Zamknij

Twój koszyk

Razem: 0.00 zł
Razem z VAT: 0,00 zł
Przejdź do kasy

Energy management wszedł na agendę zarządów

Reportaż z Navigatora 2026

Dwa dni, dwa żywioły, dziewiętnastu praktyków i ani jednej prezentacji sprzedażowej, która udawałaby coś innego. Druga edycja Energy Management Masterclass na 32. piętrze Warsaw Trade Tower pokazała branżę, która przestała mierzyć i zaczęła sterować — oraz zawód, który z działu technicznego przeprowadził się do sali zarządu.

REKLAMA

Kiedy 12 maja rano otwieraliśmy Navigatora 2026, na sali siedzieli ludzie odpowiedzialni łącznie za ponad pół procenta krajowego zużycia energii — samą Biedronkę, z jej 3919 sklepami, można by traktować jako średniej wielkości miasto. Tytuł konferencji — „Ciepło i prąd dla świadomego biznesu" — nie był hasłem marketingowym, tylko realnym podziałem kompetencyjnym: dzień pierwszy należał do elektronów, dzień drugi do ciepła. I choć w programie została jedna nieobsadzona luka, a geopolitycznego mówcy formatu poprzedniej edycji tym razem zabrakło, to właśnie ta edycja — skoncentrowana bez reszty na praktyce — powiedziała o kierunku branży więcej niż niejeden raport strategiczny.


Sterowalność, nie monitoring

Ton całej konferencji nadał już pierwszy mówca merytoryczny. Michał Witczak, szef działu NRG w McDonald's Polska, postawił tezę, która wracała potem echem przez dwa dni: monitoring zużycia energii jest standardem od dekady i nie stanowi już żadnej przewagi. Przewagą jest sterowalność — umiejętność świadomego przesuwania poboru w czasie, harmonogramowania, sekwencyjności urządzeń. „My nie mierzymy prądu tylko na liczniku głównym — tych pomiarów mamy 16, czasem 18, a przy wdrażaniu innowacji nawet 40” — mówił Witczak, pokazując organizację, która zarządza energią w dwóch światach jednocześnie: po stronie generacji (65% energii z kontraktów PPA, w tym świeży kontrakt na 100 GWh z hydroenergii) i po stronie profilu energetycznego ponad 650 restauracji, z planem 850 do 2030 roku.

Najciekawsze w wystąpieniu McDonald's nie były jednak liczby, tylko filozofia. „My jesteśmy dla operacji, a nie operacje dla nas” — energy management, który obniża komfort gościa albo bezpieczeństwo żywności, jest złym energy managementem, niezależnie od oszczędności. I druga myśl, rzucona niemal mimochodem, a fundamentalna: dane mają wartość nie wtedy, gdy zmieniają decyzję, lecz gdy zmieniają proces.

Tomasz Kwiatkowski z IoT Energy, partner technologiczny stojący za ponad 200 wdrożeniami EMS w sieci, dopowiedział stronę inżynierską: „EMS, który nie steruje, to tylko ładny wykres”. Średnia stopa zwrotu z wdrożenia to 24 miesiące, rekordowa — trzy. W restauracji 60–70% zużycia to HVAC i chłodnictwo, i tam zaczyna się prawdziwa robota, a nie na dashboardzie.

Przyszłość jest elektryczna — i ujemna

Jeśli Witczak nadał konferencji ton, to Mirosław Bieliński nadał jej tempo. Były prezes Grupy Energa, dziś twórca Pstryka, operatora taryf dynamicznych w modelu skandynawskim, wygłosił najmocniejsze wystąpienie pierwszego dnia. Jego teza brzmiała prosto: przyszłość jest elektryczna — i to nie jest hasło, to faktura. Konkretnie: w majówce 2026 aż 64% klientów Pstryka miało rachunek ujemny. Energetyka im dopłacała.

Bieliński odwrócił też utarty schemat myślenia o bezpieczeństwie energetycznym: w Polsce realne ryzyko blackoutu bierze się dziś z nadmiaru energii, nie z jej niedoboru — operator już teraz wyłącza w południowych godzinach ponad gigawat mocy fotowoltaicznej, bo system nie był projektowany na świecące słońce. Magazyny energii staniały trzykrotnie w trzy lata, sąsiad ładuje sąsiadowi auto przy cenach ujemnych i obaj na tym zarabiają. A dla zawodu, który zgromadził się na sali, padło zdanie-przestroga: „Energy manager, który myśli tylko wolumenem, robi z portfela klienta sieczkę”.

Tę samą lekcję — od strony zakupowej B2B — wyłożyła po południu Katarzyna Zych z Respect Energy: „Profil zużycia to pieniądze. Klient o tym jeszcze nie wie”. Pogodozależność stała się parametrem kontraktowym, sprzedawcy zaczynają oferować premie za poprawę profilu, a rozsądna strategia zakupowa to nie jeden zakup roczny, tylko dywersyfikacja kwartalna — cztery razy po 25%. Pogoda, jak ujęła to Zych, jest nową walutą energetyki.

Nie ma jednej szkoły

Panel „Od opłaty mocowej do kosztów CO” zestawił obok siebie trzy zupełnie różne strategie: Biedronkę ze 121 MW własnej fotowoltaiki i centralnym systemem nadrzędnym, Orange z magazynami energii sterowanymi prognozą pogody — nie zegarem — oraz Netto z duńskim ISO 50001 i pełnym hedgingiem. Dariusz Stańczak z Orange wprowadził do obiegu termin, który stał się nieformalnym mottem konferencji: efektywność energetyczna jako szóste paliwo. Najtańsza kilowatogodzina to ta, której nie skonsumujemy. Stanisław Tyszka z Netto kontrował z drugiego bieguna filozofii zakupowej: „My nie kupujemy energii, my kupujemy przewidywalność”. A Natalia Rompska-Żuk z Biedronki spuentowała całość zdaniem, które powinno trafić do podręczników: każdy z nas robi to inaczej i każdy ma rację — nie ma jednej szkoły energy managementu.

To zdanie nie było kurtuazją. Najlepiej dowiódł tego Piotr Mindykowski z Żabki, który pokazał, że fotowoltaika — oczywistość w Biedronce — w sklepie Żabki często jest stratą pieniędzy: krótkie umowy najmu i cudzy dach zmieniają całą matematykę. Za to klimatyzacja zwraca się w dwa–trzy lata, a redukcja mocy umownej poniżej 16 kW przerzuca sklep z algorytmicznego naliczania opłaty mocowej na ryczałt — fast win, o którym mało kto wie. Mindykowski przywołał też świeży raport Schneider Electric „Ślepa strefa transformacji”: 48% polskich firm działa bez świadomego nadzoru nad zużyciem energii. Niemal połowa rynku nie wie, ile zużywa i kiedy. Na tym tle jego główna teza — że energy manager musi przestać być strażnikiem kosztów i stać się architektem wartości — brzmiała nie jak ambicja, lecz jak diagnoza luki kompetencyjnej całej gospodarki.

160 sklepów za darmo, czyli jak krąży wiedza

Jest jeden moment, który najlepiej pokazuje, czym to wydarzenie jest dla branży. Paweł Wieczorek z Jeronimo Martins przyznał ze sceny wprost: myśl „każda minuta ma znaczenie” przywiózł z wystąpienia McDonald's na poprzedniej edycji Navigatora. Rok później wrócił z wynikiem. Skrócenie harmonogramu pracy oświetlenia o 30 minut dziennie — sklep otwarty od 6:00 do 22:00 nie potrzebuje pełnego światła od 5:45 do 22:15 — w skali 2774 sklepów podpiętych pod system Persy/EMOS dało efekt energetyczny równy stu sześćdziesięciu darmowym sklepom. System Solweny przetwarza 20 milionów informacji na dobę i wysyła 3–5 milionów sygnałów sterujących; algorytm wykrył między innymi uszkodzone czujniki w wentylacji 300 placówek, których żaden człowiek nigdy by ręcznie nie wyłapał. „Przy czterech tysiącach sklepów najmniejsza decyzja energetyczna przestaje być drobna” — mówił Wieczorek. Idea wypowiedziana na konferencji wróciła na nią po roku jako zweryfikowany, policzony projekt. Trudno o lepszy dowód, że takie spotkania nie są kosztem reprezentacyjnym, tylko infrastrukturą wymiany know-how.

Dzień drugi: ciepło przestaje być odpadem

Drugi dzień otworzył Tyszka tezą, która spina polski wątek całej konferencji: Polska jest laboratorium grupy Salling. Drogie media, brudny miks energetyczny i zaangażowani ludzie tworzą idealne warunki testowe — polski oddział wykonał plan fotowoltaiczny przewidziany do 2028 roku niemal dwukrotnie (350 instalacji wobec planowanych 200), szybciej i taniej. Ale ten sam Tyszka uczciwie przyznał, że pompy ciepła, standard w duńskich obiektach grupy, w polskich realiach rzadko się spinają i zostały wstrzymane poza nowymi otwarciami. Energy management w organizacji międzynarodowej to, jak ujął, pośredniczenie między globalną ambicją a lokalną rzeczywistością — i to zdanie mogłoby być definicją całego zawodu w 2026 roku.

Potem na scenę weszła skala, o której polska branża dopiero uczy się myśleć. Grzegorz Bramowicz z Netii postawił sprawę obrazowo: data center to wielka grzałka — wszystko, co wpływa jako prąd, wypływa jako ciepło. Polska ma dziś 200–310 MW mocy data center; do PSE zgłoszono projekty na 155 GW, czyli ponad dwukrotność całego krajowego zapotrzebowania. Na świecie powstają obiekty klasy Stargate — 10 GW, więcej niż Bełchatów. AI zmienia przy tym samą fizykę chłodzenia: szafa serwerowa rośnie z 5–15 kW do 400 kW, a chłodzenie cieczowe podnosi temperaturę odpadową do 60°C, co czyni ją realnie użyteczną dla ciepłownictwa. Problem w tym, że osiem kilometrów rurociągu do sieci miejskiej kosztuje 12–20 milionów złotych — i jak gorzko zauważył Bramowicz, dyrektora finansowego, który podpisze ROI na 12 lat, nie zna. Do tego dochodzi paradoks społeczny: mieszkańcy podwarszawskich Reguł mają pod nogami 130 MW potencjalnego ciepła odpadowego — i nie chcą ani data center, ani jego energii.

Odpowiedź na ten impas przyszła godzinę później i była najbardziej imponującym case study konferencji. Office House przy Towarowej 22 — wspólny projekt Veolii Energii Warszawa i AFI Poland — to pierwszy w Polsce biurowiec, który realnie oddaje ciepło odpadowe do miejskiej sieci ciepłowniczej. Wysokotemperaturowa pompa ciepła odzyskuje 1,5 MW — tyle, ile potrzeba do ogrzania 800 warszawskich mieszkań. Z jednego biurowca. Veolia płaci budynkowi-prosumentowi 80% taryfy, zwrot z inwestycji to cztery i pół roku, a certyfikacja BREEAM na poziomie 97,9% jest historycznie najwyższa w Warszawie. Padło tam zdanie, które odwraca całą dotychczasową ekonomikę budynku biurowego: im chłodniej w budynku, tym więcej ciepła sprzedasz. I co kluczowe — to nie jest jednorazowy pomnik: trzy kolejne budynki Towarowej 22 oraz wieża mieszkaniowa są już projektowane z węzłem hybrydowym od pierwszego dnia. Dla Veolii, która z 1900 kilometrami sieci i 300 tysiącami metrów sześciennych wody dysponuje największym magazynem ciepła w Unii, prosumenci nie są ciekawostką PR — bez nich nie spełni wymogu 35% OZE w sieci do 2035 roku, który nakłada dyrektywa RED III. Symbioza budynku z miastem przestała być wizją; stała się modelem rozliczeniowym z konkretną ceną za megawatogodzinę.

Budynek jako platforma, portfel jako architektura

Piotr Popławski z HB Reavis dołożył do tego trzeci wymiar: nieruchomość prime jako platforma biznesowa. Varso Place w trzy miesiące od umowy uruchomiło 26 ładowarek na poziomie -4 garażu — po negocjacjach z rzeczoznawcami, bo, jak pokazują statystyki, strach przed elektrykami ma wielkie oczy: hybrydy palą się częściej niż auta bateryjne. Kluczowa decyzja strategiczna: sprzedawać usługę ładowania, nie energię. A za nią framework, który każdy zarządca powinien zapamiętać — piramida ładowania 60-30-10: sześćdziesiąt procent ładowań odbywa się w domu, trzydzieści w pracy, dziesięć w trasie. Te trzydzieści procent to strumień przychodów, który dotąd płynął do stacji benzynowych, a który właściciel biurowca może przechwycić. Artur Szenawa ze Stark House pokazał dzień wcześniej drugą stronę tego samego parkingu — carporty fotowoltaiczne z referencjami w Leroy Merlin i McDonald's, ROI 4–6 lat i francuskim precedensem prawnym (parking powyżej 1500 m² musi mieć zadaszenie PV), który prędzej czy później dotrze nad Wisłę.

Strategiczną klamrę dnia drugiego spięła Mariola Dudek z Play — i było to wystąpienie, które najpełniej pokazało, dokąd zmierza ten zawód. Dudek odpowiada w P4 jednocześnie za nieruchomości, flotę, energię i zakupy strategiczne — i właśnie ta holistyczna perspektywa pozwala jej mówić do zarządu jednym językiem. Prostym, bo — jak ujęła — „drugi zakręt techniczny i zarząd już odpadł". Jej portfel to podręcznikowa architektura: 85% wolumenu zahedżowane, 15% na rynku SPOT, korytarze decyzyjne stop-loss i take-profit oraz żelazna zasada „no panic clicks”. Dwa kontrakty PPA — Statkraft na dziesięć lat w formule baseload i Airpower Kaczory na dwanaście lat w formule pay-as-nominated — celowo różne, bo to, co na papierze tańsze, w bezwietrznym styczniu potrafi dopłatami ze SPOT-u zrównać się z droższym. Do tego model additionality: tylko farmy greenfield, bo kupowanie certyfikatów z istniejących instalacji to — powiedziała wprost — greenwashing. I obserwacja, która powinna zelektryzować każdy dział zakupów: dystrybucja stanowi już 41% portfela kosztowego, wobec 27% cztery lata temu. Nikt tego nie zauważył, a quick winy — moc umowna, taryfa, moc bierna — leżą na stole.

Konferencję zamknął Maciej Korzeniowski z ID Logistics historią, która jest najlepszą puentą, jaką można było wymyślić. W 2022 roku w jego organizacji — 40 magazynów, ponad milion metrów kwadratowych, klienci pokroju Amazona i Inditeksu — nie było energy managera. Trzy lata później firma redukuje zużycie o 35%, osiąga 81% energii z OZE i robi to w odwrotnej kolejności, niż podpowiada rynek dostawców: najpierw standardy bezkosztowe — uszczelki, temperatura wody, harmonogramy wentylacji, gaszenie stanowisk — dopiero potem inwestycje. „Nie kupuj DALI, jeżeli nie zmieniasz uszczelek". A do deweloperów skierował komunikat, który w sali pełnej przedstawicieli rynku nieruchomości wybrzmiał wyjątkowo mocno: co roku weryfikujemy koszty wyjścia — jeśli właściciel nie podnosi standardów, idziemy do konkurencji.

Dokąd zmierza energy management

Z siedemnastu wystąpień układa się spójna mapa. Po pierwsze: koniec ery wolumenu. Liczy się profil — kiedy zużywasz, nie ile. Ceny ujemne, taryfy dynamiczne i premie za poprawę profilu przesuwają wartość z zakupu na sterowanie, a magazyn energii, trzykrotnie tańszy niż trzy lata temu, staje się narzędziem codziennej arytmetyki, nie gadżetem.

Po drugie: zmiana tożsamości zawodu. Strażnik kosztów ustępuje architektowi wartości — i nie jest to figura retoryczna, skoro Mindykowski i Dudek, z dwóch zupełnie różnych organizacji, użyli niemal identycznego słowa. Energy manager 2026 mówi do zarządu językiem ryzyka, ROI i strategii, a nie kilowatów.

Po trzecie: ciepło przestaje być odpadem, a budynek przestaje być wyłącznie konsumentem. Towarowa 22 dowiodła, że prosumeryzm ciepła ma w Polsce działający model biznesowy, a presja regulacyjna — RED III, EED, Fit for 55 — sprawi, że to, co dziś jest pionierskie, za pięć lat będzie wymogiem.

Po czwarte: skala bije innowację. Trzydzieści minut światła razy 2774 sklepy, minuta razy 850 restauracji, 20 minut nieużywanego stanowiska razy 1500 stanowisk — największe oszczędcze projekty tej konferencji nie wymagały ani złotówki CAPEX-u, tylko standardu, dyscypliny i systemu, który pilnuje obu.

I po piąte, wątek, który wracał u Witczaka, Tyszki i Kwiatkowskiego niezależnie od siebie: polska szkoła energy managementu stała się kompetencją eksportową. Polskie wdrożenia EMS w McDonald's są wzorcem dla globalnej organizacji, polski oddział Salling Group jest laboratorium grupy, polscy integratorzy liczą wdrożenia w setkach. Drogie media i trudny miks energetyczny okazały się — paradoksalnie — najlepszą szkołą zawodu w Europie.

Jeśli pierwszej edycji Navigatora można było zarzucić, że energy management to wciąż temat dla entuzjastów, druga edycja ten zarzut zamknęła. Na sali nie było entuzjastów. Byli ludzie, którzy zarządzają setkami gigawatogodzin, podpisują dziesięcioletnie kontrakty PPA i odpowiadają przed zarządami za dziesiątki milionów złotych. Rozmawiali ze sobą szczerze — także o tym, co się nie opłaca, co wstrzymali i czego nie wiedzą. A pomiędzy 48% firm działających w ślepej strefie a praktykami, którzy z 30 minut światła robią 160 sklepów, rozciąga się przestrzeń, która jest jednocześnie diagnozą polskiej gospodarki i polem do zagospodarowania na lata. Trzecia edycja ma o czym rozmawiać.

{{comment-one}}


Navigator 2026 — Energy Management Masterclass vol. 2 odbył się 12–13 maja 2026 r. w Warsaw Trade Tower w Warszawie. Organizatorem wydarzenia jest Magazyn Obiekty.

REKLAMA
Subscribe to newsletter

Subscribe to receive the latest blog posts to your inbox every week.

By subscribing you agree to with our Privacy Policy.
Thank you! Your submission has been received!
Oops! Something went wrong while submitting the form.

Polecane artykuły

No items found.

Najnowsze wydanie!

Magazyn
02/2026
<< ARTYKUŁ TOWARZYSZĄCY

Energy management wszedł na agendę zarządów

Reportaż z Navigatora 2026

Krzysztof Kogut
Redaktor Naczelny magazynu "Obiekty"
Pokaż bio

Prezes Polskiej Rady Facility Management
Redaktor naczelny magazynu Obiekty
Współtworzył i przewodniczy Polskiej Radzie Facility Management, stowarzyszeniu, które integruje liderów rynku FM w Polsce.
Dziennikarz branżowy specjalizujący się w nieruchomościach komercyjnych, usługach biznesowych, outsourcingu oraz edukacji. Wydawca magazynu „Obiekty” poświęconego rynkowi nieruchomości.
Autor licznych artykułów branżowych, raportów i badań rynkowych, stanowiących przewodniki dla strony biznesowej oraz podstawę do podejmowania decyzji.
Organizator wydarzeń branżowych: kongresów, seminariów naukowych i szkoleń, angażujących profesjonalistów oraz przyszłych specjalistów.
Jego celem jest poprawa jakości branży oraz relacji biznesowych oraz profesjonalizacja rynku poprzez ciągłe poszerzanie wiedzy i świadomości na rynku.

Rozmawiał/-a
Sylwia Łysak
Stanowisko

Dwa dni, dwa żywioły, dziewiętnastu praktyków i ani jednej prezentacji sprzedażowej, która udawałaby coś innego. Druga edycja Energy Management Masterclass na 32. piętrze Warsaw Trade Tower pokazała branżę, która przestała mierzyć i zaczęła sterować — oraz zawód, który z działu technicznego przeprowadził się do sali zarządu.

REKLAMA

Kiedy 12 maja rano otwieraliśmy Navigatora 2026, na sali siedzieli ludzie odpowiedzialni łącznie za ponad pół procenta krajowego zużycia energii — samą Biedronkę, z jej 3919 sklepami, można by traktować jako średniej wielkości miasto. Tytuł konferencji — „Ciepło i prąd dla świadomego biznesu" — nie był hasłem marketingowym, tylko realnym podziałem kompetencyjnym: dzień pierwszy należał do elektronów, dzień drugi do ciepła. I choć w programie została jedna nieobsadzona luka, a geopolitycznego mówcy formatu poprzedniej edycji tym razem zabrakło, to właśnie ta edycja — skoncentrowana bez reszty na praktyce — powiedziała o kierunku branży więcej niż niejeden raport strategiczny.


Sterowalność, nie monitoring

Ton całej konferencji nadał już pierwszy mówca merytoryczny. Michał Witczak, szef działu NRG w McDonald's Polska, postawił tezę, która wracała potem echem przez dwa dni: monitoring zużycia energii jest standardem od dekady i nie stanowi już żadnej przewagi. Przewagą jest sterowalność — umiejętność świadomego przesuwania poboru w czasie, harmonogramowania, sekwencyjności urządzeń. „My nie mierzymy prądu tylko na liczniku głównym — tych pomiarów mamy 16, czasem 18, a przy wdrażaniu innowacji nawet 40” — mówił Witczak, pokazując organizację, która zarządza energią w dwóch światach jednocześnie: po stronie generacji (65% energii z kontraktów PPA, w tym świeży kontrakt na 100 GWh z hydroenergii) i po stronie profilu energetycznego ponad 650 restauracji, z planem 850 do 2030 roku.

Najciekawsze w wystąpieniu McDonald's nie były jednak liczby, tylko filozofia. „My jesteśmy dla operacji, a nie operacje dla nas” — energy management, który obniża komfort gościa albo bezpieczeństwo żywności, jest złym energy managementem, niezależnie od oszczędności. I druga myśl, rzucona niemal mimochodem, a fundamentalna: dane mają wartość nie wtedy, gdy zmieniają decyzję, lecz gdy zmieniają proces.

Tomasz Kwiatkowski z IoT Energy, partner technologiczny stojący za ponad 200 wdrożeniami EMS w sieci, dopowiedział stronę inżynierską: „EMS, który nie steruje, to tylko ładny wykres”. Średnia stopa zwrotu z wdrożenia to 24 miesiące, rekordowa — trzy. W restauracji 60–70% zużycia to HVAC i chłodnictwo, i tam zaczyna się prawdziwa robota, a nie na dashboardzie.

Przyszłość jest elektryczna — i ujemna

Jeśli Witczak nadał konferencji ton, to Mirosław Bieliński nadał jej tempo. Były prezes Grupy Energa, dziś twórca Pstryka, operatora taryf dynamicznych w modelu skandynawskim, wygłosił najmocniejsze wystąpienie pierwszego dnia. Jego teza brzmiała prosto: przyszłość jest elektryczna — i to nie jest hasło, to faktura. Konkretnie: w majówce 2026 aż 64% klientów Pstryka miało rachunek ujemny. Energetyka im dopłacała.

Bieliński odwrócił też utarty schemat myślenia o bezpieczeństwie energetycznym: w Polsce realne ryzyko blackoutu bierze się dziś z nadmiaru energii, nie z jej niedoboru — operator już teraz wyłącza w południowych godzinach ponad gigawat mocy fotowoltaicznej, bo system nie był projektowany na świecące słońce. Magazyny energii staniały trzykrotnie w trzy lata, sąsiad ładuje sąsiadowi auto przy cenach ujemnych i obaj na tym zarabiają. A dla zawodu, który zgromadził się na sali, padło zdanie-przestroga: „Energy manager, który myśli tylko wolumenem, robi z portfela klienta sieczkę”.

Tę samą lekcję — od strony zakupowej B2B — wyłożyła po południu Katarzyna Zych z Respect Energy: „Profil zużycia to pieniądze. Klient o tym jeszcze nie wie”. Pogodozależność stała się parametrem kontraktowym, sprzedawcy zaczynają oferować premie za poprawę profilu, a rozsądna strategia zakupowa to nie jeden zakup roczny, tylko dywersyfikacja kwartalna — cztery razy po 25%. Pogoda, jak ujęła to Zych, jest nową walutą energetyki.

Nie ma jednej szkoły

Panel „Od opłaty mocowej do kosztów CO” zestawił obok siebie trzy zupełnie różne strategie: Biedronkę ze 121 MW własnej fotowoltaiki i centralnym systemem nadrzędnym, Orange z magazynami energii sterowanymi prognozą pogody — nie zegarem — oraz Netto z duńskim ISO 50001 i pełnym hedgingiem. Dariusz Stańczak z Orange wprowadził do obiegu termin, który stał się nieformalnym mottem konferencji: efektywność energetyczna jako szóste paliwo. Najtańsza kilowatogodzina to ta, której nie skonsumujemy. Stanisław Tyszka z Netto kontrował z drugiego bieguna filozofii zakupowej: „My nie kupujemy energii, my kupujemy przewidywalność”. A Natalia Rompska-Żuk z Biedronki spuentowała całość zdaniem, które powinno trafić do podręczników: każdy z nas robi to inaczej i każdy ma rację — nie ma jednej szkoły energy managementu.

To zdanie nie było kurtuazją. Najlepiej dowiódł tego Piotr Mindykowski z Żabki, który pokazał, że fotowoltaika — oczywistość w Biedronce — w sklepie Żabki często jest stratą pieniędzy: krótkie umowy najmu i cudzy dach zmieniają całą matematykę. Za to klimatyzacja zwraca się w dwa–trzy lata, a redukcja mocy umownej poniżej 16 kW przerzuca sklep z algorytmicznego naliczania opłaty mocowej na ryczałt — fast win, o którym mało kto wie. Mindykowski przywołał też świeży raport Schneider Electric „Ślepa strefa transformacji”: 48% polskich firm działa bez świadomego nadzoru nad zużyciem energii. Niemal połowa rynku nie wie, ile zużywa i kiedy. Na tym tle jego główna teza — że energy manager musi przestać być strażnikiem kosztów i stać się architektem wartości — brzmiała nie jak ambicja, lecz jak diagnoza luki kompetencyjnej całej gospodarki.

160 sklepów za darmo, czyli jak krąży wiedza

Jest jeden moment, który najlepiej pokazuje, czym to wydarzenie jest dla branży. Paweł Wieczorek z Jeronimo Martins przyznał ze sceny wprost: myśl „każda minuta ma znaczenie” przywiózł z wystąpienia McDonald's na poprzedniej edycji Navigatora. Rok później wrócił z wynikiem. Skrócenie harmonogramu pracy oświetlenia o 30 minut dziennie — sklep otwarty od 6:00 do 22:00 nie potrzebuje pełnego światła od 5:45 do 22:15 — w skali 2774 sklepów podpiętych pod system Persy/EMOS dało efekt energetyczny równy stu sześćdziesięciu darmowym sklepom. System Solweny przetwarza 20 milionów informacji na dobę i wysyła 3–5 milionów sygnałów sterujących; algorytm wykrył między innymi uszkodzone czujniki w wentylacji 300 placówek, których żaden człowiek nigdy by ręcznie nie wyłapał. „Przy czterech tysiącach sklepów najmniejsza decyzja energetyczna przestaje być drobna” — mówił Wieczorek. Idea wypowiedziana na konferencji wróciła na nią po roku jako zweryfikowany, policzony projekt. Trudno o lepszy dowód, że takie spotkania nie są kosztem reprezentacyjnym, tylko infrastrukturą wymiany know-how.

Dzień drugi: ciepło przestaje być odpadem

Drugi dzień otworzył Tyszka tezą, która spina polski wątek całej konferencji: Polska jest laboratorium grupy Salling. Drogie media, brudny miks energetyczny i zaangażowani ludzie tworzą idealne warunki testowe — polski oddział wykonał plan fotowoltaiczny przewidziany do 2028 roku niemal dwukrotnie (350 instalacji wobec planowanych 200), szybciej i taniej. Ale ten sam Tyszka uczciwie przyznał, że pompy ciepła, standard w duńskich obiektach grupy, w polskich realiach rzadko się spinają i zostały wstrzymane poza nowymi otwarciami. Energy management w organizacji międzynarodowej to, jak ujął, pośredniczenie między globalną ambicją a lokalną rzeczywistością — i to zdanie mogłoby być definicją całego zawodu w 2026 roku.

Potem na scenę weszła skala, o której polska branża dopiero uczy się myśleć. Grzegorz Bramowicz z Netii postawił sprawę obrazowo: data center to wielka grzałka — wszystko, co wpływa jako prąd, wypływa jako ciepło. Polska ma dziś 200–310 MW mocy data center; do PSE zgłoszono projekty na 155 GW, czyli ponad dwukrotność całego krajowego zapotrzebowania. Na świecie powstają obiekty klasy Stargate — 10 GW, więcej niż Bełchatów. AI zmienia przy tym samą fizykę chłodzenia: szafa serwerowa rośnie z 5–15 kW do 400 kW, a chłodzenie cieczowe podnosi temperaturę odpadową do 60°C, co czyni ją realnie użyteczną dla ciepłownictwa. Problem w tym, że osiem kilometrów rurociągu do sieci miejskiej kosztuje 12–20 milionów złotych — i jak gorzko zauważył Bramowicz, dyrektora finansowego, który podpisze ROI na 12 lat, nie zna. Do tego dochodzi paradoks społeczny: mieszkańcy podwarszawskich Reguł mają pod nogami 130 MW potencjalnego ciepła odpadowego — i nie chcą ani data center, ani jego energii.

Odpowiedź na ten impas przyszła godzinę później i była najbardziej imponującym case study konferencji. Office House przy Towarowej 22 — wspólny projekt Veolii Energii Warszawa i AFI Poland — to pierwszy w Polsce biurowiec, który realnie oddaje ciepło odpadowe do miejskiej sieci ciepłowniczej. Wysokotemperaturowa pompa ciepła odzyskuje 1,5 MW — tyle, ile potrzeba do ogrzania 800 warszawskich mieszkań. Z jednego biurowca. Veolia płaci budynkowi-prosumentowi 80% taryfy, zwrot z inwestycji to cztery i pół roku, a certyfikacja BREEAM na poziomie 97,9% jest historycznie najwyższa w Warszawie. Padło tam zdanie, które odwraca całą dotychczasową ekonomikę budynku biurowego: im chłodniej w budynku, tym więcej ciepła sprzedasz. I co kluczowe — to nie jest jednorazowy pomnik: trzy kolejne budynki Towarowej 22 oraz wieża mieszkaniowa są już projektowane z węzłem hybrydowym od pierwszego dnia. Dla Veolii, która z 1900 kilometrami sieci i 300 tysiącami metrów sześciennych wody dysponuje największym magazynem ciepła w Unii, prosumenci nie są ciekawostką PR — bez nich nie spełni wymogu 35% OZE w sieci do 2035 roku, który nakłada dyrektywa RED III. Symbioza budynku z miastem przestała być wizją; stała się modelem rozliczeniowym z konkretną ceną za megawatogodzinę.

Budynek jako platforma, portfel jako architektura

Piotr Popławski z HB Reavis dołożył do tego trzeci wymiar: nieruchomość prime jako platforma biznesowa. Varso Place w trzy miesiące od umowy uruchomiło 26 ładowarek na poziomie -4 garażu — po negocjacjach z rzeczoznawcami, bo, jak pokazują statystyki, strach przed elektrykami ma wielkie oczy: hybrydy palą się częściej niż auta bateryjne. Kluczowa decyzja strategiczna: sprzedawać usługę ładowania, nie energię. A za nią framework, który każdy zarządca powinien zapamiętać — piramida ładowania 60-30-10: sześćdziesiąt procent ładowań odbywa się w domu, trzydzieści w pracy, dziesięć w trasie. Te trzydzieści procent to strumień przychodów, który dotąd płynął do stacji benzynowych, a który właściciel biurowca może przechwycić. Artur Szenawa ze Stark House pokazał dzień wcześniej drugą stronę tego samego parkingu — carporty fotowoltaiczne z referencjami w Leroy Merlin i McDonald's, ROI 4–6 lat i francuskim precedensem prawnym (parking powyżej 1500 m² musi mieć zadaszenie PV), który prędzej czy później dotrze nad Wisłę.

Strategiczną klamrę dnia drugiego spięła Mariola Dudek z Play — i było to wystąpienie, które najpełniej pokazało, dokąd zmierza ten zawód. Dudek odpowiada w P4 jednocześnie za nieruchomości, flotę, energię i zakupy strategiczne — i właśnie ta holistyczna perspektywa pozwala jej mówić do zarządu jednym językiem. Prostym, bo — jak ujęła — „drugi zakręt techniczny i zarząd już odpadł". Jej portfel to podręcznikowa architektura: 85% wolumenu zahedżowane, 15% na rynku SPOT, korytarze decyzyjne stop-loss i take-profit oraz żelazna zasada „no panic clicks”. Dwa kontrakty PPA — Statkraft na dziesięć lat w formule baseload i Airpower Kaczory na dwanaście lat w formule pay-as-nominated — celowo różne, bo to, co na papierze tańsze, w bezwietrznym styczniu potrafi dopłatami ze SPOT-u zrównać się z droższym. Do tego model additionality: tylko farmy greenfield, bo kupowanie certyfikatów z istniejących instalacji to — powiedziała wprost — greenwashing. I obserwacja, która powinna zelektryzować każdy dział zakupów: dystrybucja stanowi już 41% portfela kosztowego, wobec 27% cztery lata temu. Nikt tego nie zauważył, a quick winy — moc umowna, taryfa, moc bierna — leżą na stole.

Konferencję zamknął Maciej Korzeniowski z ID Logistics historią, która jest najlepszą puentą, jaką można było wymyślić. W 2022 roku w jego organizacji — 40 magazynów, ponad milion metrów kwadratowych, klienci pokroju Amazona i Inditeksu — nie było energy managera. Trzy lata później firma redukuje zużycie o 35%, osiąga 81% energii z OZE i robi to w odwrotnej kolejności, niż podpowiada rynek dostawców: najpierw standardy bezkosztowe — uszczelki, temperatura wody, harmonogramy wentylacji, gaszenie stanowisk — dopiero potem inwestycje. „Nie kupuj DALI, jeżeli nie zmieniasz uszczelek". A do deweloperów skierował komunikat, który w sali pełnej przedstawicieli rynku nieruchomości wybrzmiał wyjątkowo mocno: co roku weryfikujemy koszty wyjścia — jeśli właściciel nie podnosi standardów, idziemy do konkurencji.

Dokąd zmierza energy management

Z siedemnastu wystąpień układa się spójna mapa. Po pierwsze: koniec ery wolumenu. Liczy się profil — kiedy zużywasz, nie ile. Ceny ujemne, taryfy dynamiczne i premie za poprawę profilu przesuwają wartość z zakupu na sterowanie, a magazyn energii, trzykrotnie tańszy niż trzy lata temu, staje się narzędziem codziennej arytmetyki, nie gadżetem.

Po drugie: zmiana tożsamości zawodu. Strażnik kosztów ustępuje architektowi wartości — i nie jest to figura retoryczna, skoro Mindykowski i Dudek, z dwóch zupełnie różnych organizacji, użyli niemal identycznego słowa. Energy manager 2026 mówi do zarządu językiem ryzyka, ROI i strategii, a nie kilowatów.

Po trzecie: ciepło przestaje być odpadem, a budynek przestaje być wyłącznie konsumentem. Towarowa 22 dowiodła, że prosumeryzm ciepła ma w Polsce działający model biznesowy, a presja regulacyjna — RED III, EED, Fit for 55 — sprawi, że to, co dziś jest pionierskie, za pięć lat będzie wymogiem.

Po czwarte: skala bije innowację. Trzydzieści minut światła razy 2774 sklepy, minuta razy 850 restauracji, 20 minut nieużywanego stanowiska razy 1500 stanowisk — największe oszczędcze projekty tej konferencji nie wymagały ani złotówki CAPEX-u, tylko standardu, dyscypliny i systemu, który pilnuje obu.

I po piąte, wątek, który wracał u Witczaka, Tyszki i Kwiatkowskiego niezależnie od siebie: polska szkoła energy managementu stała się kompetencją eksportową. Polskie wdrożenia EMS w McDonald's są wzorcem dla globalnej organizacji, polski oddział Salling Group jest laboratorium grupy, polscy integratorzy liczą wdrożenia w setkach. Drogie media i trudny miks energetyczny okazały się — paradoksalnie — najlepszą szkołą zawodu w Europie.

Jeśli pierwszej edycji Navigatora można było zarzucić, że energy management to wciąż temat dla entuzjastów, druga edycja ten zarzut zamknęła. Na sali nie było entuzjastów. Byli ludzie, którzy zarządzają setkami gigawatogodzin, podpisują dziesięcioletnie kontrakty PPA i odpowiadają przed zarządami za dziesiątki milionów złotych. Rozmawiali ze sobą szczerze — także o tym, co się nie opłaca, co wstrzymali i czego nie wiedzą. A pomiędzy 48% firm działających w ślepej strefie a praktykami, którzy z 30 minut światła robią 160 sklepów, rozciąga się przestrzeń, która jest jednocześnie diagnozą polskiej gospodarki i polem do zagospodarowania na lata. Trzecia edycja ma o czym rozmawiać.

{{comment-one}}


Navigator 2026 — Energy Management Masterclass vol. 2 odbył się 12–13 maja 2026 r. w Warsaw Trade Tower w Warszawie. Organizatorem wydarzenia jest Magazyn Obiekty.

Dostęp tylko dla zarejestrowanych użytkowników

Aby przeczytać ten artykuł, musisz się zarejestrować i zalogować.

Zarejestruj się teraz

Kiedy 12 maja rano otwieraliśmy Navigatora 2026, na sali siedzieli ludzie odpowiedzialni łącznie za ponad pół procenta krajowego zużycia energii — samą Biedronkę, z jej 3919 sklepami, można by traktować jako średniej wielkości miasto. Tytuł konferencji — „Ciepło i prąd dla świadomego biznesu" — nie był hasłem marketingowym, tylko realnym podziałem kompetencyjnym: dzień pierwszy należał do elektronów, dzień drugi do ciepła. I choć w programie została jedna nieobsadzona luka, a geopolitycznego mówcy formatu poprzedniej edycji tym razem zabrakło, to właśnie ta edycja — skoncentrowana bez reszty na praktyce — powiedziała o kierunku branży więcej niż niejeden raport strategiczny.


Sterowalność, nie monitoring

Ton całej konferencji nadał już pierwszy mówca merytoryczny. Michał Witczak, szef działu NRG w McDonald's Polska, postawił tezę, która wracała potem echem przez dwa dni: monitoring zużycia energii jest standardem od dekady i nie stanowi już żadnej przewagi. Przewagą jest sterowalność — umiejętność świadomego przesuwania poboru w czasie, harmonogramowania, sekwencyjności urządzeń. „My nie mierzymy prądu tylko na liczniku głównym — tych pomiarów mamy 16, czasem 18, a przy wdrażaniu innowacji nawet 40” — mówił Witczak, pokazując organizację, która zarządza energią w dwóch światach jednocześnie: po stronie generacji (65% energii z kontraktów PPA, w tym świeży kontrakt na 100 GWh z hydroenergii) i po stronie profilu energetycznego ponad 650 restauracji, z planem 850 do 2030 roku.

Najciekawsze w wystąpieniu McDonald's nie były jednak liczby, tylko filozofia. „My jesteśmy dla operacji, a nie operacje dla nas” — energy management, który obniża komfort gościa albo bezpieczeństwo żywności, jest złym energy managementem, niezależnie od oszczędności. I druga myśl, rzucona niemal mimochodem, a fundamentalna: dane mają wartość nie wtedy, gdy zmieniają decyzję, lecz gdy zmieniają proces.

Tomasz Kwiatkowski z IoT Energy, partner technologiczny stojący za ponad 200 wdrożeniami EMS w sieci, dopowiedział stronę inżynierską: „EMS, który nie steruje, to tylko ładny wykres”. Średnia stopa zwrotu z wdrożenia to 24 miesiące, rekordowa — trzy. W restauracji 60–70% zużycia to HVAC i chłodnictwo, i tam zaczyna się prawdziwa robota, a nie na dashboardzie.

Przyszłość jest elektryczna — i ujemna

Jeśli Witczak nadał konferencji ton, to Mirosław Bieliński nadał jej tempo. Były prezes Grupy Energa, dziś twórca Pstryka, operatora taryf dynamicznych w modelu skandynawskim, wygłosił najmocniejsze wystąpienie pierwszego dnia. Jego teza brzmiała prosto: przyszłość jest elektryczna — i to nie jest hasło, to faktura. Konkretnie: w majówce 2026 aż 64% klientów Pstryka miało rachunek ujemny. Energetyka im dopłacała.

Bieliński odwrócił też utarty schemat myślenia o bezpieczeństwie energetycznym: w Polsce realne ryzyko blackoutu bierze się dziś z nadmiaru energii, nie z jej niedoboru — operator już teraz wyłącza w południowych godzinach ponad gigawat mocy fotowoltaicznej, bo system nie był projektowany na świecące słońce. Magazyny energii staniały trzykrotnie w trzy lata, sąsiad ładuje sąsiadowi auto przy cenach ujemnych i obaj na tym zarabiają. A dla zawodu, który zgromadził się na sali, padło zdanie-przestroga: „Energy manager, który myśli tylko wolumenem, robi z portfela klienta sieczkę”.

Tę samą lekcję — od strony zakupowej B2B — wyłożyła po południu Katarzyna Zych z Respect Energy: „Profil zużycia to pieniądze. Klient o tym jeszcze nie wie”. Pogodozależność stała się parametrem kontraktowym, sprzedawcy zaczynają oferować premie za poprawę profilu, a rozsądna strategia zakupowa to nie jeden zakup roczny, tylko dywersyfikacja kwartalna — cztery razy po 25%. Pogoda, jak ujęła to Zych, jest nową walutą energetyki.

Nie ma jednej szkoły

Panel „Od opłaty mocowej do kosztów CO” zestawił obok siebie trzy zupełnie różne strategie: Biedronkę ze 121 MW własnej fotowoltaiki i centralnym systemem nadrzędnym, Orange z magazynami energii sterowanymi prognozą pogody — nie zegarem — oraz Netto z duńskim ISO 50001 i pełnym hedgingiem. Dariusz Stańczak z Orange wprowadził do obiegu termin, który stał się nieformalnym mottem konferencji: efektywność energetyczna jako szóste paliwo. Najtańsza kilowatogodzina to ta, której nie skonsumujemy. Stanisław Tyszka z Netto kontrował z drugiego bieguna filozofii zakupowej: „My nie kupujemy energii, my kupujemy przewidywalność”. A Natalia Rompska-Żuk z Biedronki spuentowała całość zdaniem, które powinno trafić do podręczników: każdy z nas robi to inaczej i każdy ma rację — nie ma jednej szkoły energy managementu.

To zdanie nie było kurtuazją. Najlepiej dowiódł tego Piotr Mindykowski z Żabki, który pokazał, że fotowoltaika — oczywistość w Biedronce — w sklepie Żabki często jest stratą pieniędzy: krótkie umowy najmu i cudzy dach zmieniają całą matematykę. Za to klimatyzacja zwraca się w dwa–trzy lata, a redukcja mocy umownej poniżej 16 kW przerzuca sklep z algorytmicznego naliczania opłaty mocowej na ryczałt — fast win, o którym mało kto wie. Mindykowski przywołał też świeży raport Schneider Electric „Ślepa strefa transformacji”: 48% polskich firm działa bez świadomego nadzoru nad zużyciem energii. Niemal połowa rynku nie wie, ile zużywa i kiedy. Na tym tle jego główna teza — że energy manager musi przestać być strażnikiem kosztów i stać się architektem wartości — brzmiała nie jak ambicja, lecz jak diagnoza luki kompetencyjnej całej gospodarki.

160 sklepów za darmo, czyli jak krąży wiedza

Jest jeden moment, który najlepiej pokazuje, czym to wydarzenie jest dla branży. Paweł Wieczorek z Jeronimo Martins przyznał ze sceny wprost: myśl „każda minuta ma znaczenie” przywiózł z wystąpienia McDonald's na poprzedniej edycji Navigatora. Rok później wrócił z wynikiem. Skrócenie harmonogramu pracy oświetlenia o 30 minut dziennie — sklep otwarty od 6:00 do 22:00 nie potrzebuje pełnego światła od 5:45 do 22:15 — w skali 2774 sklepów podpiętych pod system Persy/EMOS dało efekt energetyczny równy stu sześćdziesięciu darmowym sklepom. System Solweny przetwarza 20 milionów informacji na dobę i wysyła 3–5 milionów sygnałów sterujących; algorytm wykrył między innymi uszkodzone czujniki w wentylacji 300 placówek, których żaden człowiek nigdy by ręcznie nie wyłapał. „Przy czterech tysiącach sklepów najmniejsza decyzja energetyczna przestaje być drobna” — mówił Wieczorek. Idea wypowiedziana na konferencji wróciła na nią po roku jako zweryfikowany, policzony projekt. Trudno o lepszy dowód, że takie spotkania nie są kosztem reprezentacyjnym, tylko infrastrukturą wymiany know-how.

Dzień drugi: ciepło przestaje być odpadem

Drugi dzień otworzył Tyszka tezą, która spina polski wątek całej konferencji: Polska jest laboratorium grupy Salling. Drogie media, brudny miks energetyczny i zaangażowani ludzie tworzą idealne warunki testowe — polski oddział wykonał plan fotowoltaiczny przewidziany do 2028 roku niemal dwukrotnie (350 instalacji wobec planowanych 200), szybciej i taniej. Ale ten sam Tyszka uczciwie przyznał, że pompy ciepła, standard w duńskich obiektach grupy, w polskich realiach rzadko się spinają i zostały wstrzymane poza nowymi otwarciami. Energy management w organizacji międzynarodowej to, jak ujął, pośredniczenie między globalną ambicją a lokalną rzeczywistością — i to zdanie mogłoby być definicją całego zawodu w 2026 roku.

Potem na scenę weszła skala, o której polska branża dopiero uczy się myśleć. Grzegorz Bramowicz z Netii postawił sprawę obrazowo: data center to wielka grzałka — wszystko, co wpływa jako prąd, wypływa jako ciepło. Polska ma dziś 200–310 MW mocy data center; do PSE zgłoszono projekty na 155 GW, czyli ponad dwukrotność całego krajowego zapotrzebowania. Na świecie powstają obiekty klasy Stargate — 10 GW, więcej niż Bełchatów. AI zmienia przy tym samą fizykę chłodzenia: szafa serwerowa rośnie z 5–15 kW do 400 kW, a chłodzenie cieczowe podnosi temperaturę odpadową do 60°C, co czyni ją realnie użyteczną dla ciepłownictwa. Problem w tym, że osiem kilometrów rurociągu do sieci miejskiej kosztuje 12–20 milionów złotych — i jak gorzko zauważył Bramowicz, dyrektora finansowego, który podpisze ROI na 12 lat, nie zna. Do tego dochodzi paradoks społeczny: mieszkańcy podwarszawskich Reguł mają pod nogami 130 MW potencjalnego ciepła odpadowego — i nie chcą ani data center, ani jego energii.

Odpowiedź na ten impas przyszła godzinę później i była najbardziej imponującym case study konferencji. Office House przy Towarowej 22 — wspólny projekt Veolii Energii Warszawa i AFI Poland — to pierwszy w Polsce biurowiec, który realnie oddaje ciepło odpadowe do miejskiej sieci ciepłowniczej. Wysokotemperaturowa pompa ciepła odzyskuje 1,5 MW — tyle, ile potrzeba do ogrzania 800 warszawskich mieszkań. Z jednego biurowca. Veolia płaci budynkowi-prosumentowi 80% taryfy, zwrot z inwestycji to cztery i pół roku, a certyfikacja BREEAM na poziomie 97,9% jest historycznie najwyższa w Warszawie. Padło tam zdanie, które odwraca całą dotychczasową ekonomikę budynku biurowego: im chłodniej w budynku, tym więcej ciepła sprzedasz. I co kluczowe — to nie jest jednorazowy pomnik: trzy kolejne budynki Towarowej 22 oraz wieża mieszkaniowa są już projektowane z węzłem hybrydowym od pierwszego dnia. Dla Veolii, która z 1900 kilometrami sieci i 300 tysiącami metrów sześciennych wody dysponuje największym magazynem ciepła w Unii, prosumenci nie są ciekawostką PR — bez nich nie spełni wymogu 35% OZE w sieci do 2035 roku, który nakłada dyrektywa RED III. Symbioza budynku z miastem przestała być wizją; stała się modelem rozliczeniowym z konkretną ceną za megawatogodzinę.

Budynek jako platforma, portfel jako architektura

Piotr Popławski z HB Reavis dołożył do tego trzeci wymiar: nieruchomość prime jako platforma biznesowa. Varso Place w trzy miesiące od umowy uruchomiło 26 ładowarek na poziomie -4 garażu — po negocjacjach z rzeczoznawcami, bo, jak pokazują statystyki, strach przed elektrykami ma wielkie oczy: hybrydy palą się częściej niż auta bateryjne. Kluczowa decyzja strategiczna: sprzedawać usługę ładowania, nie energię. A za nią framework, który każdy zarządca powinien zapamiętać — piramida ładowania 60-30-10: sześćdziesiąt procent ładowań odbywa się w domu, trzydzieści w pracy, dziesięć w trasie. Te trzydzieści procent to strumień przychodów, który dotąd płynął do stacji benzynowych, a który właściciel biurowca może przechwycić. Artur Szenawa ze Stark House pokazał dzień wcześniej drugą stronę tego samego parkingu — carporty fotowoltaiczne z referencjami w Leroy Merlin i McDonald's, ROI 4–6 lat i francuskim precedensem prawnym (parking powyżej 1500 m² musi mieć zadaszenie PV), który prędzej czy później dotrze nad Wisłę.

Strategiczną klamrę dnia drugiego spięła Mariola Dudek z Play — i było to wystąpienie, które najpełniej pokazało, dokąd zmierza ten zawód. Dudek odpowiada w P4 jednocześnie za nieruchomości, flotę, energię i zakupy strategiczne — i właśnie ta holistyczna perspektywa pozwala jej mówić do zarządu jednym językiem. Prostym, bo — jak ujęła — „drugi zakręt techniczny i zarząd już odpadł". Jej portfel to podręcznikowa architektura: 85% wolumenu zahedżowane, 15% na rynku SPOT, korytarze decyzyjne stop-loss i take-profit oraz żelazna zasada „no panic clicks”. Dwa kontrakty PPA — Statkraft na dziesięć lat w formule baseload i Airpower Kaczory na dwanaście lat w formule pay-as-nominated — celowo różne, bo to, co na papierze tańsze, w bezwietrznym styczniu potrafi dopłatami ze SPOT-u zrównać się z droższym. Do tego model additionality: tylko farmy greenfield, bo kupowanie certyfikatów z istniejących instalacji to — powiedziała wprost — greenwashing. I obserwacja, która powinna zelektryzować każdy dział zakupów: dystrybucja stanowi już 41% portfela kosztowego, wobec 27% cztery lata temu. Nikt tego nie zauważył, a quick winy — moc umowna, taryfa, moc bierna — leżą na stole.

Konferencję zamknął Maciej Korzeniowski z ID Logistics historią, która jest najlepszą puentą, jaką można było wymyślić. W 2022 roku w jego organizacji — 40 magazynów, ponad milion metrów kwadratowych, klienci pokroju Amazona i Inditeksu — nie było energy managera. Trzy lata później firma redukuje zużycie o 35%, osiąga 81% energii z OZE i robi to w odwrotnej kolejności, niż podpowiada rynek dostawców: najpierw standardy bezkosztowe — uszczelki, temperatura wody, harmonogramy wentylacji, gaszenie stanowisk — dopiero potem inwestycje. „Nie kupuj DALI, jeżeli nie zmieniasz uszczelek". A do deweloperów skierował komunikat, który w sali pełnej przedstawicieli rynku nieruchomości wybrzmiał wyjątkowo mocno: co roku weryfikujemy koszty wyjścia — jeśli właściciel nie podnosi standardów, idziemy do konkurencji.

Dokąd zmierza energy management

Z siedemnastu wystąpień układa się spójna mapa. Po pierwsze: koniec ery wolumenu. Liczy się profil — kiedy zużywasz, nie ile. Ceny ujemne, taryfy dynamiczne i premie za poprawę profilu przesuwają wartość z zakupu na sterowanie, a magazyn energii, trzykrotnie tańszy niż trzy lata temu, staje się narzędziem codziennej arytmetyki, nie gadżetem.

Po drugie: zmiana tożsamości zawodu. Strażnik kosztów ustępuje architektowi wartości — i nie jest to figura retoryczna, skoro Mindykowski i Dudek, z dwóch zupełnie różnych organizacji, użyli niemal identycznego słowa. Energy manager 2026 mówi do zarządu językiem ryzyka, ROI i strategii, a nie kilowatów.

Po trzecie: ciepło przestaje być odpadem, a budynek przestaje być wyłącznie konsumentem. Towarowa 22 dowiodła, że prosumeryzm ciepła ma w Polsce działający model biznesowy, a presja regulacyjna — RED III, EED, Fit for 55 — sprawi, że to, co dziś jest pionierskie, za pięć lat będzie wymogiem.

Po czwarte: skala bije innowację. Trzydzieści minut światła razy 2774 sklepy, minuta razy 850 restauracji, 20 minut nieużywanego stanowiska razy 1500 stanowisk — największe oszczędcze projekty tej konferencji nie wymagały ani złotówki CAPEX-u, tylko standardu, dyscypliny i systemu, który pilnuje obu.

I po piąte, wątek, który wracał u Witczaka, Tyszki i Kwiatkowskiego niezależnie od siebie: polska szkoła energy managementu stała się kompetencją eksportową. Polskie wdrożenia EMS w McDonald's są wzorcem dla globalnej organizacji, polski oddział Salling Group jest laboratorium grupy, polscy integratorzy liczą wdrożenia w setkach. Drogie media i trudny miks energetyczny okazały się — paradoksalnie — najlepszą szkołą zawodu w Europie.

Jeśli pierwszej edycji Navigatora można było zarzucić, że energy management to wciąż temat dla entuzjastów, druga edycja ten zarzut zamknęła. Na sali nie było entuzjastów. Byli ludzie, którzy zarządzają setkami gigawatogodzin, podpisują dziesięcioletnie kontrakty PPA i odpowiadają przed zarządami za dziesiątki milionów złotych. Rozmawiali ze sobą szczerze — także o tym, co się nie opłaca, co wstrzymali i czego nie wiedzą. A pomiędzy 48% firm działających w ślepej strefie a praktykami, którzy z 30 minut światła robią 160 sklepów, rozciąga się przestrzeń, która jest jednocześnie diagnozą polskiej gospodarki i polem do zagospodarowania na lata. Trzecia edycja ma o czym rozmawiać.

{{comment-one}}


Navigator 2026 — Energy Management Masterclass vol. 2 odbył się 12–13 maja 2026 r. w Warsaw Trade Tower w Warszawie. Organizatorem wydarzenia jest Magazyn Obiekty.

Komentarz

Obiekty Navigator 2026 pod lupą. Teoria ustępuje miejsca praktyce

Druga edycja konferencji Obiekty Navigator – pod hasłem „Ciepło i prąd dla świadomego biznesu. Energy Management Masterclass vol. 2” – potwierdziła, że rynek pilnie potrzebuje platform do szczerej wymiany doświadczeń. Dwudniowe wydarzenie, zorganizowane na 32. piętrze warszawskiego wieżowca WTT, uciekło od teoretycznych rozważań, skupiając się niemal wyłącznie na praktyce. Spotkali się tu facility i asset managerowie, zarządzający energią oraz czołowi dostawcy technologii, by zderzyć rynkowe plany z operacyjną rzeczywistością.

Od strategii po śruby i kable

Siłą agendy była jej różnorodność. Na scenie spotkali się przedstawiciele największych sieci handlowych i właściciele potężnych portfeli nieruchomości, ale też dostawcy sprzętu (hardware) i oprogramowania (software) oraz operatorzy energetyczni.

Dzięki takiemu przekrojowi temat zarządzania energią potraktowano kompleksowo. Dyskutowano zarówno o wysokopoziomowych strategiach ESG i zakupach na rynku SPOT, jak i o wyzwaniach typowo inżynieryjnych: wdrażaniu wiat fotowoltaicznych (carports), modernizacji systemów HVAC w magazynach czy odzyskiwaniu ciepła odpadowego z Data Center. W centrum tej dyskusji nieustannie przewijała się kluczowa rola energy managera, który w organizacjach wieloobiektowych musi dziś łączyć świat techniki ze światem finansów.

Teoria ustępuje miejsca praktyce

Z punktu widzenia uczestników najcenniejszym elementem konferencji były sesje opierające się na wdrożeniach i analizach przypadków (case studies). To one sprowadziły dyskusję z poziomu wzniosłych, korporacyjnych deklaracji wprost do realiów operacyjnych. Rozbudowany panel pytań i odpowiedzi (Q&A) pozwolił na otwartą wymianę myśli – mówiono nie tylko o sukcesach, ale też o kosztownych błędach i barierach implementacyjnych w obiektach o różnym profilu. Wydarzenie spełniło tym samym swoją najważniejszą funkcję: nie było jedynie festiwalem sprzedażowych prezentacji, lecz miejscem rzeczywistego transferu wiedzy i pomysłów.

Podczas Navigatora 2026 bardzo wyraźnie wybrzmiał jeden główny wniosek. Zarządzanie energią przestało być wyłącznie technicznym obowiązkiem działów utrzymania. To dziś pełnoprawny proces biznesowy, który krytycznie wpływa na koszty operacyjne, uodparnia firmę na wstrząsy rynkowe i buduje przewagę konkurencyjną całego portfela nieruchomości. Aby jednak proces dekarbonizacji miał sens finansowy, musi opierać się na twardych danych i wskaźnikach, które były szeroko omawiane podczas prelekcji.

Praktyczny wymiar miały również prezentacje partnerów i wystawców. Uczestnicy mogli na miejscu skonfrontować obietnice technologiczne (np. w zakresie magazynów energii) z ich potencjałem do redukcji kosztów.

Czego zabrakło? Apel na przyszłość

Formuła warsztatowa oparta na case studies to kierunek, który organizatorzy bezwzględnie powinni utrzymać. Analizując jednak wyzwania stojące przed branżą, naturalnym krokiem w kolejnych edycjach wydaje się rozszerzenie grona prelegentów o tych, którzy ostatecznie... wykładają na to wszystko pieniądze.

Cenny byłby punkt widzenia instytucji finansujących przedsięwzięcia energetyczne: banków, funduszy inwestycyjnych oraz doradców oferujących modele takie jak EPC, PPA czy ESCO. Dalsze wzbogacenie programu o głos analityków rynku energii, doradców transakcyjnych i regulatorów mogłoby świetnie domknąć dyskusję o tym, jak zewnętrzne uwarunkowania finansowo-prawne wpływają na dzisiejsze decyzje o modernizacji budynków.

Podsumowując, Obiekty Navigator 2026 obronił status merytorycznego forum dla profesjonalistów. Wydarzenie udowodniło, że o efektywności energetycznej można rozmawiać holistycznie – od poprawy codziennych operacji i generowania zysków, po ambitne procesy dekarbonizacji, które stają się rynkowym „być albo nie być”.

REKLAMA
O autorze
O rozmówcach