Zamknij

Twój koszyk

Razem: 0.00 zł
Razem z VAT: 0,00 zł
Przejdź do kasy

Odporność organizacyjna zaczyna się tam, gdzie kończy się procedura

SLA jest spełnione, proces zrealizowany, każdy zrobił „swoje”. Dlaczego więc organizacja nadal nie działa?
REKLAMA
W korporacji na wszystko jest procedura. A przynajmniej tak nam się wydaje.

Awaria? Jest procedura.
Dostawca? Jest SLA.
Decyzja? Jest ścieżka akceptacji.
Problem? Jest ticket.
Odpowiedzialność? Powinna być określona w umowie albo w macierzy RACI.

Wszystko działa świetnie. Do momentu, w którym wydarzy się coś, czego proces nie przewidział.
I wtedy nagle okazuje się, że SLA nie podejmie decyzji. System ticketowy nie połączy skłóconych zespołów. Zapis w kontrakcie nie zbuduje zaufania. A procedura nie powie: „Dobra, rozumiem sytuację. Biorę odpowiedzialność. Działamy”.

I właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwa odporność organizacji.

Kiedy korpokracja zaczyna przeszkadzać?

Nie jestem przeciwniczką procedur. Wręcz przeciwnie. Przez lata pracy w dużych organizacjach nauczyłam się, że im większy biznes i bardziej złożony ekosystem usług, tym bardziej potrzebujemy jasnych zasad, odpowiedzialności, standardów i procesów.
Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy mylić uporządkowanie organizacji z jej odpornością. Korpokracja lubi pytać: Czy to jest w naszym zakresie? Kto jest ownerem? Kto powinien zaakceptować decyzję? Czy dostawca spełnił SLA? Do kogo eskalujemy?
Organizacja odporna musi umieć zadać także inne pytania: co w tej chwili naprawdę trzeba zrobić? Kto ma wiedzę i kompetencje, żeby podjąć decyzję? Kogo trzeba połączyć? Co jest naszym wspólnym celem?

Procedury doskonale sprawdzają się w świecie przewidywalnym. Tymczasem rzeczywistość biznesowa coraz rzadziej chce być przewidywalna.

Dojrzałość organizacyjna nie polega więc na rezygnowaniu z procedur, lecz na tym, że ludzie potrafią skutecznie działać również wtedy, kiedy procedura przestaje wystarczać.

Facility Management – laboratorium odporności

Widać to szczególnie w Facility i Workplace Managemencie.

Na co dzień zarządzamy skomplikowanym ekosystemem zależności pomiędzy biznesem, pracownikami, właścicielem budynku, Property i Asset Managementem, ochroną, techniką, serwisami, IT, HR, zakupami czy bezpieczeństwem.
Jedno zdarzenie potrafi uruchomić cały łańcuch. I w takich sytuacjach bardzo szybko okazuje się, czy mamy łańcuch współpracy, czy jedynie łańcuch kontraktów.

Możemy precyzyjnie zakontraktować czas reakcji, zakres odpowiedzialności i oczekiwany poziom usługi. Znacznie trudniej zakontraktować inicjatywę, zaufanie, elastyczność i poczucie odpowiedzialności za całość.
Dlatego mam dużą sympatię do zdania: „Możemy outsourcować usługę. Nie możemy outsourcować odpowiedzialności za odporność organizacji”.

W trudnej sytuacji przewagę ma niekoniecznie organizacja z najgrubszą umową. Ma ją ta, w której ludzie potrafią szybko się porozumieć, zaufać swoim kompetencjom, podjąć decyzję i wspólnie doprowadzić sprawę do końca.

Odporność psychiczna to także kompetencja biznesowa

I tu dochodzimy do tego, o czym w świecie procesów operacyjnych często zapominamy: odporność organizacyjna zaczyna się od odporności ludzi, ale nie oznacza ich niezniszczalności.

Dla mnie odporność psychiczna nie oznacza zaciskania zębów i wytrzymywania jeszcze więcej. To zdolność do zachowania sprawczości pod presją, funkcjonowania przy niepełnej informacji, adaptowania się do zmiany, korzystania ze swoich zasobów i współpracy z innymi.
Organizacja działa podobnie. Pod wpływem zakłócenia może się usztywnić, zamknąć w procedurach i zacząć szukać winnego. Może też powiedzieć: „Sytuacja się zmieniła. Co możemy zrobić z tym, co mamy?”.

To subtelna różnica, ale w praktyce biznesowej ogromna.

Odporność to nie bohaterstwo

Jest tu jednak pewna pułapka.

W wielu organizacjach znamy takich ludzi. Wiedzą wszystko. Mają wszystkie numery telefonów. Wiedzą, do kogo zadzwonić „poza oficjalną ścieżką”. Gdy pojawia się kryzys, zostają dłużej, przejmują temat i po raz kolejny ratują sytuację.
Organizacja oddycha z ulgą. Tylko czy naprawdę jest odporna?

Jeżeli system działa dlatego, że kilka osób regularnie potrafi dokonać niemożliwego, nie zbudowaliśmy odporności. Zbudowaliśmy zależność od bohaterów.

Sama często zadaję pytanie: „Jesteśmy strażakami czy zarządzamy pożarami?”.

Gaszenie przynosi szybką satysfakcję. Zarządzanie odpornością oznacza coś więcej: wyciągnięcie wniosków, poprawienie procesu, zadbanie o relacje i doprowadzenie do sytuacji, w której następnym razem nie będziemy potrzebować bohatera.

3R. Trzy rzeczy, które wzmacniają odporność

W swojej pracy patrzę na odporność także przez trzy bardzo proste obszary: ruch, relacje i regenerację. 3R.
Ruch to sprawczość. Ruch to działanie. Czy w sytuacji niepewności czekamy na kolejną akceptację, czy wiemy, kto i w jakich granicach może działać? Odporna organizacja daje ludziom nie tylko odpowiedzialność, ale także realny wpływ.

Relacje to zdolność współdziałania. W kryzysie wyjątkowo szybko wychodzi na jaw jakość współpracy budowanej miesiącami. Zaufanie między FM, biznesem, Property Managementem i dostawcami może stać się równie istotnym zasobem jak dobrze napisany proces.
Regeneracja to zdolność do odbudowy i uczenia się. Po kryzysie nie wystarczy zamknąć ticketu. Warto zatrzymać się i zapytać: czego nauczyła nas ta sytuacja? Co zmieniamy? Jak sprawić, by kolejne zakłócenie kosztowało organizację mniej energii?

Te trzy elementy pojawiały się już w moim podejściu do antykruchości organizacji – rozumianej nie tylko jako przetrwanie zmiany, ale jako wykorzystanie jej do budowania większej zdolności adaptacyjnej.

A zatem: człowiek czy procedura?

To źle postawione pytanie. Potrzebujemy jednego i drugiego.

Nie namawiam do porzucenia procedur. Wręcz przeciwnie. Dobre procesy dają organizacji stabilność i pozwalają działać sprawnie. SLA wyznacza standard. Technologia zwiększa efektywność. Dobrze skonstruowany outsourcing pozwala korzystać z kompetencji partnerów.
Ale odporność zaczyna się krok dalej. Tam, gdzie kończy się przewidywalność, gdzie nie mamy wszystkich informacji, gdzie kilka firm i działów musi na moment przestać pilnować wyłącznie własnego zakresu i zacząć działać dla wspólnego celu.
Tam żadna procedura nie zastąpi człowieka.

Dlatego być może ważniejsze od pytania „Czy mamy procedurę na kryzys?” jest inne: „Czy mamy ludzi, relacje i kulturę działania, które zadziałają wtedy, kiedy procedura już nie wystarczy?”.

Bo właśnie wtedy sprawdzamy nie to, jak dobrze organizacja jest opisana, ale jak naprawdę działa.

REKLAMA
Subscribe to newsletter

Subscribe to receive the latest blog posts to your inbox every week.

By subscribing you agree to with our Privacy Policy.
Thank you! Your submission has been received!
Oops! Something went wrong while submitting the form.

Polecane artykuły

No items found.

Najnowsze wydanie!

Magazyn
2026
11
<< ARTYKUŁ TOWARZYSZĄCY

Odporność organizacyjna zaczyna się tam, gdzie kończy się procedura

03.11.2026
Ewa Bodio-Ziółkowska
Workplace Managerka, liderka zespołu i innowatorka przestrzeni pracy
Pokaż bio

Od ponad 20 lat działa w obszarze administracji, facility & workplace management, zarządzania zmianą, projektami fit-out oraz wsparcia operacyjnego biznesu. Kieruje 20-osobowym zespołem, z którym wdraża nowoczesne modele pracy hybrydowej i stara się tworzyć środowiska pracy sprzyjające kooperacji, dobrostanowi i efektywności – przede wszystkim z myślą o kulturze firmy, ludziach, którzy z tych przestrzeni korzystają.

Ma na koncie ponad 50 000 m² zmodernizowanych biur oraz liczne wdrożenia zmian w przestrzeniach roboczych. Łączy codzienną praktykę liderki zespołu, managerki biura z pasją do poszerzania wiedzy z ergonomii, neuronauki i psychologii pracy, tworząc biura, które wspierają doświadczenia pracowników #workplaceexperience – zarówno zawodowe, jak i osobiste #worklifebalance.

W pracy stawia na kreatywność, energię i otwartość na nowe pomysły. Zespół to jej oczko w głowie – wspiera jego rozwój, buduje zdrową pewność siebie, odwagę i pielęgnuje angażującą kulturę współpracy.

Uważa, że budowanie wytrwałości, odporności psychicznej, posiadanie pasji, swojego „powietrza”, dobrze zarządzana energia i regeneracja – zarówno w życiu, jak i w przestrzeni zawodowej – to kamienie milowe do spełniania marzeń, realizacji celów i fundamenty realnej zmiany.

Zachęca na różne sposoby ludzi do rozwijającej aktywności – w tym ruchu.

Prywatnie jest certyfikowaną trenerką personalną, akredytowaną mentorką EMCC, Ironmanką, finiszerką World Marathon Majors. Współpracownicy oraz klienci często mówią o niej – trenerka energii, motywacji i efektywności osobistej.

Rozmawiał/-a
Sylwia Łysak
Stanowisko
SLA jest spełnione, proces zrealizowany, każdy zrobił „swoje”. Dlaczego więc organizacja nadal nie działa?
REKLAMA
W korporacji na wszystko jest procedura. A przynajmniej tak nam się wydaje.

Awaria? Jest procedura.
Dostawca? Jest SLA.
Decyzja? Jest ścieżka akceptacji.
Problem? Jest ticket.
Odpowiedzialność? Powinna być określona w umowie albo w macierzy RACI.

Wszystko działa świetnie. Do momentu, w którym wydarzy się coś, czego proces nie przewidział.
I wtedy nagle okazuje się, że SLA nie podejmie decyzji. System ticketowy nie połączy skłóconych zespołów. Zapis w kontrakcie nie zbuduje zaufania. A procedura nie powie: „Dobra, rozumiem sytuację. Biorę odpowiedzialność. Działamy”.

I właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwa odporność organizacji.

Kiedy korpokracja zaczyna przeszkadzać?

Nie jestem przeciwniczką procedur. Wręcz przeciwnie. Przez lata pracy w dużych organizacjach nauczyłam się, że im większy biznes i bardziej złożony ekosystem usług, tym bardziej potrzebujemy jasnych zasad, odpowiedzialności, standardów i procesów.
Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy mylić uporządkowanie organizacji z jej odpornością. Korpokracja lubi pytać: Czy to jest w naszym zakresie? Kto jest ownerem? Kto powinien zaakceptować decyzję? Czy dostawca spełnił SLA? Do kogo eskalujemy?
Organizacja odporna musi umieć zadać także inne pytania: co w tej chwili naprawdę trzeba zrobić? Kto ma wiedzę i kompetencje, żeby podjąć decyzję? Kogo trzeba połączyć? Co jest naszym wspólnym celem?

Procedury doskonale sprawdzają się w świecie przewidywalnym. Tymczasem rzeczywistość biznesowa coraz rzadziej chce być przewidywalna.

Dojrzałość organizacyjna nie polega więc na rezygnowaniu z procedur, lecz na tym, że ludzie potrafią skutecznie działać również wtedy, kiedy procedura przestaje wystarczać.

Facility Management – laboratorium odporności

Widać to szczególnie w Facility i Workplace Managemencie.

Na co dzień zarządzamy skomplikowanym ekosystemem zależności pomiędzy biznesem, pracownikami, właścicielem budynku, Property i Asset Managementem, ochroną, techniką, serwisami, IT, HR, zakupami czy bezpieczeństwem.
Jedno zdarzenie potrafi uruchomić cały łańcuch. I w takich sytuacjach bardzo szybko okazuje się, czy mamy łańcuch współpracy, czy jedynie łańcuch kontraktów.

Możemy precyzyjnie zakontraktować czas reakcji, zakres odpowiedzialności i oczekiwany poziom usługi. Znacznie trudniej zakontraktować inicjatywę, zaufanie, elastyczność i poczucie odpowiedzialności za całość.
Dlatego mam dużą sympatię do zdania: „Możemy outsourcować usługę. Nie możemy outsourcować odpowiedzialności za odporność organizacji”.

W trudnej sytuacji przewagę ma niekoniecznie organizacja z najgrubszą umową. Ma ją ta, w której ludzie potrafią szybko się porozumieć, zaufać swoim kompetencjom, podjąć decyzję i wspólnie doprowadzić sprawę do końca.

Odporność psychiczna to także kompetencja biznesowa

I tu dochodzimy do tego, o czym w świecie procesów operacyjnych często zapominamy: odporność organizacyjna zaczyna się od odporności ludzi, ale nie oznacza ich niezniszczalności.

Dla mnie odporność psychiczna nie oznacza zaciskania zębów i wytrzymywania jeszcze więcej. To zdolność do zachowania sprawczości pod presją, funkcjonowania przy niepełnej informacji, adaptowania się do zmiany, korzystania ze swoich zasobów i współpracy z innymi.
Organizacja działa podobnie. Pod wpływem zakłócenia może się usztywnić, zamknąć w procedurach i zacząć szukać winnego. Może też powiedzieć: „Sytuacja się zmieniła. Co możemy zrobić z tym, co mamy?”.

To subtelna różnica, ale w praktyce biznesowej ogromna.

Odporność to nie bohaterstwo

Jest tu jednak pewna pułapka.

W wielu organizacjach znamy takich ludzi. Wiedzą wszystko. Mają wszystkie numery telefonów. Wiedzą, do kogo zadzwonić „poza oficjalną ścieżką”. Gdy pojawia się kryzys, zostają dłużej, przejmują temat i po raz kolejny ratują sytuację.
Organizacja oddycha z ulgą. Tylko czy naprawdę jest odporna?

Jeżeli system działa dlatego, że kilka osób regularnie potrafi dokonać niemożliwego, nie zbudowaliśmy odporności. Zbudowaliśmy zależność od bohaterów.

Sama często zadaję pytanie: „Jesteśmy strażakami czy zarządzamy pożarami?”.

Gaszenie przynosi szybką satysfakcję. Zarządzanie odpornością oznacza coś więcej: wyciągnięcie wniosków, poprawienie procesu, zadbanie o relacje i doprowadzenie do sytuacji, w której następnym razem nie będziemy potrzebować bohatera.

3R. Trzy rzeczy, które wzmacniają odporność

W swojej pracy patrzę na odporność także przez trzy bardzo proste obszary: ruch, relacje i regenerację. 3R.
Ruch to sprawczość. Ruch to działanie. Czy w sytuacji niepewności czekamy na kolejną akceptację, czy wiemy, kto i w jakich granicach może działać? Odporna organizacja daje ludziom nie tylko odpowiedzialność, ale także realny wpływ.

Relacje to zdolność współdziałania. W kryzysie wyjątkowo szybko wychodzi na jaw jakość współpracy budowanej miesiącami. Zaufanie między FM, biznesem, Property Managementem i dostawcami może stać się równie istotnym zasobem jak dobrze napisany proces.
Regeneracja to zdolność do odbudowy i uczenia się. Po kryzysie nie wystarczy zamknąć ticketu. Warto zatrzymać się i zapytać: czego nauczyła nas ta sytuacja? Co zmieniamy? Jak sprawić, by kolejne zakłócenie kosztowało organizację mniej energii?

Te trzy elementy pojawiały się już w moim podejściu do antykruchości organizacji – rozumianej nie tylko jako przetrwanie zmiany, ale jako wykorzystanie jej do budowania większej zdolności adaptacyjnej.

A zatem: człowiek czy procedura?

To źle postawione pytanie. Potrzebujemy jednego i drugiego.

Nie namawiam do porzucenia procedur. Wręcz przeciwnie. Dobre procesy dają organizacji stabilność i pozwalają działać sprawnie. SLA wyznacza standard. Technologia zwiększa efektywność. Dobrze skonstruowany outsourcing pozwala korzystać z kompetencji partnerów.
Ale odporność zaczyna się krok dalej. Tam, gdzie kończy się przewidywalność, gdzie nie mamy wszystkich informacji, gdzie kilka firm i działów musi na moment przestać pilnować wyłącznie własnego zakresu i zacząć działać dla wspólnego celu.
Tam żadna procedura nie zastąpi człowieka.

Dlatego być może ważniejsze od pytania „Czy mamy procedurę na kryzys?” jest inne: „Czy mamy ludzi, relacje i kulturę działania, które zadziałają wtedy, kiedy procedura już nie wystarczy?”.

Bo właśnie wtedy sprawdzamy nie to, jak dobrze organizacja jest opisana, ale jak naprawdę działa.

Dostęp tylko dla zarejestrowanych użytkowników

Aby przeczytać ten artykuł, musisz się zarejestrować i zalogować.

Zarejestruj się teraz
W korporacji na wszystko jest procedura. A przynajmniej tak nam się wydaje.

Awaria? Jest procedura.
Dostawca? Jest SLA.
Decyzja? Jest ścieżka akceptacji.
Problem? Jest ticket.
Odpowiedzialność? Powinna być określona w umowie albo w macierzy RACI.

Wszystko działa świetnie. Do momentu, w którym wydarzy się coś, czego proces nie przewidział.
I wtedy nagle okazuje się, że SLA nie podejmie decyzji. System ticketowy nie połączy skłóconych zespołów. Zapis w kontrakcie nie zbuduje zaufania. A procedura nie powie: „Dobra, rozumiem sytuację. Biorę odpowiedzialność. Działamy”.

I właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwa odporność organizacji.

Kiedy korpokracja zaczyna przeszkadzać?

Nie jestem przeciwniczką procedur. Wręcz przeciwnie. Przez lata pracy w dużych organizacjach nauczyłam się, że im większy biznes i bardziej złożony ekosystem usług, tym bardziej potrzebujemy jasnych zasad, odpowiedzialności, standardów i procesów.
Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy mylić uporządkowanie organizacji z jej odpornością. Korpokracja lubi pytać: Czy to jest w naszym zakresie? Kto jest ownerem? Kto powinien zaakceptować decyzję? Czy dostawca spełnił SLA? Do kogo eskalujemy?
Organizacja odporna musi umieć zadać także inne pytania: co w tej chwili naprawdę trzeba zrobić? Kto ma wiedzę i kompetencje, żeby podjąć decyzję? Kogo trzeba połączyć? Co jest naszym wspólnym celem?

Procedury doskonale sprawdzają się w świecie przewidywalnym. Tymczasem rzeczywistość biznesowa coraz rzadziej chce być przewidywalna.

Dojrzałość organizacyjna nie polega więc na rezygnowaniu z procedur, lecz na tym, że ludzie potrafią skutecznie działać również wtedy, kiedy procedura przestaje wystarczać.

Facility Management – laboratorium odporności

Widać to szczególnie w Facility i Workplace Managemencie.

Na co dzień zarządzamy skomplikowanym ekosystemem zależności pomiędzy biznesem, pracownikami, właścicielem budynku, Property i Asset Managementem, ochroną, techniką, serwisami, IT, HR, zakupami czy bezpieczeństwem.
Jedno zdarzenie potrafi uruchomić cały łańcuch. I w takich sytuacjach bardzo szybko okazuje się, czy mamy łańcuch współpracy, czy jedynie łańcuch kontraktów.

Możemy precyzyjnie zakontraktować czas reakcji, zakres odpowiedzialności i oczekiwany poziom usługi. Znacznie trudniej zakontraktować inicjatywę, zaufanie, elastyczność i poczucie odpowiedzialności za całość.
Dlatego mam dużą sympatię do zdania: „Możemy outsourcować usługę. Nie możemy outsourcować odpowiedzialności za odporność organizacji”.

W trudnej sytuacji przewagę ma niekoniecznie organizacja z najgrubszą umową. Ma ją ta, w której ludzie potrafią szybko się porozumieć, zaufać swoim kompetencjom, podjąć decyzję i wspólnie doprowadzić sprawę do końca.

Odporność psychiczna to także kompetencja biznesowa

I tu dochodzimy do tego, o czym w świecie procesów operacyjnych często zapominamy: odporność organizacyjna zaczyna się od odporności ludzi, ale nie oznacza ich niezniszczalności.

Dla mnie odporność psychiczna nie oznacza zaciskania zębów i wytrzymywania jeszcze więcej. To zdolność do zachowania sprawczości pod presją, funkcjonowania przy niepełnej informacji, adaptowania się do zmiany, korzystania ze swoich zasobów i współpracy z innymi.
Organizacja działa podobnie. Pod wpływem zakłócenia może się usztywnić, zamknąć w procedurach i zacząć szukać winnego. Może też powiedzieć: „Sytuacja się zmieniła. Co możemy zrobić z tym, co mamy?”.

To subtelna różnica, ale w praktyce biznesowej ogromna.

Odporność to nie bohaterstwo

Jest tu jednak pewna pułapka.

W wielu organizacjach znamy takich ludzi. Wiedzą wszystko. Mają wszystkie numery telefonów. Wiedzą, do kogo zadzwonić „poza oficjalną ścieżką”. Gdy pojawia się kryzys, zostają dłużej, przejmują temat i po raz kolejny ratują sytuację.
Organizacja oddycha z ulgą. Tylko czy naprawdę jest odporna?

Jeżeli system działa dlatego, że kilka osób regularnie potrafi dokonać niemożliwego, nie zbudowaliśmy odporności. Zbudowaliśmy zależność od bohaterów.

Sama często zadaję pytanie: „Jesteśmy strażakami czy zarządzamy pożarami?”.

Gaszenie przynosi szybką satysfakcję. Zarządzanie odpornością oznacza coś więcej: wyciągnięcie wniosków, poprawienie procesu, zadbanie o relacje i doprowadzenie do sytuacji, w której następnym razem nie będziemy potrzebować bohatera.

3R. Trzy rzeczy, które wzmacniają odporność

W swojej pracy patrzę na odporność także przez trzy bardzo proste obszary: ruch, relacje i regenerację. 3R.
Ruch to sprawczość. Ruch to działanie. Czy w sytuacji niepewności czekamy na kolejną akceptację, czy wiemy, kto i w jakich granicach może działać? Odporna organizacja daje ludziom nie tylko odpowiedzialność, ale także realny wpływ.

Relacje to zdolność współdziałania. W kryzysie wyjątkowo szybko wychodzi na jaw jakość współpracy budowanej miesiącami. Zaufanie między FM, biznesem, Property Managementem i dostawcami może stać się równie istotnym zasobem jak dobrze napisany proces.
Regeneracja to zdolność do odbudowy i uczenia się. Po kryzysie nie wystarczy zamknąć ticketu. Warto zatrzymać się i zapytać: czego nauczyła nas ta sytuacja? Co zmieniamy? Jak sprawić, by kolejne zakłócenie kosztowało organizację mniej energii?

Te trzy elementy pojawiały się już w moim podejściu do antykruchości organizacji – rozumianej nie tylko jako przetrwanie zmiany, ale jako wykorzystanie jej do budowania większej zdolności adaptacyjnej.

A zatem: człowiek czy procedura?

To źle postawione pytanie. Potrzebujemy jednego i drugiego.

Nie namawiam do porzucenia procedur. Wręcz przeciwnie. Dobre procesy dają organizacji stabilność i pozwalają działać sprawnie. SLA wyznacza standard. Technologia zwiększa efektywność. Dobrze skonstruowany outsourcing pozwala korzystać z kompetencji partnerów.
Ale odporność zaczyna się krok dalej. Tam, gdzie kończy się przewidywalność, gdzie nie mamy wszystkich informacji, gdzie kilka firm i działów musi na moment przestać pilnować wyłącznie własnego zakresu i zacząć działać dla wspólnego celu.
Tam żadna procedura nie zastąpi człowieka.

Dlatego być może ważniejsze od pytania „Czy mamy procedurę na kryzys?” jest inne: „Czy mamy ludzi, relacje i kulturę działania, które zadziałają wtedy, kiedy procedura już nie wystarczy?”.

Bo właśnie wtedy sprawdzamy nie to, jak dobrze organizacja jest opisana, ale jak naprawdę działa.

REKLAMA
O autorze
O rozmówcach