Zamknij

Twój koszyk

Razem: 0.00 zł
Razem z VAT: 0,00 zł
Przejdź do kasy

Zanim coś się zepsuje: jak predykcyjne utrzymanie obiektów odczarowuje awarie?

Działanie zgodnie z planem prewencyjnym (PPA), pilnowanie terminów przeglądów oraz usuwanie zgłaszanych usterek to poprawna reakcja służb technicznych. Do tego samego koszyka poprawności możemy wrzucić stałą współpracę z serwisami specjalistycznymi, utrzymywanie magazynu części zamiennych i gwarancję krótkiego czasu dojazdu na interwencję. Pytanie brzmi: czy w erze technologicznej supremacji to wciąż wystarczający standard?

Zarządcy coraz częściej premiują dziś serwisy, które wychodzą krok naprzód. Nie wystarczy już wymiana uszkodzonego elementu w stosunku 1:1. Prawdziwą wartością jest zastąpienie go urządzeniem nowszej generacji – zużywającym mniej energii i dającym dłuższą gwarancję ciągłości pracy. Aby jednak takie podejście było możliwe, konieczna jest zmiana filozofii z reaktywnej na predykcyjną.

REKLAMA

Naprawiać czy wymieniać? Pułapka pozornych oszczędności

Wyobraźmy sobie sytuację: nowy serwisant pojawia się na obiekcie. Korzystając z kodów QR umieszczonych na urządzeniach, błyskawicznie sprawdza w smartfonie całą historię awarii danej maszyny. Opierając się na wiedzy technicznej, wnioskuje, że urządzenie zaraz ulegnie poważniejszej awarii i zgłasza administracji propozycję wymiany. Pierwszą reakcją zarządcy bywa często opór: „naprawa będzie tańsza, musimy oszczędzać”.

To klasyczny błąd w analizie kosztów. Jednorazowa naprawa starego, wyeksploatowanego urządzenia, które nie trzyma już fabrycznych parametrów, to zaledwie odwlekanie problemu w czasie. Pociąga za sobą cykliczne powroty usterek, angażowanie czasu ekipy i kolejne przestoje. Co więcej, uszkodzony element zmusza pozostałą część instalacji do pracy na zawyżonych parametrach, co drastycznie skraca jej żywotność. W dłuższej perspektywie wymiana na nowy sprzęt, z pełną gwarancją producenta, okazuje się znacznie bardziej opłacalna i bezpieczna dla całego ekosystemu budynku.

Instytucjonalne ryzyko awarii

W procesie utrzymania nieruchomości biorą udział dwa ogniwa: zewnętrzne serwisy specjalistyczne oraz wewnętrzne służby utrzymania ruchu (SUR). To właśnie pracownicy wewnętrzni widzą i słyszą na co dzień więcej niż niejeden system BMS. Znając specyfikę pracy urządzeń, potrafią wychwycić anomalię, słabnące parametry czy powtarzające się usterki.

Brak odpowiedniej reakcji i przewidywania konsekwencji to nie tylko ryzyko chwilowego braku komfortu najemców. W przypadku kluczowych instalacji mówimy o bezpośrednim zagrożeniu bezpieczeństwa. A to pociąga za sobą konsekwencje biznesowe: wyższe składki polis ubezpieczeniowych oraz ryzyko negatywnych kontroli organów państwowych – od Państwowej Straży Pożarnej (PSP), przez Urząd Dozoru Technicznego (UDT), aż po Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego (PINB). W ostatecznym rozrachunku rzutuje to na obniżenie rynkowej wyceny nieruchomości, co natychmiast alarmuje instytucje finansujące dany obiekt.

Ewolucja standardów: od termowizji do analizy online

Warto zadać pytanie: jak na przestrzeni lat zmieniały się standardy wykrywania zagrożeń? Jeszcze kilkanaście lat temu przełomem w predykcji była okresowa termowizja. Analiza obrazu z kamer termowizyjnych pozwalała na lokalizowanie punktów o podwyższonej temperaturze, ratując obiekty przed pożarami wywołanymi poluzowanymi stykami i iskrzeniem instalacji. O ile ryzyko awarii było oczywiste w przypadku urządzeń energochłonnych – pracujących w trudnych warunkach, jak choćby piece piekarnicze – o tyle poważne usterki na stykach mniejszych odbiorników, np. systemów oświetleniowych, bywały zaskoczeniem.

Konsekwencje takich zaniedbań rzadko kończą się na chwilowym braku komfortu. Awaria wspomnianego pieca połączona z pożarem potrafi wykluczyć zakład z działalności na wiele dni. Oznacza to ogromne straty sprzedażowe, wysokie koszty odtworzenia infrastruktury i poważny uszczerbek na wizerunku.

Dziś jednak badania okresowe to za mało. Tradycyjną termowizję wyprzedza ciągła analiza online parametrów elektrycznych: wartości prądów zasilających, symetrii faz czy wyższych harmonicznych. Doskonałym przykładem są układy kompensacji mocy biernej. Moduły pojemnościowe pracujące w wysokich temperaturach są niezwykle wrażliwe na harmoniczne, co w tradycyjnym modelu eksploatacji prowadzi do spektakularnych awarii – z wybuchami kondensatorów i pożarami rozdzielnic włącznie. Monitorowanie tych zmiennych w czasie rzeczywistym pozwala zdusić problem w zarodku.

Autonomia predykcyjna i sojusz z AI

Aby inicjować działania wyprzedzające i unikać opisanych ryzyk, potrzebujemy stale szkolącej się kadry. Dziś jednak z pomocą człowiekowi przychodzi sztuczna inteligencja. Integracja AI z systemami BMS i EMS (Energy Management System) rewolucjonizuje automatykę budynkową.

Tradycyjne systemy oferują jedynie pasywne monitorowanie. AI wprowadza autonomię predykcyjną – przechodzi od reakcji na usterkę do jej prognozowania na podstawie wnikliwej analizy danych historycznych i bieżących. System przetwarza parametry (np. zapotrzebowanie na pracę w danych godzinach, stan maszyn, liczba incydentów) w czasie rzeczywistym i wyłapuje anomalie jeszcze przed fizycznym wystąpieniem awarii. Pozwala to na dynamiczne dostosowanie działań operacyjnych, minimalizując koszty serwisu i zużycia prądu.

Współczesny obiekt generuje tysiące danych, których żaden człowiek ani nawet zespół pracujący w trybie 24/7 nie jest w stanie efektywnie przetworzyć. Stąd naturalny zwrot ku algorytmom, które wspierają już nie tylko obszar elektroenergetyczny, ale również instalacje HVAC i sanitarne. Przy stale rosnących cenach nośników energii i wody każde nieuzasadnione zużycie generuje wymierne straty. Wdrożenie AI i pozwolenie jej na „naukę” specyfiki procesów danego budynku to inwestycja, która szybko przekłada się na oszczędności.

Czy analiza predykcyjna zastąpi inżyniera? Zarówno algorytmy AI, jak i człowiek bywają omylni. Dlatego kluczem do sukcesu nie jest zastąpienie technika, lecz jego współpraca z maszyną. W obliczu rosnącego deficytu wykwalifikowanych kadr technicznych udział AI w obsłudze nieruchomości będzie naturalnie rósł, a proporcja zacznie przechylać się na korzyść technologii. Warto przy tym pamiętać, że modele predykcyjne wymagają stałego monitorowania przez człowieka i okresowego „przekwalifikowywania” (zapobieganie dryfowaniu modelu), by podejmowały decyzje zgodne z naszymi oczekiwaniami.

Od technologii nie ma odwrotu. Synergia wiedzy ludzkiej i błyskawicznych mocy obliczeniowych AI to dziś jedyna droga do zapewnienia konkurencyjności – zarówno tej operacyjnej, jak i kosztowej.

REKLAMA
Subscribe to newsletter

Subscribe to receive the latest blog posts to your inbox every week.

By subscribing you agree to with our Privacy Policy.
Thank you! Your submission has been received!
Oops! Something went wrong while submitting the form.

Polecane artykuły

No items found.

Najnowsze wydanie!

Magazyn
02/2026
<< ARTYKUŁ TOWARZYSZĄCY

Zanim coś się zepsuje: jak predykcyjne utrzymanie obiektów odczarowuje awarie?

Piotr Karbowy
Dyrektor Techniczny w APSYS POLSKA
Pokaż bio

Dyrektor Działu Technicznego w APSYS POLSKA od 16 lat, zarządzający i modernizujący obiekty handlowe na terenie całej Polski. Ma 25-letnie doświadczenie w eksploatacji i inwestycjach oraz budowie centrów handlowych, biurowych, bankowych i hipermarketów spożywczych zdobywane w APSYS Polska, wcześniej projektowanie i wykonawstwo instalacji dla obiektów handlowych i bankowych w ABB Instal oraz w Banku Zachodnim. Absolwent Politechniki Wrocławskiej, na którą indeks zdobył jako jedną z głównych nagród w turnieju Młodych Mistrzów Techniki. Propagator i promotor nowych technologii, wspiera energooszczędne, ekologiczne rozwiązania. Autor wielu artykułów branżowych, panelista i ekspert biorący udział w konferencjach branżowych. Inicjator i mentor Forum Dyrektorów Technicznych przy Polskiej Radzie Centrów Handlowych.

Rozmawiał/-a
Sylwia Łysak
Stanowisko

Działanie zgodnie z planem prewencyjnym (PPA), pilnowanie terminów przeglądów oraz usuwanie zgłaszanych usterek to poprawna reakcja służb technicznych. Do tego samego koszyka poprawności możemy wrzucić stałą współpracę z serwisami specjalistycznymi, utrzymywanie magazynu części zamiennych i gwarancję krótkiego czasu dojazdu na interwencję. Pytanie brzmi: czy w erze technologicznej supremacji to wciąż wystarczający standard?

Zarządcy coraz częściej premiują dziś serwisy, które wychodzą krok naprzód. Nie wystarczy już wymiana uszkodzonego elementu w stosunku 1:1. Prawdziwą wartością jest zastąpienie go urządzeniem nowszej generacji – zużywającym mniej energii i dającym dłuższą gwarancję ciągłości pracy. Aby jednak takie podejście było możliwe, konieczna jest zmiana filozofii z reaktywnej na predykcyjną.

REKLAMA

Naprawiać czy wymieniać? Pułapka pozornych oszczędności

Wyobraźmy sobie sytuację: nowy serwisant pojawia się na obiekcie. Korzystając z kodów QR umieszczonych na urządzeniach, błyskawicznie sprawdza w smartfonie całą historię awarii danej maszyny. Opierając się na wiedzy technicznej, wnioskuje, że urządzenie zaraz ulegnie poważniejszej awarii i zgłasza administracji propozycję wymiany. Pierwszą reakcją zarządcy bywa często opór: „naprawa będzie tańsza, musimy oszczędzać”.

To klasyczny błąd w analizie kosztów. Jednorazowa naprawa starego, wyeksploatowanego urządzenia, które nie trzyma już fabrycznych parametrów, to zaledwie odwlekanie problemu w czasie. Pociąga za sobą cykliczne powroty usterek, angażowanie czasu ekipy i kolejne przestoje. Co więcej, uszkodzony element zmusza pozostałą część instalacji do pracy na zawyżonych parametrach, co drastycznie skraca jej żywotność. W dłuższej perspektywie wymiana na nowy sprzęt, z pełną gwarancją producenta, okazuje się znacznie bardziej opłacalna i bezpieczna dla całego ekosystemu budynku.

Instytucjonalne ryzyko awarii

W procesie utrzymania nieruchomości biorą udział dwa ogniwa: zewnętrzne serwisy specjalistyczne oraz wewnętrzne służby utrzymania ruchu (SUR). To właśnie pracownicy wewnętrzni widzą i słyszą na co dzień więcej niż niejeden system BMS. Znając specyfikę pracy urządzeń, potrafią wychwycić anomalię, słabnące parametry czy powtarzające się usterki.

Brak odpowiedniej reakcji i przewidywania konsekwencji to nie tylko ryzyko chwilowego braku komfortu najemców. W przypadku kluczowych instalacji mówimy o bezpośrednim zagrożeniu bezpieczeństwa. A to pociąga za sobą konsekwencje biznesowe: wyższe składki polis ubezpieczeniowych oraz ryzyko negatywnych kontroli organów państwowych – od Państwowej Straży Pożarnej (PSP), przez Urząd Dozoru Technicznego (UDT), aż po Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego (PINB). W ostatecznym rozrachunku rzutuje to na obniżenie rynkowej wyceny nieruchomości, co natychmiast alarmuje instytucje finansujące dany obiekt.

Ewolucja standardów: od termowizji do analizy online

Warto zadać pytanie: jak na przestrzeni lat zmieniały się standardy wykrywania zagrożeń? Jeszcze kilkanaście lat temu przełomem w predykcji była okresowa termowizja. Analiza obrazu z kamer termowizyjnych pozwalała na lokalizowanie punktów o podwyższonej temperaturze, ratując obiekty przed pożarami wywołanymi poluzowanymi stykami i iskrzeniem instalacji. O ile ryzyko awarii było oczywiste w przypadku urządzeń energochłonnych – pracujących w trudnych warunkach, jak choćby piece piekarnicze – o tyle poważne usterki na stykach mniejszych odbiorników, np. systemów oświetleniowych, bywały zaskoczeniem.

Konsekwencje takich zaniedbań rzadko kończą się na chwilowym braku komfortu. Awaria wspomnianego pieca połączona z pożarem potrafi wykluczyć zakład z działalności na wiele dni. Oznacza to ogromne straty sprzedażowe, wysokie koszty odtworzenia infrastruktury i poważny uszczerbek na wizerunku.

Dziś jednak badania okresowe to za mało. Tradycyjną termowizję wyprzedza ciągła analiza online parametrów elektrycznych: wartości prądów zasilających, symetrii faz czy wyższych harmonicznych. Doskonałym przykładem są układy kompensacji mocy biernej. Moduły pojemnościowe pracujące w wysokich temperaturach są niezwykle wrażliwe na harmoniczne, co w tradycyjnym modelu eksploatacji prowadzi do spektakularnych awarii – z wybuchami kondensatorów i pożarami rozdzielnic włącznie. Monitorowanie tych zmiennych w czasie rzeczywistym pozwala zdusić problem w zarodku.

Autonomia predykcyjna i sojusz z AI

Aby inicjować działania wyprzedzające i unikać opisanych ryzyk, potrzebujemy stale szkolącej się kadry. Dziś jednak z pomocą człowiekowi przychodzi sztuczna inteligencja. Integracja AI z systemami BMS i EMS (Energy Management System) rewolucjonizuje automatykę budynkową.

Tradycyjne systemy oferują jedynie pasywne monitorowanie. AI wprowadza autonomię predykcyjną – przechodzi od reakcji na usterkę do jej prognozowania na podstawie wnikliwej analizy danych historycznych i bieżących. System przetwarza parametry (np. zapotrzebowanie na pracę w danych godzinach, stan maszyn, liczba incydentów) w czasie rzeczywistym i wyłapuje anomalie jeszcze przed fizycznym wystąpieniem awarii. Pozwala to na dynamiczne dostosowanie działań operacyjnych, minimalizując koszty serwisu i zużycia prądu.

Współczesny obiekt generuje tysiące danych, których żaden człowiek ani nawet zespół pracujący w trybie 24/7 nie jest w stanie efektywnie przetworzyć. Stąd naturalny zwrot ku algorytmom, które wspierają już nie tylko obszar elektroenergetyczny, ale również instalacje HVAC i sanitarne. Przy stale rosnących cenach nośników energii i wody każde nieuzasadnione zużycie generuje wymierne straty. Wdrożenie AI i pozwolenie jej na „naukę” specyfiki procesów danego budynku to inwestycja, która szybko przekłada się na oszczędności.

Czy analiza predykcyjna zastąpi inżyniera? Zarówno algorytmy AI, jak i człowiek bywają omylni. Dlatego kluczem do sukcesu nie jest zastąpienie technika, lecz jego współpraca z maszyną. W obliczu rosnącego deficytu wykwalifikowanych kadr technicznych udział AI w obsłudze nieruchomości będzie naturalnie rósł, a proporcja zacznie przechylać się na korzyść technologii. Warto przy tym pamiętać, że modele predykcyjne wymagają stałego monitorowania przez człowieka i okresowego „przekwalifikowywania” (zapobieganie dryfowaniu modelu), by podejmowały decyzje zgodne z naszymi oczekiwaniami.

Od technologii nie ma odwrotu. Synergia wiedzy ludzkiej i błyskawicznych mocy obliczeniowych AI to dziś jedyna droga do zapewnienia konkurencyjności – zarówno tej operacyjnej, jak i kosztowej.

Dostęp tylko dla zarejestrowanych użytkowników

Aby przeczytać ten artykuł, musisz się zarejestrować i zalogować.

Zarejestruj się teraz

Naprawiać czy wymieniać? Pułapka pozornych oszczędności

Wyobraźmy sobie sytuację: nowy serwisant pojawia się na obiekcie. Korzystając z kodów QR umieszczonych na urządzeniach, błyskawicznie sprawdza w smartfonie całą historię awarii danej maszyny. Opierając się na wiedzy technicznej, wnioskuje, że urządzenie zaraz ulegnie poważniejszej awarii i zgłasza administracji propozycję wymiany. Pierwszą reakcją zarządcy bywa często opór: „naprawa będzie tańsza, musimy oszczędzać”.

To klasyczny błąd w analizie kosztów. Jednorazowa naprawa starego, wyeksploatowanego urządzenia, które nie trzyma już fabrycznych parametrów, to zaledwie odwlekanie problemu w czasie. Pociąga za sobą cykliczne powroty usterek, angażowanie czasu ekipy i kolejne przestoje. Co więcej, uszkodzony element zmusza pozostałą część instalacji do pracy na zawyżonych parametrach, co drastycznie skraca jej żywotność. W dłuższej perspektywie wymiana na nowy sprzęt, z pełną gwarancją producenta, okazuje się znacznie bardziej opłacalna i bezpieczna dla całego ekosystemu budynku.

Instytucjonalne ryzyko awarii

W procesie utrzymania nieruchomości biorą udział dwa ogniwa: zewnętrzne serwisy specjalistyczne oraz wewnętrzne służby utrzymania ruchu (SUR). To właśnie pracownicy wewnętrzni widzą i słyszą na co dzień więcej niż niejeden system BMS. Znając specyfikę pracy urządzeń, potrafią wychwycić anomalię, słabnące parametry czy powtarzające się usterki.

Brak odpowiedniej reakcji i przewidywania konsekwencji to nie tylko ryzyko chwilowego braku komfortu najemców. W przypadku kluczowych instalacji mówimy o bezpośrednim zagrożeniu bezpieczeństwa. A to pociąga za sobą konsekwencje biznesowe: wyższe składki polis ubezpieczeniowych oraz ryzyko negatywnych kontroli organów państwowych – od Państwowej Straży Pożarnej (PSP), przez Urząd Dozoru Technicznego (UDT), aż po Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego (PINB). W ostatecznym rozrachunku rzutuje to na obniżenie rynkowej wyceny nieruchomości, co natychmiast alarmuje instytucje finansujące dany obiekt.

Ewolucja standardów: od termowizji do analizy online

Warto zadać pytanie: jak na przestrzeni lat zmieniały się standardy wykrywania zagrożeń? Jeszcze kilkanaście lat temu przełomem w predykcji była okresowa termowizja. Analiza obrazu z kamer termowizyjnych pozwalała na lokalizowanie punktów o podwyższonej temperaturze, ratując obiekty przed pożarami wywołanymi poluzowanymi stykami i iskrzeniem instalacji. O ile ryzyko awarii było oczywiste w przypadku urządzeń energochłonnych – pracujących w trudnych warunkach, jak choćby piece piekarnicze – o tyle poważne usterki na stykach mniejszych odbiorników, np. systemów oświetleniowych, bywały zaskoczeniem.

Konsekwencje takich zaniedbań rzadko kończą się na chwilowym braku komfortu. Awaria wspomnianego pieca połączona z pożarem potrafi wykluczyć zakład z działalności na wiele dni. Oznacza to ogromne straty sprzedażowe, wysokie koszty odtworzenia infrastruktury i poważny uszczerbek na wizerunku.

Dziś jednak badania okresowe to za mało. Tradycyjną termowizję wyprzedza ciągła analiza online parametrów elektrycznych: wartości prądów zasilających, symetrii faz czy wyższych harmonicznych. Doskonałym przykładem są układy kompensacji mocy biernej. Moduły pojemnościowe pracujące w wysokich temperaturach są niezwykle wrażliwe na harmoniczne, co w tradycyjnym modelu eksploatacji prowadzi do spektakularnych awarii – z wybuchami kondensatorów i pożarami rozdzielnic włącznie. Monitorowanie tych zmiennych w czasie rzeczywistym pozwala zdusić problem w zarodku.

Autonomia predykcyjna i sojusz z AI

Aby inicjować działania wyprzedzające i unikać opisanych ryzyk, potrzebujemy stale szkolącej się kadry. Dziś jednak z pomocą człowiekowi przychodzi sztuczna inteligencja. Integracja AI z systemami BMS i EMS (Energy Management System) rewolucjonizuje automatykę budynkową.

Tradycyjne systemy oferują jedynie pasywne monitorowanie. AI wprowadza autonomię predykcyjną – przechodzi od reakcji na usterkę do jej prognozowania na podstawie wnikliwej analizy danych historycznych i bieżących. System przetwarza parametry (np. zapotrzebowanie na pracę w danych godzinach, stan maszyn, liczba incydentów) w czasie rzeczywistym i wyłapuje anomalie jeszcze przed fizycznym wystąpieniem awarii. Pozwala to na dynamiczne dostosowanie działań operacyjnych, minimalizując koszty serwisu i zużycia prądu.

Współczesny obiekt generuje tysiące danych, których żaden człowiek ani nawet zespół pracujący w trybie 24/7 nie jest w stanie efektywnie przetworzyć. Stąd naturalny zwrot ku algorytmom, które wspierają już nie tylko obszar elektroenergetyczny, ale również instalacje HVAC i sanitarne. Przy stale rosnących cenach nośników energii i wody każde nieuzasadnione zużycie generuje wymierne straty. Wdrożenie AI i pozwolenie jej na „naukę” specyfiki procesów danego budynku to inwestycja, która szybko przekłada się na oszczędności.

Czy analiza predykcyjna zastąpi inżyniera? Zarówno algorytmy AI, jak i człowiek bywają omylni. Dlatego kluczem do sukcesu nie jest zastąpienie technika, lecz jego współpraca z maszyną. W obliczu rosnącego deficytu wykwalifikowanych kadr technicznych udział AI w obsłudze nieruchomości będzie naturalnie rósł, a proporcja zacznie przechylać się na korzyść technologii. Warto przy tym pamiętać, że modele predykcyjne wymagają stałego monitorowania przez człowieka i okresowego „przekwalifikowywania” (zapobieganie dryfowaniu modelu), by podejmowały decyzje zgodne z naszymi oczekiwaniami.

Od technologii nie ma odwrotu. Synergia wiedzy ludzkiej i błyskawicznych mocy obliczeniowych AI to dziś jedyna droga do zapewnienia konkurencyjności – zarówno tej operacyjnej, jak i kosztowej.

REKLAMA
O autorze
O rozmówcach