




Ślepa strona transformacji
Piotr Mindykowski zarządza energią w 12,5 tys. sklepów. Zdanie, które zostawił w Warszawie, dotyczy jednak nie jego pracy, lecz tego, czego brakuje 48% polskich firm.
Wtorek, 12 maja, godzina 14:50. Sala konferencyjna w Warszawie, w której od ponad pięciu godzin trwa pierwszy dzień Navigator 2026 — zjazdu energy managerów najważniejszych polskich sieci handlowych, firm logistycznych i operatorów obiektów. Po przerwie obiadowej widownia jest spokojniejsza. Ludzie wracali z kawą, część z papierowymi torebkami z kanapką. Piotr Mindykowski stoi na scenie od 20 minut. Mówił o opłacie mocowej i tarczach taryfowych, o tym, dlaczego klimatyzacja w sklepie Żabki zwraca się szybciej niż fotowoltaika. Wracał kilka razy do słowa, do którego wracać nie musiał. Mówił: architekt.
Przy ostatnim, 23. slajdzie wypowiedział zdanie, które idealnie diagnozuje dzisiejszy rynek: — Energy manager to dziś nie tylko strażnik kosztów. To przede wszystkim architekt wartości. Bo w nowoczesnej strategii zysk finansowy i cele ESG to dwa silniki napędzające ten sam rozwój.
Pauza była krótka, ale była.
Energy manager na gwałt!
Mindykowski nie wygląda na człowieka, który podejmuje decyzje warte dziesiątki milionów złotych. Wygląda jak inżynier, którym zresztą jest. Krótkie włosy z odrostem siwizny przy skroniach, granatowy garnitur bez krawata, biała koszula. Mówi spokojnie, bez emocji w głosie. Po wystąpieniu, w kuluarach, dłuższy czas rozmawia z dwiema osobami z Biedronki – porównują liczby. 12,5 tys. sklepów Żabki w Polsce, kilkaset z nich w Rumunii od 2024 r. 3919 sklepów Biedronki, 2774 z systemem zarządzania budynkiem.
To skala operacji, na którą w Polsce może sobie pozwolić zaledwie garstka graczy. Ale dyskusja, którą prowadzą, jest tylko punktową egzemplifikacją problemu, który dotyczy całego rynku. I który, jeśli wierzyć badaniom, dotyczy go w sposób systemowy.
W kwietniu, miesiąc przed konferencją, Schneider Electric opublikował raport „Ślepa strefa transformacji. Jak (nie)przygotowane są polskie przedsiębiorstwa do nowej rzeczywistości energetycznej?”. Badanie przeprowadziła na ich zlecenie agencja Ariadna metodą CAWI w marcu 2026 r., na próbie 569 osób – właścicieli, członków zarządów, dyrektorów. Wynik podstawowy brzmi tak: 48% polskich przedsiębiorstw nie ma świadomego nadzoru nad zużyciem energii. 48%.
W badaniu jest jeszcze jedno zdanie. Co czwarta firma w Polsce dowiaduje się o swoim zużyciu energii dopiero z faktury. Powtórzę: z faktury.
Pierwszy odruch, jakiemu ulegamy, czytając takie liczby, to odruch technologiczny. Należy kupić więcej liczników, wdrożyć monitoring, zainstalować BMS, postawić sondy pomiarowe na głównych obwodach. Wszystko to jest prawdą, ale tylko częściową. Bo monitoring zużycia energii jest narzędziem informacyjnym. Sam nie podejmuje decyzji. Wytwarza dane, które trzeba przeczytać, zinterpretować, przekuć w hipotezę, w decyzję, w inwestycję, w rachunek zysków i strat.
Ktoś musi tę pracę wykonać.
W 70% polskich firm tej osoby nie ma w ogóle. W kolejnym dużym odsetku jest, ale została dodana do obowiązków kogoś innego: dyrektora utrzymania ruchu, kierownika obiektu, specjalisty od zakupów. Wszędzie tam, gdzie tak się dzieje, energia pozostaje czarną skrzynką, niezależnie od liczby zainstalowanych liczników. Bo czarna skrzynka to nie brak danych, lecz brak interpretacji.
To, co Mindykowski powiedział z mównicy, brzmiało jak wyznanie filozoficzne. Po dłuższej rozmowie z nim – i z trzema innymi energy managerami polskich dużych firm – wiem, że było to także wyznanie zawodowe. Zdanie o architekcie wartości jest próbą obrony funkcji.
Trik za 16 kilowatów
Drogę do tej obrony Mindykowski przeszedł w kilku konkretnych decyzjach, które opisał z mównicy. Pierwszą była ta, którą nazwał trikiem z 16 kilowatami.
W taryfie C1, najpowszechniejszej taryfie dla małych obiektów handlowych, granica 16 kW mocy umownej dzieli świat na dwie połowy. Powyżej tej granicy opłata mocowa naliczana jest algorytmem, który uwzględnia rzeczywiste szczyty zużycia w okresach godzin szczytowych. Poniżej – ryczałtem, znacznie korzystniejszym dla typowego sklepu spożywczego. Mindykowski, czytając umowy ze swoim operatorem systemu dystrybucyjnego linijka po linijce, zauważył, że w wielu lokalizacjach Żabki rzeczywiste zapotrzebowanie nie przekraczało 16 kW – ale moc umowna, zamówiona w przeszłości z zapasem, była wyższa. Wystarczyło ją obniżyć.
Efektem była zmiana struktury kosztowej całej kategorii obiektów. Bez fotowoltaiki, magazynu energii, nowych klimatyzatorów, złotówki inwestycji w technologię. Zwrot – w pierwszym okresie rozliczeniowym po zmianie taryfy.
– Trik z 16 kW to fast win, którego ludzie nie znają – mówił Mindykowski. – Z mocą poniżej 16 kW przeskakujesz z algorytmu na ryczałt.
To zdanie powtórzyła potem na kawie kobieta z firmy zarządzającej 300 sklepami spożywczymi w południowej Polsce. Patrzyła na ekran swojego telefonu z miną osoby, która właśnie zdała sobie sprawę z czegoś niedobrego.
Drugą decyzją, opowiedzianą trzy slajdy później, było wykluczenie fotowoltaiki z planu inwestycyjnego Żabki – wbrew oczywistej modzie rynkowej.
– PV w naszej Żabce to często strata pieniędzy – mówił Mindykowski. – Inaczej niż w Biedronce. To są dwa różne modele biznesowe.
Powód jest prozaiczny: Żabka działa w lokalach wynajmowanych. Krótkie umowy najmu, brak własności dachu, brak prawdziwej kontroli nad obiektem za pięć lat. Instalacja PV przy takich warunkach często traci sens ekonomiczny, zanim się zwróci. Klimatyzacja, z ROI rzędu 2–3 lat, jest dla Żabki – jego słowem – fast winem. Biedronka, jako właściciel większości obiektów, robi odwrotnie. 121 MW zainstalowanej fotowoltaiki na 3,5 tys. sklepów to dla niej rachunek, który się bilansuje. Dla Żabki – niekoniecznie.
Ta sama branża, ten sam kraj, ten sam rok. Dwie zupełnie różne strategie energetyczne. I dwóch energy managerów, którzy zaczynają od pytania „co my właściwie mamy?” zanim odpowiedzą na pytanie „w co warto zainwestować?”.
To brzmi banalnie. Z raportu Schneidera wynika jednak, że na poziomie polskiego rynku jest to dystans nieprzekraczalny.
Kosztowna polityka otwartych drzwi
Najbardziej charakterystyczny moment wystąpienia Mindykowskiego nie dotyczył jednak liczb, lecz drzwi.
Żabka świadomie utrzymuje politykę otwartych drzwi w okresach letnich. Z perspektywy energy managera jest to oczywista strata – klimatyzacja pracuje przeciwko otwartemu przepływowi powietrza, koszt energetyczny jest mierzalny, sezonowy. Z perspektywy marketingu – to jeden z elementów doświadczenia klienta, którego nie da się sprowadzić do kilowatogodzin.
– Pamiętam, jak w maju mówili: otwórzcie wszystkie drzwi – powiedział Mindykowski. Spojrzał na swoich rozmówców, jakby wracał do tej chwili. – Przyprawiło mnie to o ból. Ale dziś widzimy w tym szansę.
W tym jednym zdaniu zawiera się różnica, której trudno jest nauczyć w szkole. Strażnik kosztów walczy z tą decyzją do upadłego. Architekt wartości zadaje inne pytanie: ile ta strata kosztuje, ile ta polityka generuje przychodu, czy zamknięcie drzwi nie kosztowałoby więcej niż klimatyzacja przy otwartych. I – co najtrudniejsze – akceptuje wynik, jeśli wypada po stronie marketingu.
Akceptacja jest tu kluczowa.
Energy Management w Polsce ma długą tradycję funkcji wewnętrznie konfliktowej – działu, który mówi „nie”. Nie dla tego projektu, bo zużyje za dużo. Nie dla tamtego, bo wzrośnie OPEX. Nie dla tej polityki, bo szczyty będą wyższe. Polska firma, która ma takiego strażnika, prędzej czy później zaczyna go traktować jak hamulec. Polska firma, która ma architekta, traktuje go inaczej. Architekt nie mówi „nie”. Mówi „można, ale”. I podaje cenę. To zupełnie inna pozycja w organizacji.
Szóste paliwo
W drugim wystąpieniu po Mindykowskim para z Biedronki i Solweny – Paweł Wieczorek i Mariusz Stawiński – pokazała inną stronę tej samej funkcji.
– Przy 4 tys. sklepów najmniejsza decyzja energetyczna przestaje być drobna – mówił Wieczorek, który odpowiada w Jeronimo Martins Polska za zarządzanie energią. –Efektywność energetyczna to nasze szóste paliwo. Megawatogodziny to nowa jednostka.
Liczby, które padały kilka minut później, brzmiały jak fragment industrialnej powieści. 20 mln informacji na dobę. Od 3 do 5 mln sygnałów sterujących. Wszystko zarządzane przez system Percee®, opracowany przez firmę Solwena. Zespół: dwie osoby w Biedronce, trzy w Solwenie.
– Skrócenie pracy oświetlenia o 30 minut dziennie to 160 sklepów za darmo – mówił Wieczorek.
– Percee® nie zastępuje BMS-a, lecz zarządza wszystkimi BMS-ami, jakie mamy. A mamy ich 2774 – dodawał Stawiński.
Tym nie da się zarządzać ręcznie, arkuszem kalkulacyjnym. Można to zrobić wyłącznie przez funkcję, która definiuje, co system ma optymalizować, jakie progi anomalii ma wykrywać, jakie kompromisy ma rozwiązywać sam, a jakie eskalować do człowieka. To bardzo konkretna pozycja zawodowa, do której polski rynek dopiero dorasta.
W tle tej dyskusji wisi jeszcze jedna sprawa. Wchodzące w życie wymogi raportowania zrównoważonego rozwoju (CSRD), wraz z wytycznymi ESRS E1 dotyczącymi zmian klimatu zobowiązują coraz większą liczbę firm do raportowania zużycia energii i emisji w sposób porównywalny, audytowalny i powiązany z celami redukcji. Firma, która nie wie, ile zużywa, nie tylko traci pieniądze. W perspektywie najbliższych lat nie będzie również działać zgodnie z prawem. Tylko 17% polskich firm przeprowadziło audyt energetyczny w ostatnich dwóch latach.
Bez kogoś, kto zbiera dane, weryfikuje ich integralność, opisuje metodologię i broni ich przed audytorem zewnętrznym, raportowanie ESG staje się sklejaniem fragmentów z różnych źródeł, okresów i systemów. To coś, czego audytor nie przyjmie.
To również jest pole pracy energy managera.
Winda do zarządu
Pod koniec wystąpienia, w sekcji pytań od redakcji, padło pytanie o przyszłość zawodu. Mindykowski odpowiadał spokojnie, jakby to pytanie zadawał sobie wcześniej wielokrotnie.
– Rola się zmienia. AI przejmie zakupy strategiczne, algorytmy, bardzo dużą część operacji. Energy manager będzie miał rolę zarządczą, strategiczną. Z lotu ptaka.
To było, paradoksalnie, najmocniejsze zdanie wystąpienia.
Pierwsza, intuicyjna reakcja na taką diagnozę jest defensywna – skoro algorytm robi to, co robił dotąd człowiek, to człowiek staje się zbędny. Mindykowski mówi coś dokładnie odwrotnego. Im więcej operacji przejmuje automatyzacja, tym mniejsze znaczenie ma obecność energy managera przy ekranach, a tym większe – przy stole zarządu. Bo to człowiek musi zdefiniować, co algorytm ma optymalizować i z jakimi kompromisami. To on musi rozumieć, dlaczego strategia roczna mówi co innego, niż optymalizuje system, a także negocjować z dyrektorem operacyjnym, kiedy automat ograniczy obciążenie tak, że pojawi się ryzyko dla procesu.
Funkcja nie znika, ale przesuwa się w górę.
Obrona funkcji
Wracam do liczby z początku. 48% polskich firm nie ma świadomego nadzoru nad zużyciem energii. Nie jest to statystyka opisująca braki techniczne, lecz lukę kompetencyjną na poziomie kraju. Polski rynek nie ma już problemu z dostępem do liczników, ale z funkcją w organizacji, która te liczniki obsługuje.
Tej funkcji nie da się ulepić z jednej dziedziny wykształcenia. Energy manager nowej generacji musi rozumieć, dlaczego sprężarka klimatyzacji ma inną charakterystykę poboru niż oświetlenie LED. Musi rozumieć IRR i NPV. Musi wiedzieć, gdzie kończy się taryfa zatwierdzona, a gdzie zaczyna się rynek bilansujący. Musi umieć obronić swoją decyzję przed marketingiem, który chce otwartych drzwi, przed operacjami, które chcą maksymalnej dostępności mocy, i przed finansami, które chcą szybkiego ROI.
To profil, w który inwestuje się latami. Zatrudniając kogoś gotowego — albo budując ścieżkę rozwoju wewnątrz organizacji. Polski rynek ma już takich ludzi. Liczba firm, które ich szukają, rośnie szybciej niż liczba firm, które ich wychowują.
To również funkcja, której nie da się efektywnie outsource'ować w stu procentach. Część pracy — analizy, audyty, prognozy — owszem, można zlecić partnerowi zewnętrznemu. Ale właściciel funkcji musi siedzieć w organizacji. Bo wszystkie kluczowe decyzje energetyczne są decyzjami o kompromisach między działami, których partner zewnętrzny nie negocjuje.
I to wreszcie funkcja, która powinna mieć dostęp do zarządu. Nie z ambicji, lecz z konieczności. Decyzje energetyczne dotyczą dziś: OPEX-u na poziomie procentu od przychodu, ryzyk regulacyjnych, raportowania ESG, wymagań najemców, jeśli mówimy o rynku nieruchomości komercyjnych. Każda z tych pozycji jest zarządcza. Jeśli energy manager jest dwa szczeble od decyzji, decyzje będą się spóźniały.
Kuluarowa prawda
Po wystąpieniu Mindykowskiego w sali odbywała się jeszcze para kolejnych prezentacji. Później był koktajl. Przy szklankach z wodą, we foyer, energy managerowie polskich dużych firm wymieniali numery do specjalistów BMS, do firm wykonawczych, do dostawców monitoringu. Wieczorem rozmowy schodziły na rzeczy, których nie mówi się z mównicy. O tym, że w niektórych zarządach energy manager wciąż musi tłumaczyć, dlaczego prosi o dostęp do raportów finansowych. O tym, że pierwsze pytanie nowego dyrektora generalnego na temat energii brzmi zwykle nie „jaką mamy strategię?”, tylko „ile na tym oszczędzimy w tym kwartale?”. O tym, że niektóre polskie firmy wciąż traktują efektywność energetyczną jako temat czysto operacyjny – i wpisują ją w pozycję „utrzymanie”.
Architekt nie projektuje utrzymania, lecz budynek. W tej drobnej różnicy mieści się większość problemu.
48% polskich firm wciąż nie zatrudnia architekta, ale stróża, który pilnuje, żeby nie kapało. To dwie różne profesje. Polski rynek ma kilka lat na to, żeby to zrozumieć. Może mniej, jeśli najemcy biurowi zaczną zadawać pytania w przetargach; jeśli regulator przyspieszy; jeśli ceny energii w Polsce zaczną się układać tak jak w Niemczech.
Mindykowski na koniec swojego wystąpienia powiedział jeszcze jedno zdanie, którego nie zapisałem dosłownie, ale którego sens pamiętam wyraźnie. Jego zdaniem nie chodzi o to, żeby energy manager był ważny, ale żeby energia była czytelna. A nie da się jej uczytelnić bez kogoś, kto się tym zajmuje.
To jest być może najprostsze sformułowanie obrony tej funkcji. I jedno z trudniejszych do podważenia.
Reportaż powstał na podstawie wystąpienia Piotra Mindykowskiego (Żabka Polska) podczas konferencji Navigator 2026 oraz raportu Schneider Electric Polska „Ślepa strefa transformacji. Jak (nie)przygotowane są polskie przedsiębiorstwa do nowej rzeczywistości energetycznej?” (kwiecień 2026, badanie CAWI, panel Ariadna, N=569). Cytaty Piotra Mindykowskiego, Pawła Wieczorka i Mariusza Stawińskiego pochodzą z transkrypcji audio wystąpień.
Polecane artykuły
Najnowsze wydanie!

.avif)








.png)

Komentarz