Moje dzieci pasjami (i co gorsza: w salonie!) słuchają muzyki z musicalu Hamilton. W jednym z utworów pada zdanie: „I am the one thing in life I can control". Trudno o lepsze motto dla firmy kupującej energię w tym roku: wszystko wokół zmienia się niezwykle szybko; jedyna stała została po wewnętrznej stronie licznika.
Od zmian w 2026 r. kręci się w głowie. Nowelizacja prawa energetycznego. Poprawka do nowelizacji. Sierpniowe prezydenckie weto do tej poprawki. Nowe aukcje rynku mocy. Pierwsze przetargi na usługi elastyczności. No i Matka Natura, która w słoneczną majówkę spycha ceny energii rekordowo poniżej zera.
Dokładną kronikę tego roku zostawiam serwisom informacyjnym. Mnie interesuje, co z niego wynika dla rachunku firmy. A wynika cały czas to samo: ustawodawca, operatorzy i fizyka – każde z nich na swój sposób – nagradzają tę samą umiejętność, czyli panowanie nad własnym poborem.
Dwie umowy na jednym przyłączu
Obowiązująca od 30 kwietnia nowelizacja pozwala podpisać drugą umowę sprzedaży energii na tym samym przyłączu. Dodatkowy punkt poboru, drugi licznik, bez nowych warunków przyłączenia, na wniosek do operatora. Brzmi jak niuans biurokratyczny, ale ja uważam, że jest to gamechanger, jeżeli chodzi o optymalizację energii.
Zacznijmy od zrozumienia, kogo dotyczyć może ta zmiana. W restauracji, hali magazynowej, przemysłowej mroźni czy serwerowni duża część odbiorników energii ma sporą bezwładność. Komora chłodnicza schłodzona do dolnej granicy dozwolonej temperatury wytrzyma godzinę bez zasilania i nikt tego nie zauważy. Wentylacja może popracować mocniej przed szczytem cenowym i lżej w jego trakcie. Ładowanie wózków często może poczekać godzinę w nocy.
Tak było zawsze i zawsze kuszące było użycie taryfy dynamicznej, aby z tego skorzystać. Operacja taka wiązała się jednak z dużym ryzykiem: w momencie skoku ceny w górę to cały obiekt był karany tą wysoką ceną.
Nowelizacja pozwala na wydzielenie niektórych odbiorów do ceny dynamicznej bez jakiejkolwiek zmiany warunków technicznych przyłącza. Daje to od ręki możliwości oszczędzania: w data center można manewrować klimatyzacją w granicach reżimu temperatur, w hali magazynowej można sterować wentylacją, a w biurowcu generatorem wody lodowej. Dopasowanie cyklu pracy tych urządzeń do cen energii daje określone i niemałe korzyści bez ryzyka, o którym pisałem powyżej: wszystkie ważne obwody zostają na umowie ze znaną ceną, a elastyczna część budynku może wreszcie korzystać z godzin taniej energii.
Moc przyłączeniowa staje się walutą
W nowelizacji do ustawy weszły dwa nowe typy umów o przyłączenie: elastyczna i konfigurowalna. Za urzędowymi nazwami kryje się prosta idea: operator nie musi odmawiać, jeżeli brakuje mocy: może on teraz przyłączyć obiekt, ale z ograniczeniami. Ustawa dopuszcza limity poboru „zmienne w czasie", odnoszące się „do zdefiniowanych zdarzeń lub parametrów […] sieci". Biznesowo: pełna moc przez większość doby, mniejsza wtedy, kiedy sieć w okolicy pracuje na granicy możliwości.
To nie jest polski pomysł, tylko import sprawdzonej praktyki. W Holandii regulator zobowiązał operatorów do oferowania umów bez gwarancji pełnej mocy, w tym tańszych umów przesyłowych ograniczonych do godzin poza szczytowych. W Wielkiej Brytanii przyłączenia z ograniczeniami są standardową praktyką. Polska przenosi ten mechanizm w dobrym momencie: zapotrzebowanie na niego będzie rosło.
Dla firmy otwierającej kolejne lokalizacje wynikają z tego dwie konkretne rzeczy. Po pierwsze, operatorzy mają publikować dane o dostępnych mocach przyłączeniowych, więc moc w okolicy staje się twardym kryterium wyboru miejsca sprawdzanym przed podpisaniem umowy, nie po. Po drugie, zdolność sterowania własnym poborem staje się argumentem przyłączeniowym: kto potrafi zejść z mocą wtedy, kiedy wskazuje operator, ten dostaje przyłącze nawet tam, gdzie formalnie „nie ma mocy".
Pierwszych polskich umów tego typu jeszcze nie widziałem, przepis ma cztery miesiące. Tym większa będzie przewaga tych, którzy podpiszą je jako pierwsi.
CSIRE, czyli Polska dogania Lizbonę
Na zeszłorocznej konferencji InnoEnergy w Lizbonie rozmawiałem z moim portugalskim konkurentem. Kiedy opowiedziałem mu, że w Polsce nie ma prostej drogi do danych z licznika operatora, był szczerze zszokowany. Jego biznes stoi na danych pomiarowych, które portugalski klient dostaje od operatora bez żadnej dyskusji. „Przecież to własność klienta", tłumaczył mi, mówiąc o czymś dla niego oczywistym.
U nas oczywiste to nie było. Firma odzyskiwała wiedzę o własnym zużyciu okrężnie: z faktur, z portali sprzedawców, a w wielu przypadkach z własnych liczników, żeby w ogóle wiedzieć, co się dzieje w obiekcie.
19 października kończy się okres przejściowy CSIRE, centralnego systemu informacji rynku energii. Dane godzinowe każdego punktu poboru trafiają do jednego standardu i stają się dostępne dla odbiorcy, a procesy zmiany sprzedawcy skracają się do około doby. Polska dogania Lizbonę.
Dla huty to niewielkie usprawnienie. Ale dla firmy z 80 licznikami, 80 umowami i jednym zbiorczym plikiem od księgowości to zmiana prawie ustrojowa: pierwszy raz system zarządzania energią może zobaczyć łatwo całą sieć obiektów naraz. Profil poboru każdego lokalu, benchmarking, weryfikacja mocy umownych i taryf plus wreszcie mniej bolesna zmiana sprzedawcy dla całego portfela. Większość firm wielolokalowych nigdy nie widziała własnego zużycia w takiej rozdzielczości, chyba że wcześniej zainwestowała w drogi metering.
Audyt od zużycia, nie od wielkości
Kolejna zmiana nadchodzi z dyrektywy EED, właśnie wdrażanej do polskiej ustawy o efektywności energetycznej. Od tego roku obowiązek audytu energetycznego przestaje zależeć od wielkości firmy, a zaczyna od zużycia: powyżej 2,8 GWh rocznie audyt co cztery lata staje się obowiązkowy, także dla firm z sektora MŚP (a potencjalne kary za jego brak są wysokie).
Uwaga: liczy się suma zużycia firmy, nie pojedynczy obiekt. Pojedyncza restauracja nie znaczy wiele energetycznie, ale kilkanaście lokali gastronomicznych albo kilka biurowców często przekracza próg.
Wiele firm, które nigdy nie uważały się za „energetyczne", musi znacząco zmienić swoje podejście do tematu. Oczywiście mogą to potraktować jak kolejny obowiązek do odhaczenia. Ale mogą też odwrotnie: audyt to inwentaryzacja dokładnie tych możliwości, które opisałem wyżej. Skoro i tak trzeba policzyć te wszystkie wskaźniki, niech te wskaźniki pierwszy raz w historii firmy zarobią! W szczególności, że automatyka budynkowa i systemy zarządzania i optymalizacji energii są coraz tańsze (co jest swoją drogą tematem na zupełnie inny artykuł).
Rynek dopowiada resztę
Trzy kolejne zmiany ostatnich miesięcy, które też warto mieć na radarze:
- Opłata mocowa wzrosła o 55% już od początku roku. O tym mówią wszyscy, ale odnotujmy dla porządku: brak kontroli nad swoim zużyciem może spowodować wzrost ceny o 100–200 zł na każdej megawatogodzinie zużytej „w złym momencie”.
- Fotowoltaika bez sterowania zarabia coraz słabiej. W wiele dni tego roku prosumenci w net-billingu dostawali za energię oddaną do sieci okrągłe zero. Sterowanie pozwala na wykorzystanie budynku czy obiektu i ograniczenie oddawania do sieci do minimum. I to wszystko często bez drogiej inwestycji w magazyn.
- Operator zaczął płacić w obie strony. PSE kupują od odbiorców zarówno redukcję, jak i zwiększenie poboru. Są oczywiście do spełnienia warunki wstępne, ale jest to najlepsze potwierdzenie tezy, że rynek promuje i wycenia firmy, które umieją sterować swoim poborem bez względu na wielkość tej firmy.
Współczesna energetyka to jeden wielki i coraz bardziej zintegrowany system i nic nie wskazuje, że się to może zmienić w przyszłości. Dlatego stawiam tezę, że proces wyceniania elastyczności dopiero nabiera prędkości.
Co prawda w musicalu wspomnianym we wstępie tego tekstu Amerykanie nie wygrywają sami: do zwycięstwa prowadzi ich pomoc mocarstw, z Francją na czele, a Lafayette monopolizuje każdą scenę, w której się pojawia. Ale na tym analogia się kończy. Do polskich firm żadna Francja z odsieczą nie przypłynie: ustawodawca zmienia zdanie co kwartał, operatorzy dopisują własne zasady, a sprzedawca ma do obrony własną marżę. Zostaje dokładnie to, od czego zaczęliśmy. „I am the one thing in life I can control". Kontrola własnego zużycia to jedyna strategia, która nie zależy od nikogo trzeciego. I jedyna, za którą wszystkie opisane wyżej mechanizmy realnie płacą.
Źródła
- Ustawa z dnia 13 marca 2026 r. o zmianie ustawy – Prawo energetyczne oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2026 poz. 516): isap.sejm.gov.pl
- Ustawa z dnia 21 maja 2025 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z wprowadzaniem centralnego systemu informacji rynku energii (Dz.U. 2025 poz. 759): isap.sejm.gov.pl
- Komunikat PSE o starcie CSIRE i zakończeniu wdrożenia 19 października 2026 r.: pse.pl
- Dyrektywa (UE) 2023/1791 w sprawie efektywności energetycznej (progi 10 TJ i 85 TJ dla audytów i systemów zarządzania energią): eur-lex.europa.eu
- Wyniki aukcji uzupełniającej rynku mocy (Prezes URE): ure.gov.pl
- Holenderskie umowy przesyłowe ograniczone do godzin pozaszczytowych (regulator ACM): acm.nl
Komentarz