Zamknij

Twój koszyk

Razem: 0.00 zł
Razem z VAT: 0,00 zł
Przejdź do kasy

Kto naprawdę odpowiada za bezpieczeństwo?

Centrala ustanawia standardy, FM zarządza infrastrukturą, IT nadzoruje systemy, a agencja realizuje ochronę. Każdy wykonuje swoje zadania – tylko kto łączy je w jeden spójny system? I co mają zrobić firmy, których nie stać na pełnoetatowego dyrektora bezpieczeństwa?
REKLAMA
W dużej organizacji bezpieczeństwo rzadko jest wyłącznie problemem braku odpowiednich systemów czy procedur. Częściej jego źródłem jest rozproszona odpowiedzialność. Centrala ustanawia standardy, lokalny zarząd odpowiada za wyniki, facility management zarządza infrastrukturą, dział IT nadzoruje systemy informatyczne, a zewnętrzna agencja realizuje usługę ochrony. Każdy wykonuje swoje zadania, ale nie zawsze istnieje osoba, która łączy wszystkie te działania w jeden spójny system.

Dla zarządu to problem znacznie szerszy niż organizacja ochrony. Incydent bezpieczeństwa może oznaczać straty finansowe, przerwanie działalności, utratę kontraktu, odpowiedzialność prawną, wzrost kosztów ubezpieczenia czy utratę zaufania klientów i najemców. Z kolei nieprzemyślane inwestycje w zabezpieczenia mogą generować wysokie koszty bez proporcjonalnej poprawy poziomu ochrony.
Dlatego bezpieczeństwo powinno być traktowane jako element zarządzania ryzykiem biznesowym, a nie wyłącznie koszt operacyjny. Właśnie temu służy governance, czyli uporządkowany model podejmowania decyzji, podziału odpowiedzialności i nadzoru nad realizacją przyjętych standardów.

Bezpieczeństwo jako decyzja biznesowa

Z perspektywy zarządu podstawowe pytanie nie brzmi: ile kamer powinniśmy zainstalować ani ilu pracowników ochrony zatrudnić? Brzmi ono: jakie ryzyko ponosi nasza organizacja, jakie mogą być jego konsekwencje i czy obecne zabezpieczenia są adekwatne do skali zagrożeń?

To zasadnicza różnica. Zakup technologii lub usługi jest środkiem do osiągnięcia określonego rezultatu, a nie celem samym w sobie. Nowoczesny system CCTV, kontrola dostępu czy całodobowa ochrona mogą ograniczać ryzyko, ale nie gwarantują, że organizacja będzie przygotowana na każdy scenariusz. Podobnie redukcja kosztów ochrony nie musi oznaczać pogorszenia bezpieczeństwa, o ile wynika z analizy ryzyka i racjonalnego przeprojektowania modelu działania.

Zarząd powinien więc znać trzy podstawowe elementy: najważniejsze zagrożenia, potencjalne konsekwencje ich wystąpienia oraz koszt i skuteczność działań ograniczających ryzyko. Przykładowo czasowa niedostępność centrum logistycznego może oznaczać nie tylko koszt naprawy uszkodzonej infrastruktury, lecz także opóźnienia dostaw, kary umowne, konieczność przeniesienia operacji i utratę zaufania klientów. Właściwie zaprojektowane zabezpieczenia, procedury awaryjne i plany ciągłości działania należy zatem oceniać również przez pryzmat strat, którym mogą zapobiec.

Nie oznacza to, że każdą inwestycję w bezpieczeństwo da się uzasadnić prostym rachunkiem zwrotu. Część działań wynika z obowiązków prawnych, wymagań kontraktowych lub konieczności ochrony życia i zdrowia. Nawet wtedy zarząd powinien jednak rozumieć, jaki problem rozwiązuje dane przedsięwzięcie, jakie ryzyko pozostaje i dlaczego wybrano konkretny wariant.

Jeden obszar, wiele odpowiedzialności

Bezpieczeństwo fizyczne i techniczne, zarządzanie ryzykiem, zarządzanie kryzysowe oraz zarządzanie ciągłością działania (Business Continuity Management, BCM) są ze sobą ściśle powiązane. Mimo to w wielu firmach funkcjonują jako oddzielne obszary, nadzorowane przez różne działy lub zewnętrznych dostawców.

Dział administracji zamawia ochronę, Facility Management odpowiada za utrzymanie instalacji, IT zajmuje się infrastrukturą sieciową, HR prowadzi szkolenia, a kwestie ciągłości działania pozostają w gestii osób, które mają również inne obowiązki. Taki podział nie musi być błędem. Problem pojawia się wtedy, gdy brakuje koordynacji i wspólnej odpowiedzialności za rezultat.
Organizacja może dysponować nowoczesnymi zabezpieczeniami, a mimo to nie być przygotowana na poważny incydent. Przyczyną może być brak procedur współdziałania, niejasne zasady podejmowania decyzji albo nieprzygotowanie do funkcjonowania podczas awarii czy niedostępności kluczowego obiektu.

Z punktu widzenia biznesu oznacza to ryzyko, którego często nie widać w bieżących raportach kosztowych. Poszczególne działy realizują swoje budżety, ale nikt nie ocenia, czy łączny efekt ich działań odpowiada potrzebom przedsiębiorstwa. Dlatego bezpieczeństwa nie należy utożsamiać z samą ochroną fizyczną. To szerszy obszar zarządzania ryzykiem, obejmujący identyfikację zagrożeń, dobór zabezpieczeń, nadzór nad dostawcami, reagowanie na incydenty i utrzymanie ciągłości działania.

Dyrektor bezpieczeństwa jako partner zarządu

W dojrzałym modelu organizacyjnym za integrację tych działań powinien odpowiadać dyrektor ds. bezpieczeństwa lub osoba o równoważnych kompetencjach i uprawnieniach. Nie musi osobiście zarządzać każdym posterunkiem ochrony ani nadzorować każdej instalacji. Jego zadaniem jest koordynowanie całego obszaru, ustalanie priorytetów i dbanie o to, by decyzje operacyjne wspierały cele biznesowe.

Taka osoba powinna rozumieć zarówno fizyczne zabezpieczenia obiektów, jak i organizacyjne aspekty zarządzania ryzykiem. Musi umieć ocenić skuteczność przyjętych rozwiązań, planować inwestycje, nadzorować dostawców i przedstawiać kierownictwu konsekwencje konkretnych decyzji.

Równie ważna jest współpraca z innymi działami. Dyrektor bezpieczeństwa nie zastępuje CISO (dyrektora ds. bezpieczeństwa informacji) w zakresie cyberbezpieczeństwa ani Facility Managementu w utrzymaniu nieruchomości. Powinien natomiast zapewniać, że zagadnienia dotyczące kilku obszarów są uzgadniane i nadzorowane w sposób spójny.

Przykładem może być awaria kontroli dostępu w biurowcu. Służby techniczne usuwają usterkę, ale ktoś musi również ocenić ryzyko dla obiektu, określić tymczasowe środki ochrony, ustalić sposób komunikacji z najemcami i nadzorować przywrócenie normalnego funkcjonowania. Podobnie jest w przypadku pożaru, sabotażu czy długotrwałej awarii infrastruktury – techniczna reakcja to tylko jeden z elementów zarządzania sytuacją.

Dyrektor bezpieczeństwa powinien mieć jasno określony mandat, dostęp do kadry zarządzającej i możliwość wpływania na decyzje budżetowe. W przeciwnym razie jego rola ograniczy się do przygotowywania rekomendacji, których nikt nie wdraża.
Zarząd potrzebuje przy tym informacji podanych w języku biznesowym. Zamiast zestawienia liczby kamer, kontroli i posterunków powinien otrzymywać obraz najważniejszych ryzyk, potencjalnych strat, luk w zabezpieczeniach, kosztów ich usunięcia i priorytetów inwestycyjnych. Dzięki temu może podejmować decyzje dotyczące akceptacji ryzyka, finansowania działań i kolejności realizacji projektów.

Globalne standardy i lokalna egzekucja

W międzynarodowych korporacjach centrala zazwyczaj ustanawia wspólne polityki i minimalne wymagania. Ułatwia to porównywanie ryzyk, standaryzację raportowania i wykorzystywanie doświadczeń z różnych rynków. Nie można jednak zakładać, że identyczne rozwiązania sprawdzą się w każdej lokalizacji. Innych zabezpieczeń wymaga biurowiec, innych centrum logistyczne, a jeszcze innych zakład produkcyjny. Znaczenie mają również lokalne przepisy, profil działalności, wartość chronionych zasobów i konsekwencje ewentualnego przestoju.

Efektywny model governance powinien zatem łączyć centralne standardy z lokalną oceną ryzyka. Centrala określa minimalne wymagania, a lokalny zespół wdraża je i dostosowuje do warunków operacyjnych. Odstępstwa powinny być uzasadnione, udokumentowane i zatwierdzone na odpowiednim szczeblu.

Z perspektywy zarządu ważne jest również, aby standardy nie generowały kosztów oderwanych od rzeczywistych potrzeb. Zarówno nadmierne zabezpieczenia, jak i zbyt daleko idące oszczędności mogą być nieuzasadnione ekonomicznie. Zadaniem osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo jest przedstawić konsekwencje obu wariantów i zaproponować rozwiązanie adekwatne do ryzyka.

Bezpieczeństwo w cyklu inwestycyjnym

Jednym z częstszych błędów jest angażowanie specjalistów bezpieczeństwa dopiero po podjęciu najważniejszych decyzji dotyczących nieruchomości. Tymczasem wymagania ochronne powinny być uwzględniane już na etapie planowania inwestycji, modernizacji i budżetu CAPEX. Dotyczy to układu wejść, organizacji ruchu osób, stref o ograniczonym dostępie, doboru systemów CCTV i kontroli dostępu oraz możliwości integracji urządzeń. Trzeba uwzględnić także koszty utrzymania, serwisu i późniejszej rozbudowy infrastruktury.
Zakup nowoczesnych kamer nie rozwiąże problemu, jeżeli nie zapewniono właściwego pokrycia newralgicznych stref, procedur weryfikacji alarmów i osób odpowiedzialnych za reakcję. Rozbudowany system kontroli dostępu nie będzie skuteczny, jeżeli organizacja nie kontroluje nadawania i odbierania uprawnień.

Podobnie należy oceniać umowy z dostawcami ochrony i usług technicznych. Poza ceną trzeba określić wymagania jakościowe, czasy reakcji, zasady eskalacji incydentów, sposób raportowania i mechanizmy kontroli wykonania usługi.

W praktyce analiza bezpieczeństwa może pomóc nie tylko uzasadnić dodatkowe wydatki, lecz także ograniczyć niepotrzebne koszty. Audyt może wykazać, że część zabezpieczeń jest niewykorzystywana, systemy dublują swoje funkcje, a zakres usług dostawcy nie odpowiada faktycznym potrzebom obiektu. Może też ujawnić niedoinwestowane obszary, w których pozorne oszczędności narażają firmę na znacznie większe straty. Celem nie jest więc zawsze zwiększanie budżetu, ale takie jego wykorzystanie, by każda istotna pozycja miała uzasadnienie biznesowe.

Jak mierzyć skuteczność?

Liczba incydentów jest ważnym, ale niewystarczającym miernikiem bezpieczeństwa. Niska liczba zgłoszeń może świadczyć o skutecznej ochronie, ale również o niepełnym raportowaniu lub niewykrywaniu zdarzeń. Dlatego warto analizować także czas reakcji na alarmy, wyniki audytów, terminowość usuwania usterek, realizację działań naprawczych, poziom przeszkolenia pracowników i wyniki testów procedur awaryjnych. Istotne są też straty finansowe, powtarzalność incydentów i czas potrzebny na przywrócenie działalności.
Zarząd powinien znać odpowiedzi na kilka podstawowych pytań: 
  • jakie są najważniejsze ryzyka?
  • które z nich przekraczają przyjęty poziom tolerancji?
  • ile kosztuje ich ograniczenie?
  • jakie będą konsekwencje odłożenia decyzji?
Właśnie takie informacje pozwalają porównywać projekty bezpieczeństwa z innymi potrzebami inwestycyjnymi firmy.

Pomocne mogą być normy ISO 31000 dotyczące zarządzania ryzykiem oraz ISO 22301 w zakresie ciągłości działania. Nie zastępują one właściwego podziału odpowiedzialności, ale pomagają uporządkować procesy i monitorować ich skuteczność.

Warto również powiązać bezpieczeństwo z ochroną reputacji, relacjami z najemcami i klientami oraz stabilnością operacyjną. Poważny incydent może wpłynąć na wiarygodność organizacji, a długotrwały przestój – na jej zdolność do realizacji zobowiązań. To konsekwencje biznesowe, których nie widać w samym zestawieniu kosztów ochrony.

Czy każda firma potrzebuje dyrektora bezpieczeństwa?

Wiele przedsiębiorstw nie ma osoby odpowiedzialnej za całościowe zarządzanie bezpieczeństwem. Nie zawsze wynika to z lekceważenia zagrożeń. Często firma nie ma wystarczającej skali działalności, by uzasadnić zatrudnienie dyrektora na pełen etat. W innych organizacjach obowiązki są rozproszone między kilka działów, a zarząd nie ma pełnego obrazu ryzyka ani pewności, czy wydatki na zabezpieczenia przynoszą oczekiwane rezultaty.

Nie każda firma potrzebuje więc własnego działu bezpieczeństwa ani pełnoetatowego dyrektora. Każda powinna jednak świadomie określić, kto koordynuje ten obszar i kto wspiera zarząd w podejmowaniu decyzji.

Rozwiązaniem może być interim security manager, czyli zewnętrzny menedżer bezpieczeństwa. To model współpracy, w którym doświadczony specjalista obejmuje nadzór nad określonym obszarem bezpieczeństwa bez konieczności tworzenia pełnoetatowego stanowiska. W zależności od potrzeb może przeprowadzić audyt, przygotować plan poprawy bezpieczeństwa, nadzorować ochronę fizyczną i systemy techniczne, koordynować dostawców, wspierać zarządzanie ryzykiem i BCM, opracowywać procedury oraz raportować bezpośrednio do zarządu. Może również uczestniczyć w planowaniu inwestycji, przetargach i negocjacjach z firmami świadczącymi usługi ochrony.

Z perspektywy biznesowej istotne są dwie korzyści. Pierwsza to dostęp do kompetencji, których firma nie musi utrzymywać we własnej strukturze przez cały czas. Druga to możliwość niezależnej oceny istniejących rozwiązań, kosztów i umów. Zewnętrzny menedżer może pomóc ustalić, gdzie warto inwestować, gdzie wystarczy zmiana procedur, a gdzie można zoptymalizować wydatki bez nieuzasadnionego zwiększania ryzyka.

Współpraca może mieć formę stałego abonamentu, określonej liczby dni w miesiącu lub projektu realizowanego w konkretnym celu. Dzięki temu przedsiębiorstwo uzyskuje dostęp do kompetencji zarządczych za ułamek kosztu zatrudnienia dyrektora na pełen etat, a zakres wsparcia dopasowuje do rzeczywistych potrzeb.

Model ten może być szczególnie przydatny dla średnich przedsiębiorstw, właścicieli nieruchomości, firm logistycznych i produkcyjnych oraz organizacji zarządzających wieloma lokalizacjami. Sprawdzi się również tam, gdzie istnieją już służby ochrony i infrastruktura techniczna, ale brakuje osoby, która oceniałaby ich skuteczność z perspektywy całego biznesu.
Nie oznacza to przeniesienia odpowiedzialności zarządu na zewnętrznego eksperta. Zarząd nadal podejmuje decyzje i akceptuje ryzyko, natomiast interim security manager dostarcza kompetencji, analiz i nadzoru, które pomagają robić to świadomie. W praktyce może to być rozsądny pierwszy krok do uporządkowania bezpieczeństwa, zanim organizacja zdecyduje się na budowę własnej struktury.

Bezpieczeństwo, które wspiera biznes

Skuteczny model governance nie wymaga rozbudowanej biurokracji, ale jasnego podziału odpowiedzialności, wiarygodnej informacji o ryzyku i mechanizmu przekładania tej wiedzy na decyzje inwestycyjne oraz operacyjne. Dla jednych firm właściwym rozwiązaniem będzie własny dyrektor bezpieczeństwa, dla innych – współpraca z interim security managerem. Niezależnie od modelu kluczowe jest, by ochrona fizyczna, zabezpieczenia techniczne, zarządzanie ryzykiem, reagowanie kryzysowe i ciągłość działania nie funkcjonowały jako odrębne, niepowiązane ze sobą obszary.

Zarząd nie musi samodzielnie rozstrzygać kwestii technicznych. Musi jednak wiedzieć, czy organizacja jest odpowiednio zabezpieczona, jakie ryzyko pozostaje i czy przeznaczane środki odpowiadają skali zagrożeń. Rolą eksperta ds. bezpieczeństwa jest dostarczenie tej wiedzy, zaproponowanie rozwiązań i dopilnowanie ich wdrożenia.

O dojrzałości bezpieczeństwa nie świadczy liczba kamer, posterunków ani stron procedur, lecz zdolność organizacji do ograniczania strat, utrzymania ciągłości działania i podejmowania świadomych decyzji dotyczących ryzyka. Właśnie dlatego bezpieczeństwo powinno być postrzegane nie jako koszt, który należy minimalizować za wszelką cenę, ale jako obszar zarządzania, który ma chronić wartość przedsiębiorstwa.

REKLAMA
Subscribe to newsletter

Subscribe to receive the latest blog posts to your inbox every week.

By subscribing you agree to with our Privacy Policy.
Thank you! Your submission has been received!
Oops! Something went wrong while submitting the form.

Polecane artykuły

CSIRT Energia: Polskie Sieci Elektroenergetyczne zbudują nową linię obrony przed cyberatakami

PSE utworzy CSIRT Energia – pierwszy sektorowy zespół reagowania na cyberataki w polskiej energetyce. Projekt koordynowany przez Ministerstwo Energii obejmie technologie IT i OT.

PSE i Litgrid z kluczową umową dla Harmony Link: Polska i Litwa wzmacniają bezpieczeństwo energetyczne regionu

PSE i Litgrid podpisały umowę regulującą techniczne aspekty Harmony Link. Projekt zakłada budowę połączenia 220 kV o mocy 700 MW, wzmacniając wymianę energii między Polską a Litwą.

BauWatch Crime Report 2026: Jesienny wzrost ryzyka kradzieży przy spadku poziomu zabezpieczeń na budowach

Raport BauWatch Crime Report 2026 analizuje bezpieczeństwo na polskich placach budowy. Dane wskazują na wzrost kradzieży jesienią i spadek liczby stosowanych systemów alarmowych.

Najnowsze wydanie!

Magazyn
2026
11
<< ARTYKUŁ TOWARZYSZĄCY

Kto naprawdę odpowiada za bezpieczeństwo?

03.11.2026
Tomasz Grzelak
przewodniczący Grupy Doradczej ds. Bezpieczeństwa w Polskiej Radzie Facility Management
Pokaż bio

Head of Security & Business Continuity Management Poland, DHL Supply Chain przewodniczący Grupy Doradczej ds. Bezpieczeństwa w Polskiej Radzie Facility Management

Doświadczony ekspert ds. bezpieczeństwa z wieloletnim doświadczeniem w międzynarodowym biznesie z osiągnięciami we wdrażaniu innowacyjnych projektów technologicznych i organizacyjnych. Zajmuje obecnie stanowisko Head of Security & Business Continuity Management Poland w firmie DHL Supply Chain. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji oraz Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Łódzkiego. Założyciel firmy Stay Safe Poland świadczącej usługi konsultingowo – doradcze z zakresu bezpieczeństwa biznesu, ochrony osób i mienia, bezpieczeństwa technicznego. Pełni funkcję Przewodniczącego Grupy doradczej ds. Bezpieczeństwa w Polskiej Radzie Facility Management. Publicysta w mediach, konsultant, szkoleniowiec, certyfikowany audytor standardów ISO.

Rozmawiał/-a
Sylwia Łysak
Stanowisko
Centrala ustanawia standardy, FM zarządza infrastrukturą, IT nadzoruje systemy, a agencja realizuje ochronę. Każdy wykonuje swoje zadania – tylko kto łączy je w jeden spójny system? I co mają zrobić firmy, których nie stać na pełnoetatowego dyrektora bezpieczeństwa?
REKLAMA
W dużej organizacji bezpieczeństwo rzadko jest wyłącznie problemem braku odpowiednich systemów czy procedur. Częściej jego źródłem jest rozproszona odpowiedzialność. Centrala ustanawia standardy, lokalny zarząd odpowiada za wyniki, facility management zarządza infrastrukturą, dział IT nadzoruje systemy informatyczne, a zewnętrzna agencja realizuje usługę ochrony. Każdy wykonuje swoje zadania, ale nie zawsze istnieje osoba, która łączy wszystkie te działania w jeden spójny system.

Dla zarządu to problem znacznie szerszy niż organizacja ochrony. Incydent bezpieczeństwa może oznaczać straty finansowe, przerwanie działalności, utratę kontraktu, odpowiedzialność prawną, wzrost kosztów ubezpieczenia czy utratę zaufania klientów i najemców. Z kolei nieprzemyślane inwestycje w zabezpieczenia mogą generować wysokie koszty bez proporcjonalnej poprawy poziomu ochrony.
Dlatego bezpieczeństwo powinno być traktowane jako element zarządzania ryzykiem biznesowym, a nie wyłącznie koszt operacyjny. Właśnie temu służy governance, czyli uporządkowany model podejmowania decyzji, podziału odpowiedzialności i nadzoru nad realizacją przyjętych standardów.

Bezpieczeństwo jako decyzja biznesowa

Z perspektywy zarządu podstawowe pytanie nie brzmi: ile kamer powinniśmy zainstalować ani ilu pracowników ochrony zatrudnić? Brzmi ono: jakie ryzyko ponosi nasza organizacja, jakie mogą być jego konsekwencje i czy obecne zabezpieczenia są adekwatne do skali zagrożeń?

To zasadnicza różnica. Zakup technologii lub usługi jest środkiem do osiągnięcia określonego rezultatu, a nie celem samym w sobie. Nowoczesny system CCTV, kontrola dostępu czy całodobowa ochrona mogą ograniczać ryzyko, ale nie gwarantują, że organizacja będzie przygotowana na każdy scenariusz. Podobnie redukcja kosztów ochrony nie musi oznaczać pogorszenia bezpieczeństwa, o ile wynika z analizy ryzyka i racjonalnego przeprojektowania modelu działania.

Zarząd powinien więc znać trzy podstawowe elementy: najważniejsze zagrożenia, potencjalne konsekwencje ich wystąpienia oraz koszt i skuteczność działań ograniczających ryzyko. Przykładowo czasowa niedostępność centrum logistycznego może oznaczać nie tylko koszt naprawy uszkodzonej infrastruktury, lecz także opóźnienia dostaw, kary umowne, konieczność przeniesienia operacji i utratę zaufania klientów. Właściwie zaprojektowane zabezpieczenia, procedury awaryjne i plany ciągłości działania należy zatem oceniać również przez pryzmat strat, którym mogą zapobiec.

Nie oznacza to, że każdą inwestycję w bezpieczeństwo da się uzasadnić prostym rachunkiem zwrotu. Część działań wynika z obowiązków prawnych, wymagań kontraktowych lub konieczności ochrony życia i zdrowia. Nawet wtedy zarząd powinien jednak rozumieć, jaki problem rozwiązuje dane przedsięwzięcie, jakie ryzyko pozostaje i dlaczego wybrano konkretny wariant.

Jeden obszar, wiele odpowiedzialności

Bezpieczeństwo fizyczne i techniczne, zarządzanie ryzykiem, zarządzanie kryzysowe oraz zarządzanie ciągłością działania (Business Continuity Management, BCM) są ze sobą ściśle powiązane. Mimo to w wielu firmach funkcjonują jako oddzielne obszary, nadzorowane przez różne działy lub zewnętrznych dostawców.

Dział administracji zamawia ochronę, Facility Management odpowiada za utrzymanie instalacji, IT zajmuje się infrastrukturą sieciową, HR prowadzi szkolenia, a kwestie ciągłości działania pozostają w gestii osób, które mają również inne obowiązki. Taki podział nie musi być błędem. Problem pojawia się wtedy, gdy brakuje koordynacji i wspólnej odpowiedzialności za rezultat.
Organizacja może dysponować nowoczesnymi zabezpieczeniami, a mimo to nie być przygotowana na poważny incydent. Przyczyną może być brak procedur współdziałania, niejasne zasady podejmowania decyzji albo nieprzygotowanie do funkcjonowania podczas awarii czy niedostępności kluczowego obiektu.

Z punktu widzenia biznesu oznacza to ryzyko, którego często nie widać w bieżących raportach kosztowych. Poszczególne działy realizują swoje budżety, ale nikt nie ocenia, czy łączny efekt ich działań odpowiada potrzebom przedsiębiorstwa. Dlatego bezpieczeństwa nie należy utożsamiać z samą ochroną fizyczną. To szerszy obszar zarządzania ryzykiem, obejmujący identyfikację zagrożeń, dobór zabezpieczeń, nadzór nad dostawcami, reagowanie na incydenty i utrzymanie ciągłości działania.

Dyrektor bezpieczeństwa jako partner zarządu

W dojrzałym modelu organizacyjnym za integrację tych działań powinien odpowiadać dyrektor ds. bezpieczeństwa lub osoba o równoważnych kompetencjach i uprawnieniach. Nie musi osobiście zarządzać każdym posterunkiem ochrony ani nadzorować każdej instalacji. Jego zadaniem jest koordynowanie całego obszaru, ustalanie priorytetów i dbanie o to, by decyzje operacyjne wspierały cele biznesowe.

Taka osoba powinna rozumieć zarówno fizyczne zabezpieczenia obiektów, jak i organizacyjne aspekty zarządzania ryzykiem. Musi umieć ocenić skuteczność przyjętych rozwiązań, planować inwestycje, nadzorować dostawców i przedstawiać kierownictwu konsekwencje konkretnych decyzji.

Równie ważna jest współpraca z innymi działami. Dyrektor bezpieczeństwa nie zastępuje CISO (dyrektora ds. bezpieczeństwa informacji) w zakresie cyberbezpieczeństwa ani Facility Managementu w utrzymaniu nieruchomości. Powinien natomiast zapewniać, że zagadnienia dotyczące kilku obszarów są uzgadniane i nadzorowane w sposób spójny.

Przykładem może być awaria kontroli dostępu w biurowcu. Służby techniczne usuwają usterkę, ale ktoś musi również ocenić ryzyko dla obiektu, określić tymczasowe środki ochrony, ustalić sposób komunikacji z najemcami i nadzorować przywrócenie normalnego funkcjonowania. Podobnie jest w przypadku pożaru, sabotażu czy długotrwałej awarii infrastruktury – techniczna reakcja to tylko jeden z elementów zarządzania sytuacją.

Dyrektor bezpieczeństwa powinien mieć jasno określony mandat, dostęp do kadry zarządzającej i możliwość wpływania na decyzje budżetowe. W przeciwnym razie jego rola ograniczy się do przygotowywania rekomendacji, których nikt nie wdraża.
Zarząd potrzebuje przy tym informacji podanych w języku biznesowym. Zamiast zestawienia liczby kamer, kontroli i posterunków powinien otrzymywać obraz najważniejszych ryzyk, potencjalnych strat, luk w zabezpieczeniach, kosztów ich usunięcia i priorytetów inwestycyjnych. Dzięki temu może podejmować decyzje dotyczące akceptacji ryzyka, finansowania działań i kolejności realizacji projektów.

Globalne standardy i lokalna egzekucja

W międzynarodowych korporacjach centrala zazwyczaj ustanawia wspólne polityki i minimalne wymagania. Ułatwia to porównywanie ryzyk, standaryzację raportowania i wykorzystywanie doświadczeń z różnych rynków. Nie można jednak zakładać, że identyczne rozwiązania sprawdzą się w każdej lokalizacji. Innych zabezpieczeń wymaga biurowiec, innych centrum logistyczne, a jeszcze innych zakład produkcyjny. Znaczenie mają również lokalne przepisy, profil działalności, wartość chronionych zasobów i konsekwencje ewentualnego przestoju.

Efektywny model governance powinien zatem łączyć centralne standardy z lokalną oceną ryzyka. Centrala określa minimalne wymagania, a lokalny zespół wdraża je i dostosowuje do warunków operacyjnych. Odstępstwa powinny być uzasadnione, udokumentowane i zatwierdzone na odpowiednim szczeblu.

Z perspektywy zarządu ważne jest również, aby standardy nie generowały kosztów oderwanych od rzeczywistych potrzeb. Zarówno nadmierne zabezpieczenia, jak i zbyt daleko idące oszczędności mogą być nieuzasadnione ekonomicznie. Zadaniem osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo jest przedstawić konsekwencje obu wariantów i zaproponować rozwiązanie adekwatne do ryzyka.

Bezpieczeństwo w cyklu inwestycyjnym

Jednym z częstszych błędów jest angażowanie specjalistów bezpieczeństwa dopiero po podjęciu najważniejszych decyzji dotyczących nieruchomości. Tymczasem wymagania ochronne powinny być uwzględniane już na etapie planowania inwestycji, modernizacji i budżetu CAPEX. Dotyczy to układu wejść, organizacji ruchu osób, stref o ograniczonym dostępie, doboru systemów CCTV i kontroli dostępu oraz możliwości integracji urządzeń. Trzeba uwzględnić także koszty utrzymania, serwisu i późniejszej rozbudowy infrastruktury.
Zakup nowoczesnych kamer nie rozwiąże problemu, jeżeli nie zapewniono właściwego pokrycia newralgicznych stref, procedur weryfikacji alarmów i osób odpowiedzialnych za reakcję. Rozbudowany system kontroli dostępu nie będzie skuteczny, jeżeli organizacja nie kontroluje nadawania i odbierania uprawnień.

Podobnie należy oceniać umowy z dostawcami ochrony i usług technicznych. Poza ceną trzeba określić wymagania jakościowe, czasy reakcji, zasady eskalacji incydentów, sposób raportowania i mechanizmy kontroli wykonania usługi.

W praktyce analiza bezpieczeństwa może pomóc nie tylko uzasadnić dodatkowe wydatki, lecz także ograniczyć niepotrzebne koszty. Audyt może wykazać, że część zabezpieczeń jest niewykorzystywana, systemy dublują swoje funkcje, a zakres usług dostawcy nie odpowiada faktycznym potrzebom obiektu. Może też ujawnić niedoinwestowane obszary, w których pozorne oszczędności narażają firmę na znacznie większe straty. Celem nie jest więc zawsze zwiększanie budżetu, ale takie jego wykorzystanie, by każda istotna pozycja miała uzasadnienie biznesowe.

Jak mierzyć skuteczność?

Liczba incydentów jest ważnym, ale niewystarczającym miernikiem bezpieczeństwa. Niska liczba zgłoszeń może świadczyć o skutecznej ochronie, ale również o niepełnym raportowaniu lub niewykrywaniu zdarzeń. Dlatego warto analizować także czas reakcji na alarmy, wyniki audytów, terminowość usuwania usterek, realizację działań naprawczych, poziom przeszkolenia pracowników i wyniki testów procedur awaryjnych. Istotne są też straty finansowe, powtarzalność incydentów i czas potrzebny na przywrócenie działalności.
Zarząd powinien znać odpowiedzi na kilka podstawowych pytań: 
  • jakie są najważniejsze ryzyka?
  • które z nich przekraczają przyjęty poziom tolerancji?
  • ile kosztuje ich ograniczenie?
  • jakie będą konsekwencje odłożenia decyzji?
Właśnie takie informacje pozwalają porównywać projekty bezpieczeństwa z innymi potrzebami inwestycyjnymi firmy.

Pomocne mogą być normy ISO 31000 dotyczące zarządzania ryzykiem oraz ISO 22301 w zakresie ciągłości działania. Nie zastępują one właściwego podziału odpowiedzialności, ale pomagają uporządkować procesy i monitorować ich skuteczność.

Warto również powiązać bezpieczeństwo z ochroną reputacji, relacjami z najemcami i klientami oraz stabilnością operacyjną. Poważny incydent może wpłynąć na wiarygodność organizacji, a długotrwały przestój – na jej zdolność do realizacji zobowiązań. To konsekwencje biznesowe, których nie widać w samym zestawieniu kosztów ochrony.

Czy każda firma potrzebuje dyrektora bezpieczeństwa?

Wiele przedsiębiorstw nie ma osoby odpowiedzialnej za całościowe zarządzanie bezpieczeństwem. Nie zawsze wynika to z lekceważenia zagrożeń. Często firma nie ma wystarczającej skali działalności, by uzasadnić zatrudnienie dyrektora na pełen etat. W innych organizacjach obowiązki są rozproszone między kilka działów, a zarząd nie ma pełnego obrazu ryzyka ani pewności, czy wydatki na zabezpieczenia przynoszą oczekiwane rezultaty.

Nie każda firma potrzebuje więc własnego działu bezpieczeństwa ani pełnoetatowego dyrektora. Każda powinna jednak świadomie określić, kto koordynuje ten obszar i kto wspiera zarząd w podejmowaniu decyzji.

Rozwiązaniem może być interim security manager, czyli zewnętrzny menedżer bezpieczeństwa. To model współpracy, w którym doświadczony specjalista obejmuje nadzór nad określonym obszarem bezpieczeństwa bez konieczności tworzenia pełnoetatowego stanowiska. W zależności od potrzeb może przeprowadzić audyt, przygotować plan poprawy bezpieczeństwa, nadzorować ochronę fizyczną i systemy techniczne, koordynować dostawców, wspierać zarządzanie ryzykiem i BCM, opracowywać procedury oraz raportować bezpośrednio do zarządu. Może również uczestniczyć w planowaniu inwestycji, przetargach i negocjacjach z firmami świadczącymi usługi ochrony.

Z perspektywy biznesowej istotne są dwie korzyści. Pierwsza to dostęp do kompetencji, których firma nie musi utrzymywać we własnej strukturze przez cały czas. Druga to możliwość niezależnej oceny istniejących rozwiązań, kosztów i umów. Zewnętrzny menedżer może pomóc ustalić, gdzie warto inwestować, gdzie wystarczy zmiana procedur, a gdzie można zoptymalizować wydatki bez nieuzasadnionego zwiększania ryzyka.

Współpraca może mieć formę stałego abonamentu, określonej liczby dni w miesiącu lub projektu realizowanego w konkretnym celu. Dzięki temu przedsiębiorstwo uzyskuje dostęp do kompetencji zarządczych za ułamek kosztu zatrudnienia dyrektora na pełen etat, a zakres wsparcia dopasowuje do rzeczywistych potrzeb.

Model ten może być szczególnie przydatny dla średnich przedsiębiorstw, właścicieli nieruchomości, firm logistycznych i produkcyjnych oraz organizacji zarządzających wieloma lokalizacjami. Sprawdzi się również tam, gdzie istnieją już służby ochrony i infrastruktura techniczna, ale brakuje osoby, która oceniałaby ich skuteczność z perspektywy całego biznesu.
Nie oznacza to przeniesienia odpowiedzialności zarządu na zewnętrznego eksperta. Zarząd nadal podejmuje decyzje i akceptuje ryzyko, natomiast interim security manager dostarcza kompetencji, analiz i nadzoru, które pomagają robić to świadomie. W praktyce może to być rozsądny pierwszy krok do uporządkowania bezpieczeństwa, zanim organizacja zdecyduje się na budowę własnej struktury.

Bezpieczeństwo, które wspiera biznes

Skuteczny model governance nie wymaga rozbudowanej biurokracji, ale jasnego podziału odpowiedzialności, wiarygodnej informacji o ryzyku i mechanizmu przekładania tej wiedzy na decyzje inwestycyjne oraz operacyjne. Dla jednych firm właściwym rozwiązaniem będzie własny dyrektor bezpieczeństwa, dla innych – współpraca z interim security managerem. Niezależnie od modelu kluczowe jest, by ochrona fizyczna, zabezpieczenia techniczne, zarządzanie ryzykiem, reagowanie kryzysowe i ciągłość działania nie funkcjonowały jako odrębne, niepowiązane ze sobą obszary.

Zarząd nie musi samodzielnie rozstrzygać kwestii technicznych. Musi jednak wiedzieć, czy organizacja jest odpowiednio zabezpieczona, jakie ryzyko pozostaje i czy przeznaczane środki odpowiadają skali zagrożeń. Rolą eksperta ds. bezpieczeństwa jest dostarczenie tej wiedzy, zaproponowanie rozwiązań i dopilnowanie ich wdrożenia.

O dojrzałości bezpieczeństwa nie świadczy liczba kamer, posterunków ani stron procedur, lecz zdolność organizacji do ograniczania strat, utrzymania ciągłości działania i podejmowania świadomych decyzji dotyczących ryzyka. Właśnie dlatego bezpieczeństwo powinno być postrzegane nie jako koszt, który należy minimalizować za wszelką cenę, ale jako obszar zarządzania, który ma chronić wartość przedsiębiorstwa.

Dostęp tylko dla zarejestrowanych użytkowników

Aby przeczytać ten artykuł, musisz się zarejestrować i zalogować.

Zarejestruj się teraz
W dużej organizacji bezpieczeństwo rzadko jest wyłącznie problemem braku odpowiednich systemów czy procedur. Częściej jego źródłem jest rozproszona odpowiedzialność. Centrala ustanawia standardy, lokalny zarząd odpowiada za wyniki, facility management zarządza infrastrukturą, dział IT nadzoruje systemy informatyczne, a zewnętrzna agencja realizuje usługę ochrony. Każdy wykonuje swoje zadania, ale nie zawsze istnieje osoba, która łączy wszystkie te działania w jeden spójny system.

Dla zarządu to problem znacznie szerszy niż organizacja ochrony. Incydent bezpieczeństwa może oznaczać straty finansowe, przerwanie działalności, utratę kontraktu, odpowiedzialność prawną, wzrost kosztów ubezpieczenia czy utratę zaufania klientów i najemców. Z kolei nieprzemyślane inwestycje w zabezpieczenia mogą generować wysokie koszty bez proporcjonalnej poprawy poziomu ochrony.
Dlatego bezpieczeństwo powinno być traktowane jako element zarządzania ryzykiem biznesowym, a nie wyłącznie koszt operacyjny. Właśnie temu służy governance, czyli uporządkowany model podejmowania decyzji, podziału odpowiedzialności i nadzoru nad realizacją przyjętych standardów.

Bezpieczeństwo jako decyzja biznesowa

Z perspektywy zarządu podstawowe pytanie nie brzmi: ile kamer powinniśmy zainstalować ani ilu pracowników ochrony zatrudnić? Brzmi ono: jakie ryzyko ponosi nasza organizacja, jakie mogą być jego konsekwencje i czy obecne zabezpieczenia są adekwatne do skali zagrożeń?

To zasadnicza różnica. Zakup technologii lub usługi jest środkiem do osiągnięcia określonego rezultatu, a nie celem samym w sobie. Nowoczesny system CCTV, kontrola dostępu czy całodobowa ochrona mogą ograniczać ryzyko, ale nie gwarantują, że organizacja będzie przygotowana na każdy scenariusz. Podobnie redukcja kosztów ochrony nie musi oznaczać pogorszenia bezpieczeństwa, o ile wynika z analizy ryzyka i racjonalnego przeprojektowania modelu działania.

Zarząd powinien więc znać trzy podstawowe elementy: najważniejsze zagrożenia, potencjalne konsekwencje ich wystąpienia oraz koszt i skuteczność działań ograniczających ryzyko. Przykładowo czasowa niedostępność centrum logistycznego może oznaczać nie tylko koszt naprawy uszkodzonej infrastruktury, lecz także opóźnienia dostaw, kary umowne, konieczność przeniesienia operacji i utratę zaufania klientów. Właściwie zaprojektowane zabezpieczenia, procedury awaryjne i plany ciągłości działania należy zatem oceniać również przez pryzmat strat, którym mogą zapobiec.

Nie oznacza to, że każdą inwestycję w bezpieczeństwo da się uzasadnić prostym rachunkiem zwrotu. Część działań wynika z obowiązków prawnych, wymagań kontraktowych lub konieczności ochrony życia i zdrowia. Nawet wtedy zarząd powinien jednak rozumieć, jaki problem rozwiązuje dane przedsięwzięcie, jakie ryzyko pozostaje i dlaczego wybrano konkretny wariant.

Jeden obszar, wiele odpowiedzialności

Bezpieczeństwo fizyczne i techniczne, zarządzanie ryzykiem, zarządzanie kryzysowe oraz zarządzanie ciągłością działania (Business Continuity Management, BCM) są ze sobą ściśle powiązane. Mimo to w wielu firmach funkcjonują jako oddzielne obszary, nadzorowane przez różne działy lub zewnętrznych dostawców.

Dział administracji zamawia ochronę, Facility Management odpowiada za utrzymanie instalacji, IT zajmuje się infrastrukturą sieciową, HR prowadzi szkolenia, a kwestie ciągłości działania pozostają w gestii osób, które mają również inne obowiązki. Taki podział nie musi być błędem. Problem pojawia się wtedy, gdy brakuje koordynacji i wspólnej odpowiedzialności za rezultat.
Organizacja może dysponować nowoczesnymi zabezpieczeniami, a mimo to nie być przygotowana na poważny incydent. Przyczyną może być brak procedur współdziałania, niejasne zasady podejmowania decyzji albo nieprzygotowanie do funkcjonowania podczas awarii czy niedostępności kluczowego obiektu.

Z punktu widzenia biznesu oznacza to ryzyko, którego często nie widać w bieżących raportach kosztowych. Poszczególne działy realizują swoje budżety, ale nikt nie ocenia, czy łączny efekt ich działań odpowiada potrzebom przedsiębiorstwa. Dlatego bezpieczeństwa nie należy utożsamiać z samą ochroną fizyczną. To szerszy obszar zarządzania ryzykiem, obejmujący identyfikację zagrożeń, dobór zabezpieczeń, nadzór nad dostawcami, reagowanie na incydenty i utrzymanie ciągłości działania.

Dyrektor bezpieczeństwa jako partner zarządu

W dojrzałym modelu organizacyjnym za integrację tych działań powinien odpowiadać dyrektor ds. bezpieczeństwa lub osoba o równoważnych kompetencjach i uprawnieniach. Nie musi osobiście zarządzać każdym posterunkiem ochrony ani nadzorować każdej instalacji. Jego zadaniem jest koordynowanie całego obszaru, ustalanie priorytetów i dbanie o to, by decyzje operacyjne wspierały cele biznesowe.

Taka osoba powinna rozumieć zarówno fizyczne zabezpieczenia obiektów, jak i organizacyjne aspekty zarządzania ryzykiem. Musi umieć ocenić skuteczność przyjętych rozwiązań, planować inwestycje, nadzorować dostawców i przedstawiać kierownictwu konsekwencje konkretnych decyzji.

Równie ważna jest współpraca z innymi działami. Dyrektor bezpieczeństwa nie zastępuje CISO (dyrektora ds. bezpieczeństwa informacji) w zakresie cyberbezpieczeństwa ani Facility Managementu w utrzymaniu nieruchomości. Powinien natomiast zapewniać, że zagadnienia dotyczące kilku obszarów są uzgadniane i nadzorowane w sposób spójny.

Przykładem może być awaria kontroli dostępu w biurowcu. Służby techniczne usuwają usterkę, ale ktoś musi również ocenić ryzyko dla obiektu, określić tymczasowe środki ochrony, ustalić sposób komunikacji z najemcami i nadzorować przywrócenie normalnego funkcjonowania. Podobnie jest w przypadku pożaru, sabotażu czy długotrwałej awarii infrastruktury – techniczna reakcja to tylko jeden z elementów zarządzania sytuacją.

Dyrektor bezpieczeństwa powinien mieć jasno określony mandat, dostęp do kadry zarządzającej i możliwość wpływania na decyzje budżetowe. W przeciwnym razie jego rola ograniczy się do przygotowywania rekomendacji, których nikt nie wdraża.
Zarząd potrzebuje przy tym informacji podanych w języku biznesowym. Zamiast zestawienia liczby kamer, kontroli i posterunków powinien otrzymywać obraz najważniejszych ryzyk, potencjalnych strat, luk w zabezpieczeniach, kosztów ich usunięcia i priorytetów inwestycyjnych. Dzięki temu może podejmować decyzje dotyczące akceptacji ryzyka, finansowania działań i kolejności realizacji projektów.

Globalne standardy i lokalna egzekucja

W międzynarodowych korporacjach centrala zazwyczaj ustanawia wspólne polityki i minimalne wymagania. Ułatwia to porównywanie ryzyk, standaryzację raportowania i wykorzystywanie doświadczeń z różnych rynków. Nie można jednak zakładać, że identyczne rozwiązania sprawdzą się w każdej lokalizacji. Innych zabezpieczeń wymaga biurowiec, innych centrum logistyczne, a jeszcze innych zakład produkcyjny. Znaczenie mają również lokalne przepisy, profil działalności, wartość chronionych zasobów i konsekwencje ewentualnego przestoju.

Efektywny model governance powinien zatem łączyć centralne standardy z lokalną oceną ryzyka. Centrala określa minimalne wymagania, a lokalny zespół wdraża je i dostosowuje do warunków operacyjnych. Odstępstwa powinny być uzasadnione, udokumentowane i zatwierdzone na odpowiednim szczeblu.

Z perspektywy zarządu ważne jest również, aby standardy nie generowały kosztów oderwanych od rzeczywistych potrzeb. Zarówno nadmierne zabezpieczenia, jak i zbyt daleko idące oszczędności mogą być nieuzasadnione ekonomicznie. Zadaniem osoby odpowiedzialnej za bezpieczeństwo jest przedstawić konsekwencje obu wariantów i zaproponować rozwiązanie adekwatne do ryzyka.

Bezpieczeństwo w cyklu inwestycyjnym

Jednym z częstszych błędów jest angażowanie specjalistów bezpieczeństwa dopiero po podjęciu najważniejszych decyzji dotyczących nieruchomości. Tymczasem wymagania ochronne powinny być uwzględniane już na etapie planowania inwestycji, modernizacji i budżetu CAPEX. Dotyczy to układu wejść, organizacji ruchu osób, stref o ograniczonym dostępie, doboru systemów CCTV i kontroli dostępu oraz możliwości integracji urządzeń. Trzeba uwzględnić także koszty utrzymania, serwisu i późniejszej rozbudowy infrastruktury.
Zakup nowoczesnych kamer nie rozwiąże problemu, jeżeli nie zapewniono właściwego pokrycia newralgicznych stref, procedur weryfikacji alarmów i osób odpowiedzialnych za reakcję. Rozbudowany system kontroli dostępu nie będzie skuteczny, jeżeli organizacja nie kontroluje nadawania i odbierania uprawnień.

Podobnie należy oceniać umowy z dostawcami ochrony i usług technicznych. Poza ceną trzeba określić wymagania jakościowe, czasy reakcji, zasady eskalacji incydentów, sposób raportowania i mechanizmy kontroli wykonania usługi.

W praktyce analiza bezpieczeństwa może pomóc nie tylko uzasadnić dodatkowe wydatki, lecz także ograniczyć niepotrzebne koszty. Audyt może wykazać, że część zabezpieczeń jest niewykorzystywana, systemy dublują swoje funkcje, a zakres usług dostawcy nie odpowiada faktycznym potrzebom obiektu. Może też ujawnić niedoinwestowane obszary, w których pozorne oszczędności narażają firmę na znacznie większe straty. Celem nie jest więc zawsze zwiększanie budżetu, ale takie jego wykorzystanie, by każda istotna pozycja miała uzasadnienie biznesowe.

Jak mierzyć skuteczność?

Liczba incydentów jest ważnym, ale niewystarczającym miernikiem bezpieczeństwa. Niska liczba zgłoszeń może świadczyć o skutecznej ochronie, ale również o niepełnym raportowaniu lub niewykrywaniu zdarzeń. Dlatego warto analizować także czas reakcji na alarmy, wyniki audytów, terminowość usuwania usterek, realizację działań naprawczych, poziom przeszkolenia pracowników i wyniki testów procedur awaryjnych. Istotne są też straty finansowe, powtarzalność incydentów i czas potrzebny na przywrócenie działalności.
Zarząd powinien znać odpowiedzi na kilka podstawowych pytań: 
  • jakie są najważniejsze ryzyka?
  • które z nich przekraczają przyjęty poziom tolerancji?
  • ile kosztuje ich ograniczenie?
  • jakie będą konsekwencje odłożenia decyzji?
Właśnie takie informacje pozwalają porównywać projekty bezpieczeństwa z innymi potrzebami inwestycyjnymi firmy.

Pomocne mogą być normy ISO 31000 dotyczące zarządzania ryzykiem oraz ISO 22301 w zakresie ciągłości działania. Nie zastępują one właściwego podziału odpowiedzialności, ale pomagają uporządkować procesy i monitorować ich skuteczność.

Warto również powiązać bezpieczeństwo z ochroną reputacji, relacjami z najemcami i klientami oraz stabilnością operacyjną. Poważny incydent może wpłynąć na wiarygodność organizacji, a długotrwały przestój – na jej zdolność do realizacji zobowiązań. To konsekwencje biznesowe, których nie widać w samym zestawieniu kosztów ochrony.

Czy każda firma potrzebuje dyrektora bezpieczeństwa?

Wiele przedsiębiorstw nie ma osoby odpowiedzialnej za całościowe zarządzanie bezpieczeństwem. Nie zawsze wynika to z lekceważenia zagrożeń. Często firma nie ma wystarczającej skali działalności, by uzasadnić zatrudnienie dyrektora na pełen etat. W innych organizacjach obowiązki są rozproszone między kilka działów, a zarząd nie ma pełnego obrazu ryzyka ani pewności, czy wydatki na zabezpieczenia przynoszą oczekiwane rezultaty.

Nie każda firma potrzebuje więc własnego działu bezpieczeństwa ani pełnoetatowego dyrektora. Każda powinna jednak świadomie określić, kto koordynuje ten obszar i kto wspiera zarząd w podejmowaniu decyzji.

Rozwiązaniem może być interim security manager, czyli zewnętrzny menedżer bezpieczeństwa. To model współpracy, w którym doświadczony specjalista obejmuje nadzór nad określonym obszarem bezpieczeństwa bez konieczności tworzenia pełnoetatowego stanowiska. W zależności od potrzeb może przeprowadzić audyt, przygotować plan poprawy bezpieczeństwa, nadzorować ochronę fizyczną i systemy techniczne, koordynować dostawców, wspierać zarządzanie ryzykiem i BCM, opracowywać procedury oraz raportować bezpośrednio do zarządu. Może również uczestniczyć w planowaniu inwestycji, przetargach i negocjacjach z firmami świadczącymi usługi ochrony.

Z perspektywy biznesowej istotne są dwie korzyści. Pierwsza to dostęp do kompetencji, których firma nie musi utrzymywać we własnej strukturze przez cały czas. Druga to możliwość niezależnej oceny istniejących rozwiązań, kosztów i umów. Zewnętrzny menedżer może pomóc ustalić, gdzie warto inwestować, gdzie wystarczy zmiana procedur, a gdzie można zoptymalizować wydatki bez nieuzasadnionego zwiększania ryzyka.

Współpraca może mieć formę stałego abonamentu, określonej liczby dni w miesiącu lub projektu realizowanego w konkretnym celu. Dzięki temu przedsiębiorstwo uzyskuje dostęp do kompetencji zarządczych za ułamek kosztu zatrudnienia dyrektora na pełen etat, a zakres wsparcia dopasowuje do rzeczywistych potrzeb.

Model ten może być szczególnie przydatny dla średnich przedsiębiorstw, właścicieli nieruchomości, firm logistycznych i produkcyjnych oraz organizacji zarządzających wieloma lokalizacjami. Sprawdzi się również tam, gdzie istnieją już służby ochrony i infrastruktura techniczna, ale brakuje osoby, która oceniałaby ich skuteczność z perspektywy całego biznesu.
Nie oznacza to przeniesienia odpowiedzialności zarządu na zewnętrznego eksperta. Zarząd nadal podejmuje decyzje i akceptuje ryzyko, natomiast interim security manager dostarcza kompetencji, analiz i nadzoru, które pomagają robić to świadomie. W praktyce może to być rozsądny pierwszy krok do uporządkowania bezpieczeństwa, zanim organizacja zdecyduje się na budowę własnej struktury.

Bezpieczeństwo, które wspiera biznes

Skuteczny model governance nie wymaga rozbudowanej biurokracji, ale jasnego podziału odpowiedzialności, wiarygodnej informacji o ryzyku i mechanizmu przekładania tej wiedzy na decyzje inwestycyjne oraz operacyjne. Dla jednych firm właściwym rozwiązaniem będzie własny dyrektor bezpieczeństwa, dla innych – współpraca z interim security managerem. Niezależnie od modelu kluczowe jest, by ochrona fizyczna, zabezpieczenia techniczne, zarządzanie ryzykiem, reagowanie kryzysowe i ciągłość działania nie funkcjonowały jako odrębne, niepowiązane ze sobą obszary.

Zarząd nie musi samodzielnie rozstrzygać kwestii technicznych. Musi jednak wiedzieć, czy organizacja jest odpowiednio zabezpieczona, jakie ryzyko pozostaje i czy przeznaczane środki odpowiadają skali zagrożeń. Rolą eksperta ds. bezpieczeństwa jest dostarczenie tej wiedzy, zaproponowanie rozwiązań i dopilnowanie ich wdrożenia.

O dojrzałości bezpieczeństwa nie świadczy liczba kamer, posterunków ani stron procedur, lecz zdolność organizacji do ograniczania strat, utrzymania ciągłości działania i podejmowania świadomych decyzji dotyczących ryzyka. Właśnie dlatego bezpieczeństwo powinno być postrzegane nie jako koszt, który należy minimalizować za wszelką cenę, ale jako obszar zarządzania, który ma chronić wartość przedsiębiorstwa.

REKLAMA
O autorze
O rozmówcach