatami: zrób to, przełącz to. Wszystko po to, żeby w ciągu pół godziny cała infrastruktura wróciła do normy.
To jest, w gruncie rzeczy, definicja inżyniera, którego potrzebuje dzisiejszy najemca: kogoś, kto wie, co się stanie, jeszcze zanim to się stanie i zawsze ma pod ręką ludzi, którzy wiedzą, jak zareagować.
Fotonika po godzinach
Ta nowa fala ekspertów ma jeszcze jedną charakterystyczną cechę: nie daje się zamknąć w jednej, wąskiej roli. Równolegle do rozwoju PCT Żbikowski nadzoruje budowę w Sieci Badawczej Łukasiewicz potężny projekt technologiczny – budowę centrum kompetencji mikrotechniki i fotoniki. Jak sam tłumaczy, to projekt polegający na „tworzeniu własnych, polskich przyrządów fotonicznych”. Projekt nie został jeszcze oficjalnie ogłoszony, więc nie może zdradzać szczegółów.
– Poproszono mnie o kierowanie nim ze względu, że temat jest szalenie trudny i tak zaawansowany, że na finał będzie wielkie „wow” w skali całej Europy. I dokładnie tak samo chciałbym, żeby były postrzegane nasze komercyjne usługi w PCT: nie są gigantyczne obszarowo, ale ktoś ma podnieść telefon i z pełnym przekonaniem powiedzieć: „Chcemy, żebyście to wy zrobili to dla nas”.
Jego ambicje na najbliższe trzy–pięć lat są bardzo wyważone: zespół rzędu 10, 15 osób, docelowo może 30, 50. – I to całkowicie wystarczy. Nie chcemy ze wspólnikiem budować przeskalowanej organizacji, która w pewnym momencie niebezpiecznie zapętli się w korporacyjne tryby.
Wejdź wcześniej, oszczędzaj na końcu
Na koniec proszę go o jedną, nadrzędną radę dla najemcy, który dopiero planuje swoją inwestycję w biuro. Odpowiedź pada natychmiast, jak wszystko w tej rzeczowej rozmowie.
– Wejdź z dostawcą infrastruktury w proces znacznie wcześniej i zejdźcie wspólnie na dużo większy poziom szczegółu. Tego na dzisiejszym rynku brakuje najbardziej. Podchodzimy do tematów zbyt ogólnie i to zawsze rodzi bolesne problemy na samym końcu inwestycji. Pracuję z klientem z branży finansowej, który precyzyjnie przygotowuje swoje lokalizacje na półtora roku, a nawet dwa lata wcześniej. Jestem włączony w ten temat od samego początku koncepcji, a sama fizyczna budowa trwa potem raptem trzy, cztery miesiące. Na początku ten proces kosztuje nieco więcej czasu i pieniędzy, ale na koniec masz doskonały produkt, wprowadzony bez operacyjnych poślizgów.
Dorzuca do tego drugą radę, wypowiedzianą z twardym przekonaniem człowieka, który widział proces inwestycyjny z obu stron stołu:
– Łączenie projektowania z wykonawstwem w jednym procesie (tzw. model design and build) na dłuższą metę się nie sprawdza. Jest droższy dla najemcy, bo wykonawca musi zaszyć w cenie ryzyko i przewidzieć wszystko to, czego jeszcze nie ma w niedokładnym projekcie. Zrób najpierw naprawdę dobry projekt, potwierdź oczekiwania, zrób rzetelną wycenę i dopiero na tej bazie zleć wykonanie. Trzy miesiące więcej spędzone na planowaniu potrafią skrócić sam czas wykonania z dziesięciu miesięcy do siedmiu. I finansowo zwracają się inwestorowi kilkukrotnie.
Jak podsumowuje Żbikowski, świat nieruchomości „potrzebuje dziś konkretnych partnerów, którzy robią dobrze, stawiają na jakość i idą z klientem w jednym nurcie. Zadanie zrobione, kolejne zadanie zrobione. Bez półgodzinnego calla o wszystkim i o niczym”.
Trzecie pokolenie kabla zna zasadę, która w infrastrukturze nie zmieniła się od czasów pierwszych linii napowietrznych dziadka: zanim zaczniesz cokolwiek przełączać, musisz dokładnie wiedzieć, co tak naprawdę podłączasz.
PCT – Power Connect Tech
Warszawska firma inżynieryjna działająca od marca 2026 r., pracująca bezpośrednio dla najemców, głównie dużych instytucji finansowych.
Power – zarządzanie projektami od koncepcji do realizacji, kontrola budżetu i jakości.
Connect – okablowanie strukturalne, wdrożenia IT, relokacje biur, uruchomienia sprzętu z testami.
Tech – projektowanie instalacji, przebudowy, audyty i raporty techniczne.
Firma nie zajmuje się systemami AV ani IoT, nie wchodzi też w fabryki.
„Projektujemy i wdrażamy projekty, które dotrzymają kroku Twoim planom"
Siedziba: Centrum Logistyczno-Serwisowe, Modlińska 159, Warszawa
pctfm.pl
Komentarz